Militarny show
Poniedziałek, 13 sierpnia 2012 (06:19)Rosja zapowiada ambitny program modernizacji sił powietrznych. Do 2020 roku wojsko ma dostać ponad 600 nowych samolotów bojowych i tysiąc śmigłowców.
Rosja obchodzi stulecie swoich sił powietrznych. 12 sierpnia 1912 r. w sztabie armii carskiego imperium wydano rozkaz nr 397 o utworzeniu pierwszej jednostki lotniczej. Obecnie formacja liczy 160 tys. żołnierzy i dysponuje ponad czterema tysiącami rozmaitych statków powietrznych. To daje Rosjanom drugie miejsce po Stanach Zjednoczonych.
Rocznica jest obchodzona bardzo hucznie. Na lotnisku Ramienskoje w Żukowskim zgromadzono wszystko, czym mogą pochwalić się rosyjscy lotnicy oraz wojska radiotechniczne i obrony powietrznej. Samo miasto jest już symbolem. Nazwane na cześć Nikołaja Żukowskiego (1847-1921), jednego z twórców współczesnej aerodynamiki, jest siedzibą kilkunastu instytucji naukowo-badawczych pracujących na rzecz wojska, a szczególnie sił powietrznych.
Tu działa Instytut Lotnictwa Doświadczalnego im. Gromowa, a na lotnisku wykonuje się loty na dopiero wprowadzanych do ruchu maszynach.
Putin - gość specjalny
Już w piątek zainteresowani mogli w Żukowskim zobaczyć bardzo atrakcyjną, szczególnie dla fotografów, próbę generalną przed wczorajszymi pokazami. Natomiast w sobotę odbyła się część oficjalna.
Wystawę sprzętu lotniczego i akrobacje lotnicze zobaczył m.in. prezydent Władimir Putin. W swoim przemówieniu mówił oczywiście o historii wojskowej awiacji w Rosji i Związku Sowieckim. Wymieniał nazwiska sławnych pilotów (z Jurijem Gagarinem na czele) i konstruktorów (w tym Tupolewa, Suchoja, Iliuszyna i Jakowlewa).
Przypominał zasługi wojenne, począwszy od obrony powietrznej Moskwy i Sankt Petersburga (Leningradu) podczas drugiej wojny światowej, a skończywszy na Afganistanie i Czeczenii.
- Lotnictwo wojskowe zawsze było w naszym kraju traktowane szczególnie. I obecnie, gdy realizujemy w wielkiej skali plan przezbrojenia armii i floty, jednym z naszych kluczowych priorytetów bezwarunkowo musi być rozwój i doskonalenie sił powietrznych. Ich znaczenie będzie tylko rosnąć - powiedział prezydent.
Putin obiecał zarówno nowe wyposażenie (600 nowych samolotów i tysiąc śmigłowców do 2020 roku), jak i podwyżki płac dla żołnierzy, większe wsparcie socjalne dla ich rodzin, opiekę nad weteranami itd.
- Ludzie poświęcający się obronie ojczyzny, swojego narodu powinni mieć godny poziom życia, odpowiadający znaczeniu i wielkości stojących przed nimi i przez nich rozwiązywanych zadań - dodał.
Jedynym cieniem dnia oficjalnego była niezbyt sprzyjająca pogoda. Silnego deszczu nie udało się "rozpędzić" specjalnymi samolotami. Wczoraj było już słonecznie, a na niemal bezchmurnym niebie 150 tysięcy widzów mogło oglądać wielki show, który ma przyćmić wszystko, co dotąd pokazywano w powietrzu, nie tylko w Rosji.
Zaplanowano dwugodzinny przegląd maszyn historycznych (latających zabytków i rekonstrukcji) pod tytułem "Legendy światowego lotnictwa" oraz "Skrzydlata pamięć zwycięstwa", a następnie demonstracje przelotów i mistrzowskiego pilotażu współczesnych rosyjskich samolotów i śmigłowców. W programie są występy kilku rosyjskich grup akrobacyjnych, a także zaproszonych zespołów zagranicznych, w tym brytyjskiego "Red arrows", włoskiego "Frecce tricolori" i fińskich "Jastrzębi północy". Jest też polski zespół "Biało-Czerwone Iskry", który przyleciał sześcioma maszynami TS-11. Dla akrobatów z Dęblina zarezerwowano pół godziny.
W dniu święta mówi się oczywiście głównie o wielkich sukcesach, pierwszych przelotach nad biegunem północnym, rekordowo długich lotach w obszarach polarnych; o Gagarinie i jego sputniku, o bombardowaniu Berlina. Jednak włączając do tradycji sił powietrznych także czasy sowieckie, Rosjanie muszą pamiętać i o ofiarach. Prawdopodobnie kilka tysięcy lotników zginęło, wykonując ryzykowne zadania lub latając na niesprawnym sprzęcie. O większości wypadków w lotnictwie wojskowym nie informowano publicznie, a dane na ten temat pozostają do dziś niedostępne.
Teatr pilotażu
Tego rodzaju wydarzenie to jak zwykle także rywalizacja pilotów i grup akrobatycznych. Siergiej Bogdan z biura konstrukcyjnego Suchoja w ubiegłym roku miał w obecności Putina pokazać możliwości najnowszej konstrukcji swojej firmy, myśliwca piątej generacji T-50. Niestety, doszło do awarii silnika i lot się nie odbył.
Wczoraj Bogdan pokazał naprawdę zapierający dech w piersiach program, ale na Su-35. Podobne ewolucje robił Francuz Michael Brocard na rafale. Kilka minut później zobaczyliśmy jeszcze bardziej osobliwy pokaz w wykonaniu jednej z nielicznych w tej profesji kobiet Swietłany Kapaniny na jednosilnikowym Su-31. Kapanina zdobyła już niemal wszystkie możliwe tytuły mistrzowskie w lotnictwie sportowym. Potrafi na swojej maszynie przez chwilę zawisnąć pionowo w powietrzu. Podczas występu dwa razy wyłącza na pewien czas silnik.
Polacy na rosyjskim niebie
Osobna konkurencja to pokazy grupowe. To przede wszystkim wyścig Anglików i Włochów. "Red arrows" górują możliwościami maszyn i technicznym wykonaniem programu, ale Włosi przygotowują akrobacje w powietrzu w oparciu o fabułę, którą opowiada komentator. W ten sposób pilotaż staje się teatrem, w który wciągani są widzowie. Robi to niesamowite wrażenie. Oba zespoły pokazują się od czasu do czasu również w Polsce podczas Air Show w Radomiu.
W tej konkurencji światowy poziom prezentują też polskie "Biało-Czerwone Iskry". Nasi przygotowali dwa warianty występu ze względu na nieznane warunki pogodowe. Okazało się, że można było zaprezentować tzw. wariant wyższy, z licznymi figurami pionowymi.
- Uczestnictwo w tym wydarzeniu jest dla nas zaszczytem, ale też okazją do zaprezentowania się na niebie rosyjskim - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" mjr pil. Tomasz Łukaszczuk, dowódca polskiego zespołu. "Iskry" są po raz pierwszy w Rosji. Zaprezentowali kilkanaście figur, w tym kilka bardzo trudnych technicznie, wykonywanych pojedynczo lub w ugrupowaniu dwóch czy trzech maszyn.
Przy niektórych przyspieszenie osiąga wartości na granicy możliwości ludzkiego organizmu. Jednym ze stałych punktów jest wyrysowane z barwionych na czerwono spalin serce, w które wbija się "strzała".
Kolorowe "dymy" wykorzystują zresztą wszystkie grupy. Polacy i Włosi używają po prostu swoich barw narodowych. Stąd zresztą nazwy obu zespołów. Zespoły akrobacyjne dobrze się znają z podobnych imprez na całym świecie. Jak zauważa Łukaszczuk, jedyne, co odróżnia Żukowski od innych miejsc, to ogrom lotniska i długość pasa startowego (5 km).
- Poza tym jesteśmy przygotowani do wykonywania pokazów na całym świecie - dodaje. Oryginalny program oparty na nagłych zwrotach i skomplikowanych manewrach pokazali Finowie latający na Mk-51 Hawk.
W Żukowskim można zobaczyć praktycznie wszystko, co lata w rosyjskich siłach zbrojnych, łącznie z symulowanymi walkami powietrznymi, przelotami samolotów, które rzadko się prezentują, w tym strategicznych bombowców przenoszących broń jądrową czy też samolotów zwiadowczych i szpiegowskich.
"Ruscy Rycerze" prezentują
Dla widzów w Żukowskim najważniejszy był naturalnie pokaz rodzimych zespołów akrobatycznych. W Rosji działają dwie wojskowe grupy. "Ruscy Rycerze" latają na Su-27, a "Jerzyki" na MiG-29.
Już samo wykonywanie akrobacji na ciężkich myśliwcach jest dużą osobliwością. Gdy obie grupy łączą się, są jedyną na świecie formacją potrafiącą wykonywać zsynchronizowany lot w ciasnym ugrupowaniu nawet dziewięciu maszyn.
Pokaz rosyjski trwający prawie 40 minut był naprawdę imponujący. Niektóre figury wykonywane przez zespoły z podmoskiewskiej Kubinki są zupełnie unikalne. Wyjątkowy jest też komentarz.
Przedstawiciel ekipy opisuje powietrzne ewolucje, dodając całą masę patetycznych zapewnień o wielkości wiecznej Rosji, sławie jej sił powietrznych itp. Ale publiczność podchwytuje te hasła ze szczerym entuzjazmem i radośnie skanduje: "Rosja!", "Sława!", "Hurra!" i tym podobne.
Jedynie pora na rosyjski pokaz okazała się nie najlepsza. Nad ziemią zbierały się już chmury zasłaniające niektóre pionowe figury, a słońce akurat ustawiło się tak, że raziło w oczy widzów. Ale mimo to oklaski i okrzyki dla rosyjskich "wybrańców" były zdecydowanie rekordowe.
W przeciwieństwie do podobnych imprez na świecie święto rosyjskiego lotnictwa wojskowego ma wyjątkowo zamkniętą wystawę statyczną. Wprawdzie na płycie lotniska stoi ponad 20 samolotów i śmigłowców, ale otacza je płot i pilnują uzbrojeni żołnierze. Nie ma szans, by zobaczyć od środka potężny transportowy Ił-76 czy podejrzeć luki strategicznego bombowca Tu-160.
Ponoć to z obawy przed dewastacją, ale i tradycja wszechobecnej tajemnicy wojskowej też zapewne nie pozostaje bez znaczenia.
Piotr Falkowski, Żukowski