• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Oddech United

Czwartek, 20 marca 2014 (13:17)

Manchester United wyrwał głowę spod topora i awansował do ćwierćfinału piłkarskiej Ligi Mistrzów, co na chwilę uspokoiło atmosferę wokół jednego z najsłynniejszych klubów świata. Być może to tylko cisza przed burzą.

W United źle się dzieje, co najlepiej obrazuje tabela Premier League. Aktualny wciąż mistrz Anglii traci do lidera, Chelsea Londyn, 18 punktów, a do miejsca czwartego, premiowanego grą w kwalifikacjach Champions League, 12. W niedzielę przegrał w prestiżowym spotkaniu z Liverpoolem 0:3 i to na Old Trafford. Nic zatem dziwnego, że atmosfera wokół menedżera Davida Moyesa gęstniała z każdym tygodniem, a grono tych, którzy domagają się jego głowy, rosło w tempie błyskawicznym. Większość zrzucała winę za taki stan rzeczy na byłego trenera Evertonu, oszczędzając zawodzących piłkarzy. W końcu pojawiła się nawet nieoficjalna informacja, że właściciele United stracili cierpliwość i postawili szkoleniowcowi ultimatum. Jednym z jego punktów był awans do ćwierćfinału LM, co udało się osiągnąć mimo porażki 0:2 w pierwszym meczu z Olympiakosem Pireus. W rewanżu United musiał odrobić straty, czyli zagrać jak za sir Alexa Fergusona.

I faktycznie tak zagrał. Pierwszy raz od dawna piłkarze pokazali charakter i pasję, walczyli od pierwszej do ostatniej minuty, być może dlatego, że Szkot nie kombinował i postawił na żołnierzy sprawdzonych w boju przez Fergusona. Choćby Ryana Giggsa, który ostatnio w pierwszym składzie wybiegał rzadko. Wayne Rooney „gryzł” trawę (co nie powinno dziwić, skoro tygodniowo zarabia szokujące 300 tysięcy funtów), David De Gea bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach (gdyby nie on, awansu by nie było), a Robin van Persie przypomniał sobie, jak się strzela bramki. Zdobył trzy, dzięki czemu United stratę odrobił. Po wszystkim zapanowała nawet chwilowa euforia.

– Mam nadzieję, że wygramy Ligę Mistrzów. Jeśli zagramy na swoim poziomie, to możemy powalczyć skutecznie z każdym – powiedział Moyes. Szybko jednak się poprawił. – W ćwierćfinale nie będziemy co prawda faworytami, lecz nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy dotrzeć aż do finału – dodał. Najrozsądniej zabrzmiały jednak słowa Giggsa. – Graliśmy już w tym sezonie dobre mecze, ale pojedyncze. Nie dajmy się więc ponieść emocjom, na początek musimy stać się regularni – podkreślił.

Po środowym wybuchu radości na Old Trafford znów zapanowało wyczekiwanie. Sytuacja drużyny nadal jest bowiem szalenie ciężka, w Premier League już niczego nie wygra, jedyną nadzieją pozostaje zatem Champions League. Ćwierćfinał można potraktować jako sukces, bo w ostatnich sezonach odpadała wcześniej, jednak tylko coś zdecydowanie więcej pozwoli Moyesowi zyskać zaufanie.

Niektórzy przypominali, że Ferguson też rozpoczynał źle, że przez pierwsze sezony też niczego nie osiągnął. Fakt. Tyle że mamy inne czasy, a Moyes zaczynał z zupełnie innego pułapu. Przejął zespół mistrzowski. Ferguson rozbity. Ale obu panów łączy jedna sprawa. To Sir Alex namaścił na swego następcę rodaka i ponosi wielką odpowiedzialność za to, co się dzieje...

Piotr Skrobisz