• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Święty Józef w orędziu fatimskim

Środa, 19 marca 2014 (02:00)

Być może dla niektórych jest zaskoczeniem informacja zawarta w tytule o obecności św. Józefa w orędziu fatimskim. Ale to prawda i ma wielką wagę.

Aby wejść w ducha fatimskiego orędzia i lepiej ocenić jego rangę, trzeba wspomnieć, że objawienia Matki Najświętszej zostały – po ludzku mówiąc – bardzo starannie, z dużym wyprzedzeniem przygotowane. Był to rok 1916. Dla wybranych dzieci rok przedziwnej szkoły. Szkoły prawdziwej wiary, mocą której człowiek korzy się przed Bogiem, adoruje Go jako swego Stwórcę i Pana, którego kocha, do którego się modli, a za winy przeprasza. Nauczycielem był Anioł Pokoju posłany przez Boga. Nauczył on dzieci prawdziwej wiary, modlitwy i jeszcze czegoś więcej: jak ze wszystkiego, co człowiek czyni i cierpi, można składać ofiarę w intencji przebłagania Boga i nawrócenia grzeszników.

Gdy Niebo porusza ziemię

Kiedy 13 maja 1917 roku ukazała się im „Pani z Nieba”, to już nie były to zwyczajne dzieci prosto „z wioski” czy „z pastwiska”. Były ponad wiek uformowane. Mogła nie tylko prosić, aby przychodziły na spotkania z Nią i codziennie odmawiały Różaniec, ale także – gdy wyraziły zgodę na przyjmowanie cierpień jako zadośćuczynienie za grzechy i o nawrócenie grzeszników – zapowiedzieć im, że będą wiele cierpieć. Odchodząc, światłem spływającym z Jej rozłożonych dłoni napełniła ich wnętrza, „żeśmy się widzieli w Bogu” – napisze po latach Łucja. Ale ten nadmiar radości spowodował, że mała Hiacynta nie mogła wytrzymać i się wygadała. Stało się to początkiem ich cierpień ze strony lewackich, ateistycznych urzędników, dla Łucji – także w domu. Jednocześnie te powtarzane wieści pobudzały ciekawość i wiarę ludzi, którzy coraz tłumniej zaczęli nachodzić widzących i przybywać na miejsce objawień. W lipcu Pani obiecała, że w październiku powie, kim jest, i uczyni cud, żeby wszyscy uwierzyli; we wrześniu dodała, że przybędzie także Pan Jezus, Matka Boska Bolesna i z Góry Karmel oraz św. Józef z Dzieciątkiem.

Objawienie z pieczęcią znaków

Ten dzień, 13 października 1917 roku, naprawdę nie był odpowiedni na wielkie zgromadzenie. Deszcz lał bez przerwy całą noc, od rana dodatkowo wiał zimy wiatr, a „ludzie przyszli masami”. Kiedy mieli zacząć Różaniec i na wezwanie Łucji zamknęli parasole, zaświeciło słońce. W czasie modlitwy „pchana wewnętrznym nakazem” krzyknęła jeszcze: „Nasza Pani przychodzi”. Ten okrzyk przekazywany z ust do ust pobudził uwagę zebranych i nikt nie wiedział, że od tego momentu zaczęły się dwa ciągi doświadczeń i doznań: co innego przeżywali ludzie zgromadzeni w Cova da Iria, co innego Łucja, Franciszek i Hiacynta. Tamtym trzeba było znaków, aby uwiarogodnić objawienia, obudzić wiarę, wstrząsnąć sumieniami. W sercach wybranej trójki wiara była ugruntowana i w tym momencie dzieci znalazły się w innym świecie. One miały wizje wewnętrzne i nie potrzeba im było znaków zewnętrznych. Raczej świat zewnętrzny przestał dla nich istnieć. Piękna Pani powiedziała im, że jest Matką Boską Różańcową, że wojna się skończy, ale w dalszym ciągu trzeba odmawiać Różaniec, a gdy miała odejść, napomniała ze smutkiem: „Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony”. I jak za każdym razem rozchyliła szeroko ręce promieniujące nieziemskim blaskiem, aby udzielić im światła i mocy.

Jednak na tym objawienie się nie skończyło. W głębi firmamentu pastuszkowie zobaczyli – jak to po latach opowie s. Łucja – „po stronie słońca św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Naszą Dobrą Panią ubraną w bieli, w płaszczu niebieskim. Zdawało się, że św. Józef z Dzieciątkiem błogosławił świat ruchem ręki na kształt krzyża. Krótko potem ta wizja znikła i zobaczyliśmy Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jest to Matka Boska Bolesna. Pan Jezus wydawał się błogosławić świat w ten sposób jak św. Józef. Znikło i to widzenie, i zdaje się, że jeszcze widziałam Matkę Boską Karmelitańską”.

Pośród tych przeżyć Łucja, „nie zdając sobie sprawy z obecności ludzi” (!), zawołała, aby „spojrzeli na słońce”. Zrobiła to „pod wpływem impulsu wewnętrznego”. Ona oglądała Panią i widziała, jak „Jej własny blask odbijał się od słońca”, a ludzie, podnosząc głowy ku niebu, zrazu nawet sobie nie uświadomili, że mogą się wpatrywać w słońce i ono nie razi. Świeciło i grzało, ale nie raziło. W pewnym momencie zaczęło wirować wokół własnej osi, popadło w „spiralny taniec, jakby oderwało się od firmamentu i pędziło w kierunku ziemi”. Zgromadzeni krzyczeli ze strachu, przepraszali za grzechy, błagali o różne łaski. „Cudowi słońca” towarzyszyły zjawiska świetlne. Świadkami fenomenu były tysiące, tysiące ludzi, nie tylko w Fatimie, ale także w różnych odległych miejscach.

Ze szkoły Anioła do szkoły św. Józefa

Pastuszkowie mieli też wizję w kilku obrazach. Krótki, wymowny film z mocnym przekazem pozytywnym, wychowawczym i formacyjnym. Obraz Świętej Rodziny – bo rodzina jest pierwszym i najważniejszym środowiskiem człowieka, miejscem bezpieczeństwa, wzrostu i dojrzewania; św. Józef z małym Dzieciątkiem – któremu uratował życie – po lewej stronie słońca, a po prawej stronie Pan Jezus – już jako dorosły – błogosławi ludzi, jakby nauczył się tego od swego ziemskiego ojca, św. Józefa, oraz Matka Najświętsza, w białej sukni i niebieskim płaszczu, ukazująca się dynamicznie. Łucja widziała, jak Matka Boska kolejno „się przebiera i zmienia” w Matkę Bolesną (to Matka idąca z Synem przez całe życie aż na Golgotę), a potem w Matkę Bożą z Góry Karmel. Bo w życiu człowiek musi przejść różne odcinki drogi i dorastać, także przez cierpienie.

Ostatnia część objawienia, jakie mieli pastuszkowie w październiku 1917 roku, przypomina tajemnicę Świętej Rodziny Nazaretańskiej i każe zamyślić się głęboko nad prawdą o instytucji rodziny – naszych rodzin. Bóg Stwórca tak pomyślał człowieka, że rodzi się i wzrasta w rodzinie. Syn Boży też miał ziemską rodzinę. Bóg Ojciec dał Mu ojca ziemskiego – właśnie św. Józefa, który uratował Dzieciątko Jezus przed siepaczami Heroda. Wizja fatimska przypomina o jedynej roli, jaką Bóg powierzył Józefowi, i ukazuje go jako zawsze potrzebny wzór męża, ojca rodziny, wychowawcy i obrońcy.

Ostatni obraz – Matki Bożej Karmelitańskiej, który Łucja odczytała jako drogę swego powołania – to bynajmniej nie nowy wątek ani obok tematu. W Bożym planie wszystko jest spójne i ma sens. Ten obraz staje się klamrą zamykającą cały ciąg zdarzeń – fatimskich objawień i apeli.

W odpowiednim czasie Łucja istotnie ze Zgromadzenia św. Doroty przeszła do Karmelu i wybrała klasztor w Coimbrze pod wezwaniem św. Teresy. W związku z tym wypada przypomnieć ciekawe wyznanie tej wielkiej mistyczki hiszpańskiej. Otóż zamyślając dzieło reformy zakonu, na różne sposoby szukała ona światła w modlitwie, aż wreszcie – to jej wyznanie: „Obrałam sobie za orędownika i patrona św. Józefa, usilnie jemu się polecając. I poznałam jasno, że jak w tej potrzebie, tak i w innych (…) Ojciec ten mój i Patron wybawił mię i więcej mi dobrego uczynił niż sama uprosić umiałam”. Dodała jeszcze, powołując się na swoje doświadczenie, że „temu chwalebnemu Świętemu Bóg dał władzę wspomagania nas we wszystkich potrzebach”. I tak wychodzi nam naprzeciw św. Józef. A wiemy z Ewangelii, jaki był św. Józef. To człowiek wiary pokornej, adorującej, posłuszny Bogu w każdej sytuacji. Nie dopytuje się o szczegóły, nie czeka na zapewnienia – ufa Bogu, wsłuchuje się w Jego głos i oddaje się bez zastrzeżeń.

I w tym momencie ze szkoły Anioła przechodzimy do szkoły św. Józefa. To ta sama – ewangeliczna szkoła. Anioł przyszedł uczyć prawdziwej wiary i modlitwy, ukląkł i pochylił się głową aż do ziemi. To jest postawa najwyższej czci, adoracji, to jest pierwszy akt wynikający z prawdziwej wiary, wyrażony przez Anioła postawą ciała i słowami: „Mój Boże, wierzę, adoruję (nie: uwielbiam – adoro), ufam Ci, miłuję. Proszę, przebacz tym, co nie wierzą, nie korzą się (nie adorują), nie ufają Tobie i nie miłują”. Stworzenie przed swoim Stwórcą i Panem wyznaje swą zależność i staje z pokornym oddaniem.

W dobie „wypychania Boga ze świata”, aby się przed Nim nie korzyć, w dobie bluźnierców i wojujących ateistów, dążących do zniszczenia Bożego porządku i harmonii więzów rodzinnych, aż po próby zaburzenia tożsamości naturalnej człowieka od dzieciństwa, w dobie herodowej eugeniki, selekcji nienarodzonych i eutanazji ten element fatimskiego orędzia staje się szczególnie aktualny i alarmujący, a gest błogosławieństwa Pana Jezusa i św. Józefa podbudowuje nadzieję.

O. Leonard Głowacki OMI