Rodzice niepełnosprawnych dzieci w Sejmie
Środa, 19 marca 2014 (20:14)Rodzice wraz ze swoimi niepełnosprawnymi dziećmi rozpoczęli protest okupacyjny w Sejmie. Zapowiadają, że są gotowi zostać w gmachu nawet cztery dni. Jak mówią, chodzi o brak realizacji obietnic rządu dotyczących pomocy takim rodzinom.
Rodzicie i dzieci niepełnosprawne wcześniej protestowali przed kancelarią premiera. Domagają się m.in. podwyższenia świadczeń oraz by ich całodobowa opieka nad niepełnosprawnymi dziećmi traktowana była przez państwo jako zawód.
Protestujący przyjechali m.in. z Torunia, Poznania, Krakowa, Gdańska, Bydgoszczy i Warszawy.
Na konferencji prasowej szef klubu SP Arkadiusz Mularczyk, którego klub zaprosił rodziców do Sejmu, oskarżył premiera i polityków PO o niespełnienie danych im obietnic. Rodzice przekonywali, że premier Donald Tusk i marszałek Sejmu Ewa Kopacz od lat obiecują im pomoc oraz utworzenie specjalnego programu opieki nad niepełnosprawnymi dziećmi, z czego – jak mówili – nic nie wynika.
Na korytarzu sejmowym zrozpaczeni rodzice oświadczyli, że podejmują protest okupacyjny Sejmu. Zapowiedzieli, że są gotowi zostać w budynku trzy, cztery dni. Jeden z protestujących zaapelował do Straży Marszałkowskiej, by nie usuwano ich z Sejmu. Protestujący nie mają ze sobą jedzenia ani picia, nie mają także żadnego osobistego ekwipunku.
– Uważam, że nasze oczekiwania są skromne. Nie jesteśmy roszczeniowi, to jest praca w rzeczywistości 24-godzinna. Nasze dzieci, z całym szacunkiem, nigdy nie będą paraolimpijczykami, nigdy nie będą mogły prowadzić samochodu – one wymagają naszej 24-godzinnej opieki – powiedziała jedna z inicjatorek protestu i mama niepełnosprawnego chłopca Iwona Hartwich ze stowarzyszenia „Mam przyszłość” z Torunia.
Rodzice, którzy zrezygnowali z pracy zawodowej, by opiekować się swoimi dziećmi, dostają 620 złotych świadczenia pielęgnacyjnego oraz 200 złotych specjalnej pomocy rządowej (ten program potrwa do końca marca), od której nie są odprowadzane składki emerytalne. Jak tłumaczyła Hartwich, po latach opieki nad swoimi dziećmi nie mają oni „prawa do godnej emerytury”, a w sytuacji, gdy dziecko umiera, rodzic zostaje bez żadnego wsparcia ze strony państwa.
W ciągu pięciu lat – zgodnie z zapowiedziami premiera Donalda Tuska – osoby opiekujące się dziećmi z niepełnosprawnościami będą otrzymywać świadczenie w wysokości płacy minimalnej. Jego wysokość ma być zróżnicowana w zależności od stopnia niepełnosprawności dziecka.
Część opiekunów osób niepełnosprawnych straciła prawo do świadczeń w lipcu ubiegłego roku wskutek nowelizacji ustawy o świadczeniach rodzinnych z grudnia 2012 r. Zgodnie z nią świadczenie pielęgnacyjne przysługuje tylko niepracującym rodzicom i najbliższym krewnym osób niepełnosprawnych, gdy niepełnosprawność powstała przed osiągnięciem dorosłości (do 18. roku życia lub 25. roku życia – w przypadku osób uczących się). Natomiast wcześniej świadczenie mogli pobierać także krewni osób niepełnosprawnych, gdy niepełnosprawność powstała po 25. roku życia, a więc np. dzieci lub wnuki niepełnosprawnych rodziców.
Teraz dla tej grupy osób przeznaczony jest specjalny zasiłek opiekuńczy w wysokości 520 zł, przy czym przysługuje on tylko wtedy, gdy łączny dochód dwóch rodzin – osoby sprawującej opiekę oraz osoby wymagającej opieki – nie przekroczy, w przeliczeniu na osobę, ustawowego limitu.
W grudniu ubiegłego roku TK orzekł, że odebranie prawa do świadczeń było niezgodne z Konstytucją.
MM, PAP