Odroczony wyrok wykonany
Środa, 19 marca 2014 (02:09)Najbardziej na odwołanie Stanisława Kalemby miał naciskać Krzysztof Hetman, marszałek województwa lubelskiego – opowiadają w kuluarach ludowcy.
Stanisław Kalemba podał się do dymisji, bo nie poradził sobie z kryzysem na rynku mięsnym po wykryciu na Podlasiu dwóch przypadków afrykańskiego pomoru świń u dzików. Ludowcy liczą, że odwołanie ministra i zastąpienie go bardziej energicznym Markiem Sawickim doprowadzi teraz do poprawy sytuacji producentów trzody chlewnej, a tym samym rozbroi rolnicze protesty.
Ale ta dymisja ma też związek z walkami politycznymi wewnątrz stronnictwa. Piechociński pozbył się z rządu stronnika Waldemara Pawlaka, a na jego miejsce wysunął Sawickiego, jednego ze swoich najbliższych współpracowników.
Prezes spłaca dług wdzięczności, który zaciągnął podczas partyjnych wyborów w 2012 roku. Gdyby nie pomoc Sawickiego, Piechociński na pewno nie pokonałby Pawlaka – twierdzą politycy PSL. Ta ministerialna zmiana ma poprawić wizerunek PSL przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Janusz Piechociński doskonale zdaje sobie z tego sprawę, tak samo jak jego zwolennicy i przeciwnicy w Stronnictwie, że jeśli PSL poniesie klęskę w maju, gdy wybierzemy europosłów (teraz ma ich czterech), a do tego osiągnie też kiepski wynik jesienią w wyborach samorządowych, wtedy na pewno dojdzie do kolejnej wymiany kierownictwa partii, bo Piechociński zostanie z hukiem wyrzucony, tak jak jego poprzednicy, którzy przegrywali wybory.
Nie miał zaufania prezesa
Los Kalemby był już dawno przesądzony, ale Piechociński nie miał pretekstu, by go odwołać. Nikt wśród ludowców nie ukrywał, że minister rolnictwa jako człowiek byłego prezesa Waldemara Pawlaka nie ma zaufania szefa PSL. Dopóki jednak sprawy w resorcie rolnictwa szły swoim trybem i obywało się bez gwałtownych kryzysów, Stanisław Kalemba mógł być spokojny o stanowisko. Nie zaszkodziły mu perturbacje na rynku zbóż w ubiegłym roku ani krytyka dotycząca negocjacji nad budżetem unijnym na rolnictwo. Pomór świński powalił jednak ministra, który rzeczywiście nie poradził sobie z tym problemem. I Piechociński wykorzystał nieudolność resortu rolnictwa i podległych mu służb weterynaryjnych, żądając od Kalemby złożenia dymisji. Ludowcy mówią, że teraz po prostu został wykonany polityczny wyrok na Kalembie, który zapadł już dawno, a tylko był bezterminowo odroczony.
Środowa rozmowa ministra z wicepremierem miała zresztą burzliwy przebieg. Kalemba miał usłyszeć wiele słów pretensji od Piechocińskiego, że nie poradził sobie z pomorem, że przez swoją nieudolność szkodzi rolnikom. I partii. Prezes uświadomił też ministrowi, że nie ma już poparcia w Stronnictwie, więc tym bardziej powinien odejść.
– Na odwołanie ministra naciskali też działacze partii z terenu, głównie z Lubelszczyzny, Podlasia i Mazowsza, które szczególnie dotknęły skutki pomoru – mówi „Naszemu Dziennikowi” jeden z posłów PSL. – Oni najbardziej boją się tego, że zapłacą polityczną cenę za obecną opieszałość rządu podczas tegorocznych wyborów. To tereny rolnicze i wiele gmin i powiatów jest rządzonych przez naszych kolegów. Bez poparcia rolników tej władzy nie utrzymają, a z powodu pomoru rolnicy od PSL się odwracają – tłumaczy poseł.
W kuluarach ludowcy twierdzą, że najbardziej na odwołanie Kalemby miał naciskać Krzysztof Hetman, marszałek województwa lubelskiego. To jeden z tych działaczy PSL młodszego pokolenia, który pomógł Piechocińskiemu wygrać w 2012 r. wybory na prezesa Stronnictwa. Z kolei na Mazowszu ogromne wpływy zachował Marek Sawicki i to jego ludzie też podnosili głosy, że Kalembę trzeba „odwołać za pomór”.
Minister oskarża wicepremiera
O tym, że PSL targa konflikt, świadczy też reakcja samego Kalemby na ultimatum Piechocińskiego. Minister co prawda ustąpił, ale i tak nie miał szans na zachowanie fotela w rządzie. Nawet gdyby się upierał, Piechociński miał przedstawić na forum klubu parlamentarnego i Naczelnego Komitetu Wykonawczego uchwały o cofnięciu rekomendacji Kalembie. A to by oznaczało skierowanie wniosku o dymisję ministra przez władze partii. Skutek byłby taki sam. Niemniej Kalemba postanowił odejść z hukiem.
Zanim ogłosił swoją decyzję, spotkał się jeszcze z Waldemarem Pawlakiem. I to były prezes miał mu poradzić, żeby nie brał całej odpowiedzialności za skutki pomoru na siebie. Dlatego Kalemba w swoim oświadczeniu zarzucił opieszałość także Ministerstwu Gospodarki kierowanemu przez Piechocińskiego oraz resortowi finansów. Chodzi konkretnie o to, że Agencja Rezerw Materiałowych (podlega Piechocińskiemu) nie uruchomiła skupu trzody chlewnej z powiatów Polski Wschodniej, gdzie wyznaczono strefę buforową przed pomorem. Pieniądze na ten cel miała dostać z budżetu państwa, co ustalono na posiedzeniu rządu 25 lutego.
– Komunikat ministra był jasny: wicepremier Piechociński sam zaniedbał sprawę pomocy dla rolników, a teraz ze mnie chce zrobić kozła ofiarnego – mówi nam poseł PSL. – To było ustalone z Pawlakiem – podkreśla.
Nic dziwnego, że słowa Kalemby wywołały irytację Piechocińskiego. On też nie pozostał dłużny i otwarcie zarzucił Kalembie bezczynność, bo to ustępujący minister miał nie realizować zadań ustalonych przez rząd. Takie publiczne łajanie się było zaskakujące, ponieważ przy poprzednich różnych kryzysach ludowcy raczej byli powściągliwi w słowach, nie prali swoich brudów publicznie. Europoseł Jarosław Kalinowski, były prezes PSL, nie kryje, że kryzys na rynku wieprzowiny oznacza też kryzys w PSL, bo partia nie poradziła sobie z tym problemem i to teraz w nią uderza. I wzywa partię i jej ministrów do mobilizacji. Inni ludowcy twierdzą, że rozliczenia za pomór nie zostały jeszcze zakończone. – Jeśli prezes Piechociński zachowa swoje stanowisko i pozycję w partii do wyborów parlamentarnych w 2015 r., to nie wykluczam, że Stasiu Kalemba już w nich nie wystartuje, bo będzie mu wytykane działania na szkodę PSL. To może być więc jego ostatnia kadencja, po której „z honorami” przejdzie na polityczną emeryturę – mówi nam jeden z działaczy PSL z Wielkopolski, czyli z okręgu wyborczego Kalemby.
Piechociński obiecuje Tuskowi
Teraz jednak ludowcy mają większe zmartwienie: jak najszybciej chcą bowiem załagodzić chłopskie strajki, a to się uda tylko wtedy, gdy rozwiązane zostaną problemy na rynku wieprzowiny. Polityczną odpowiedzialność za tę operację wziął na siebie wicepremier Janusz Piechociński. – Musiał. Taki warunek postawił mu Donald Tusk – relacjonuje jeden z posłów Platformy Obywatelskiej, znający szczegóły ostatnich rozmów premiera i wicepremiera.
– Tusk miał zastrzeżenia do nominacji Marka Sawickiego na nowego ministra rolnictwa. Pamiętał przecież o „aferze taśmowej” i oskarżeniach wobec Sawickiego o nepotyzm przy zatrudnianiu ludzi w instytucjach podległych ministerstwu rolnictwa. Ale zgodził się na niego, gdy Piechociński zapewnił premiera, że razem z Sawickim poradzą sobie z afrykańskim pomorem świń – dodaje jeden z posłów PSL.
I wicepremier ochoczo przystąpił do działania. Od razu w piątek pojechał do rolników blokujących drogi w Łosiach, posypał głowę popiołem w imieniu rządu za „świński kryzys”, obiecał niemal natychmiastowe uruchomienie skupu półtusz wieprzowych przez ARM i wzywał hodowców trzody chlewnej do zaprzestania protestu. – Gdy o taką interwencję, rozmowy z chłopami, prosił go Stanisław Kalemba, Piechociński nie pofatygował się do rolników. Teraz stał się za to bardzo aktywny – mówi „Naszemu Dziennikowi” wysokiej rangi urzędnik ministerstwa rolnictwa.
Ludowcy wiążą rzeczywiście duże nadzieje z Markiem Sawickim. Jan Bury, szef Klubu Parlamentarnego PSL, jest przekonany, że teraz kryzys mięsny zostanie pokonany, bo stanowisko ministra obejmuje osoba doskonale przygotowana do tej funkcji. – Sawicki nie musi się zapoznawać ze sprawami ministerstwa, od razu przystąpi do pracy – komplementuje swojego kolegę poseł Stanisław Żelichowski.
Jednak dobre samopoczucie ludowców psuje sprawa rosyjskiego embarga na polską wieprzowinę. Bez jego szybkiego zniesienia sukces w walce ze skutkami pomoru będzie połowiczny, bo branża poniesie i tak ogromne straty na eksporcie. Rosja proponuje UE zniesienie embarga na wieprzowinę pod warunkiem, że będzie ono utrzymane w przypadku Polski i Litwy. Już zresztą tylnymi drzwiami eksport mięsa z niektórych krajów unijnych do Rosji został wznowiony. To niestety nie wróży dobrze polskim rolnikom i przetwórcom mięsa.
Krzysztof Losz