Wojna niesie tylko spustoszenia
Czwartek, 20 marca 2014 (10:38)Gwałt i terror w Syrii trwają nieprzerwanie, chociaż uwaga światowych mediów skierowała się aktualnie w stronę Ukrainy. Smutną konstatacją byłoby stwierdzenie, że Zachód przyzwyczaił się do działań wojennych w tym kraju i szuka nowych newsów.
12 marca br. w Rabwe (Liban) podczas spotkania władz Kościoła syryjskiego wystosowano dramatyczny apel o uwolnienie chrześcijan uprowadzonych w trakcie konfliktu w Syrii. Po tym, jak porwane siostry zakonne z Maalula zostały wypuszczone przez terrorystów, hierarchowie katoliccy z Syrii na specjalnym zgromadzeniu zaapelowali o uwolnienie pozostałych chrześcijan trzymanych w niewoli.
W swoim oświadczeniu przedstawiciele biskupów Kościoła katolickiego, katolików armeńskich, maronitów, melchitów oraz Kościołów syryjsko-katolickich wezwali do działania na rzecz wszystkich uprowadzonych w czasie konfliktu syryjskiego.
Krótko po wydaniu oświadczenia przewodniczący zgromadzenia, patriarcha Grzegorz III Laham powiedział przedstawicielom międzynarodowego Dzieła katolickiego Pomoc Kościołowi w Potrzebie, że uwolnienie sióstr budzi nadzieję na oswobodzenie pozostałych porwanych chrześcijan. Patriarcha Grzegorz III zwrócił uwagę na skuteczność modlitwy za wszystkich cierpiących w Syrii. Szczególnie zaznaczył konieczność modlitewnego czuwania w kontekście przeżywanego właśnie Wielkiego Postu.
Powyższe działania Kościoła ukazują, że pasterze trwają na posterunku. To ważne, szczególnie dla dotkniętych traumą wojny cywilów. Doniesienia z frontu syryjskiego przynoszą nam ludzie Kościoła, którzy w przeciwieństwie do mainstreamowych mediów nie porzucili swoich wiernych, ale trwają przy nich, pomimo realnego niebezpieczeństwa utraty życia lub zdrowia. Jednym z takich ludzi jest także ks. abp Arbach.
Podczas spotkania z przedstawicielami Pomocy Kościołowi w Potrzebie arcybiskup greckomelchickiego Kościoła katolickiego Jean Abdo Arbach, ordynariusz w Homs, Hama i Yabrud, powiedział, że pomimo niepewnej przyszłości chrześcijanie chcą pozostać w Syrii.
JE Arbach stwierdził: „My, chrześcijanie, żyjemy w ciągłym strachu, nasza przyszłość jest niepewna. Chcemy jednak pozostać w naszej ojczyźnie”.
Według 61-letniegi abp. Arbacha, pomimo różnych sprzecznych doniesień prasowych, w Homs, mieście położonym blisko północnej granicy z Libanem, mieszka aktualnie 20 tys. chrześcijan różnych obrządków, a w całym regionie ok. 200 tys. Arcybiskup relacjonuje, iż wielu wiernych, wśród nich melchici, katolicy obrządku syryjskiego, maronici, prawosławni obrządku greckiego i prawosławni, wrócili do miasta Homs.
„W Homs i okolicy jest spokojnie. Rządowe oddziały kontrolują region niemalże całkowicie, rebelianci są obecni w czterech czy pięciu dzielnicach. Walki trwają między innymi w miastach takich jak Yabrud i Hama” – referuje abp Abdo Arbach, który chce pozostać w Homs.
Według tego dzielnego pasterza, niepokojące są natomiast wieści z północnej Syrii, która znajduje się pod kontrolą rebeliantów. Są oni zdania, iż chrześcijanie powinni stać się podlegli obowiązującym zasadom.
„Po pierwsze, widać narzucanie islamskiego prawa. Po drugie, istnieje obawa, że wszystkie symbole chrześcijańskie znajdujące się w przestrzeni publicznej zostaną zniszczone. A po trzecie, chrześcijanie, którzy zdecydują się tu zostać, zapłacą w przyszłości specjalny podatek”.
Korzystając z okresu Wielkiego Postu, nie zapominajmy o dotkniętych tragedią wojny chrześcijanach z Syrii, przez post, modlitwę, wsparcie finansowe.
Dr Tomasz M. Korczyński