Lamenty nad Bielawnym
Poniedziałek, 13 sierpnia 2012 (06:09)Choć proces gen. Pawła Bielawnego jeszcze nie ruszył, to były wiceszef BOR zyskał już szwadrony "społecznych adwokatów", rozdzierających szaty nad jego rzekomym statusem "kozła ofiarnego". Niepotrzebnie. Bielawny próbował rozgrywać przeciwko sobie biegłych prokuratury.
Paweł Bielawny usiłował podważać kompetencje biegłego ppłk. Jarosława Kaczyńskiego. I to w rozmowie z drugim ekspertem prokuratury Stanisławem Kulczyńskim.
Jak informował "Nasz Dziennik", do spotkania Bielawnego z biegłym doszło w październiku ubiegłego roku w Sulejówku u znajomego byłego wiceszefa BOR Jarosława C. Paweł Bielawny, który jest oskarżony o niedopełnienie obowiązków w sprawie organizacji wizyt prezydenta i premiera do Katynia w 2010 r., mało przejrzyście wyjaśniał w prokuraturze, jak do spotkania z biegłym w ogóle doszło.
Tłumaczył, że nie wiedział, iż biegły będzie na nim obecny. Zapewniał, że nawet nie znał jego nazwiska.
"Podczas rozmowy nie starałem się dowiedzieć, jakie ustalenia poczynił biegły, rozmawialiśmy o sytuacji BOR, nie sugerowałem niczego biegłemu" - tak Bielawny relacjonował swój udział w rozmowie śledczemu.
Nie przeszkodziło mu to jednak krytycznie wypowiadać się na temat kompetencji drugiego z biegłych prokuratury - ppłk. Jarosława Kaczyńskiego.
"Mam duże wątpliwości co do rzetelności pana Jarosława Kaczyńskiego" - mówił Bielawny, nie podając jednak przy tym żadnych konkretów.
Zaraz potem stwierdził, że nie ma żadnych zastrzeżeń co do merytoryczności biegłego, ale jego wątpliwości wynikają stąd, że nie wie, czy ppłk Kaczyński, były zastępca szefa Biura Ochrony Rządu, ma jakikolwiek związek z tym, że Bielawnemu obniżono w tym czasie stanowisko służbowe.
Bielawny krytycznie wypowiada się na temat książki ppłk. Kaczyńskiego, twierdząc, że jest to "plagiat instrukcji działań ochronnych BOR".
Jak ustalił "Nasz Dziennik", spotkanie Bielawnego z biegłym zostało zaaranżowane. Biegły zaproszony przez Jarosława C. nie wiedział, że w spotkaniu będzie uczestniczył wiceszef BOR. Natychmiast po spotkaniu biegły zawiadomił o tym fakcie Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga.
Pod bramką
Kaczyński nie chciał całej sprawy komentować. Podobnie Jarosław C., funkcjonariusz BOR. Co do ppłk. Kaczyńskiego, to nie pierwszy tego typu atak na osobę biegłego. Po tym, jak praska prokuratura wydała ekspertyzę w sprawie BOR, na biegłego posypały się gromy. W nagonce przodowała "Gazeta Wyborcza", która sugerowała, że biegły jest w sporze prawnym z Biurem Ochrony Rządu.
Padły sugestie, iż Kaczyński miał przegrać z Biurem proces o przywrócenie do służby, a od 2008 r. toczy spór o wypłacenie środków w ramach ekwiwalentu za mieszkanie służbowe.
Medialne spekulacje stały się wtedy przyczynkiem do podjęcia pewnych kroków przez prokuratora generalnego. Andrzej Seremet zwrócił się do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie o wyjaśnienie kwestii dotyczących biegłego, który negatywnie ocenił działania BOR przed katastrofą smoleńską.
Z kolei rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur deklarowała, że śledczy przez blisko dwa miesiące przygotowywali się do powołania biegłych. I że dołożyli wszelkich starań, by wybrać osoby obiektywne. Dodała, że prokuratorzy nie stwierdzili, aby istniał spór prawny między biegłymi a BOR. Wiarygodność współautora ekspertyzy niekorzystnej dla Biura próbowali też podważać politycy. Prym wiódł Leszek Miller (SLD).
Bielawny, któremu prokuratura postawiła zarzuty: niedopełnienia obowiązków podczas wizyt premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w kwietniu 2010 roku i poświadczenia nieprawdy w dokumencie, nie przyznaje się do winy. Deklaruje też, że od kiedy postawiono mu zarzuty, nie podejmuje żadnych decyzji w BOR ani nie podpisuje tam żadnych dokumentów.
O niewinności byłego zastępcy Janickiego jest przekonany były prezydent Aleksander Kwaśniewski.
- Wszystkie zarzuty sformułowane przez prokuraturę w stosunku do Pawła Bielawnego wydają mi się bezpodstawne i jestem przekonany, że sąd je po prostu odrzuci. Prokuratura postanowiła uderzyć w Bielawnego, uczynić go w jakimś sensie kozłem ofiarnym. Mam niestety silne wrażenie, że w działaniu prokuratury jest szukanie winnego na siłę - mówi Kwaśniewski dla "Wprost".
- Nie wiem, jaką wiedzę ma pan Kwaśniewski na ten temat. Dziwię się jego ocenie, zarzuty prokuratury nie tyle są zasadne, co powinny być rozciągnięte na szefa BOR gen. Mariana Janickiego. To on bowiem ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za działania swoich podwładnych - ripostuje Jarosław Zieliński, poseł PiS, wiceszef sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych.
Cichocki dziękuje i zaleca
Szef MSW Jacek Cichocki odpowiedział już na sygnalizację skierowaną przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga. Śledczy wskazywali w niej na wiele zaniechań i błędów formacji gen. Mariana Janickiego i samego dowódcy. Na kilkudziesięciu stronach prokuratorzy wyliczali uchybienia, które złożyły się na "negatywny obraz pracy" BOR w związku z planowaniem, organizacją i zabezpieczeniem wizyt prezydenta i premiera w Smoleńsku w 2010 roku.
Jednak zarzutów Janickiemu nie postawiono, mimo że lista rażących zaniedbań szefa BOR, na które zwracał uwagę naczelnik Wydziału Śledczego praskiej prokuratury prok. Józef Gacek, była bardzo długa. Zdaniem prokuratorów, Janicki "nie znał nałożonych na niego obowiązków i nie realizował ich", co zostało uznane za "niedopuszczalne".
Jako "zupełnie dyskwalifikujący" śledczy ocenili również "brak właściwego kierownictwa ze strony szefa BOR nad podległymi funkcjonariuszami", co przejawiało się choćby w niezapewnieniu sobie dostępu do najistotniejszych informacji. Fakt ten "eliminował go z podejmowania decyzji w zakresie realizacji podstawowych zadań BOR". Janicki "zignorował swoje obowiązki", "nie interesował się przygotowaniem wizyt" - wskazywał prokurator w piśmie do szefa MSW.
Cichocki odpowiedział prokuratorom po trzech tygodniach. O dymisji czy choćby postępowaniu dyscyplinarnym dotyczącym dowódcy Biura Ochrony Rządu minister w piśmie nie wspomina. - Pan minister podziękował nam za przesłane uwagi i zapewnił, że polecił wdrożenie zmian w zakresie, który wyszczególnił, oraz działań zmierzających do likwidacji uchybień wykazanych w raporcie NIK - mówi krótko prokurator Renata Mazur. Na czym dokładnie miałyby polegać te zmiany? Nie wiadomo.
Przypomnijmy, że kontrolerzy NIK ustalili, iż BOR m.in. nie sporządzało rzetelnie analiz zagrożenia ochranianych osób, zajmujących kierownicze stanowiska w państwie. To z kolei utrudniało właściwe zaplanowanie ich ochrony. W BOR nie stworzono też spójnego systemu procedur. W ramach rekonesansów przed wizytami 7 i 10 kwietnia 2010 roku funkcjonariusze Biura nie sprawdzili nawet stanu lotniska w Smoleńsku.
Anna Ambroziak