Referendum pod bronią
Poniedziałek, 17 marca 2014 (02:00)O przebiegu referendum nie ma wielu oficjalnych informacji, bo żadna organizacja międzynarodowa nie wysłała na wybory swoich obserwatorów.
Dziennikarze poza rosyjskimi nie są dopuszczani do siedzib komisji wyborczej, doszło do kilku pobić i zniszczenia sprzętu. Głosowanie trwało od godz. 7.00 do 22.00 czasu miejscowego. Według nieuznawanych przez Kijów władz Krymu, uprawnionych do udziału w referendum jest 1,5 mln osób. Otwarto dla nich 1024 lokale wyborcze. Wyniki mają być znane dzisiaj.
Mieszkańcom Krymu zadano dwa pytania: „Czy jesteś za ponownym zjednoczeniem Krymu z Rosją na prawach podmiotu Federacji Rosyjskiej?” oraz „Czy jesteś za przywróceniem obowiązywania konstytucji Republiki Krym z 1992 roku i za statusem Krymu jako części Ukrainy?”. Pierwsze pytanie ma zatwierdzić podjętą już uchwałę Rady Najwyższej Republiki o włączeniu do Federacji Rosyjskiej. Według rządzących w Symferopolu, wejście Krymu do Rosji już obowiązuje, a plebiscyt ma to tylko potwierdzić. Tymczasem Sąd Konstytucyjny Ukrainy uznał w piątek uchwały władz Autonomicznej Republiki Krymu o przyłączeniu się do Rosji oraz referendum w tej sprawie za niezgodne z ukraińską konstytucją, nakazał też lokalnemu rządowi wstrzymanie przygotowań do referendum, zniszczenie kart do głosowania i materiałów agitacyjnych. Jednak rząd Krymu (powołany również z licznymi naruszeniami prawa) od kilku tygodni ignoruje wszelkie polecenia z Kijowa. Z kolei w sobotę Rada Najwyższa Ukrainy rozwiązała przeważającą większością parlament Krymu.
Drugie pytanie zadane jest w sposób uniemożliwiający opowiedzenie się za pozostaniem przy obecnym stanie prawnym, gdyż tymczasowa konstytucja z 1992 r. nadawała Krymowi wiele cech niepodległego państwa pozostającego w związku z Ukrainą, w tym pełną zwierzchność nad miejscowymi resortami siłowymi i możliwość prowadzenia polityki zagranicznej.
Nie prowadzono wiarygodnych badań opinii publicznej Krymu. Według władz, na pierwsze pytanie odpowie „tak” 80 proc. wyborców. Według ukraińskich danych statystycznych 58,5 proc. mieszkańców deklaruje się jako Rosjanie, 24,3 proc. – Ukraińcy, a 12,1 proc. to krymscy Tatarzy. Przedstawicieli pozostałych narodowości (jak Ormianie, Białorusini) jest łącznie ok. 5 procent. Przedstawiciele społeczności Tatarów zapowiedzieli bojkot referendum i żądają uwzględnienia ich głosu w decyzji o przyszłości Krymu.
Nieoficjalny organ przedstawicielski Tatarów (Medżlis) wydał oświadczenie mówiące o „zagrożeniu dla bezpieczeństwa i wolności Tatarów krymskich oraz wszystkich mieszkańców Krymu”. Medżlis opowiada się za zachowaniem „Ukrainy jako suwerennego i niepodległego państwa w jego obecnych granicach” oraz zdecydowanie potępia „agresję ze strony Rosji oraz plany aneksji Krymu”.
Żadne państwo, poza Rosją, nie uznaje krymskiego referendum. „Unia Europejska nie uznaje wyników referendum, które odbywa się w niedzielę na Krymie, i nie ma na nim swoich obserwatorów” – podało przedstawicielstwo UE w Kijowie. We Wspólnocie trwa dyskusja na temat sankcji względem odpowiedzialnej za eskalację konfliktu Rosji.
Prezydent Francji François Hollande nazwał referendum „pseudokonsultacjami, które Rosja przygotowała na Krymie w celu przyłączenia go do Rosji”, a które „nie mają żadnej wagi prawnej, ponieważ zorganizowała je bez poszanowania prawa ukraińskiego, jak i międzynarodowego”. Występując na wspólnej konferencji z premierem Włoch Matteo Renzim, oświadczył, że „jeśli nie będzie deeskalacji, rada ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej podejmie w poniedziałek decyzję o wdrożeniu sankcji wobec Rosji”. Sankcje mają być stopniowane: najpierw wizowe i finansowe. Francja żąda powrotu do negocjacji „z poszanowaniem integralności terytorialnej Ukrainy”. Włoski premier w całości zgodził się z Hollande’em.
Papierowe protesty
Francja i Włochy to obok Niemiec państwa europejskie najsilniej związane z Rosją więzami gospodarczymi, znane z rezerwy wobec wszelkich propozycji działań UE sprzecznym z interesami Rosji. Koncerny tych krajów uczestniczą w wielkich projektach energetycznych Moskwy jak Gazociągi Północny i Południowy, sprzedają jej też sprzęt wojskowy: Włochy specjalistyczne pojazdy, m.in. ruchome wyrzutnie rakiet, zaś Francja – lotniskowce (właściwie okręty desantowe przenoszące śmigłowce). Obecnie w stoczni w Nantes budowane są dwie jednostki tej klasy: Władywostok przeznaczony dla Floty Oceanu Spokojnego (ma być gotowy pod koniec roku) i Sewastopol dla Floty Czarnomorskiej [!]. Zapytany o możliwe zawieszenie sprzedaży okrętów typu Mistral, Hollande odparł, że „sankcje dotyczące współpracy wojskowej należą do sankcji trzeciego stopnia, a my znajdujemy się na pierwszym”. Nie przesądził też, czy dojdzie do planowanej na jutro wizyty ministra spraw zagranicznych Laurenta Fabiusa i ministra obrony Yvesa Le Driana w Moskwie.
Referendum na Krymie potępił sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. Według niego, podważa ono międzynarodowe wysiłki zmierzające do znalezienia pokojowego i politycznego rozwiązania dla kryzysu na Ukrainie. Będzie też sprzeczne z zapisami Karty Narodów Zjednoczonych. Rasmussen podkreślił, że Rosja powinna działać „w sposób odpowiedzialny, respektować swoje zobowiązania wynikające z prawa międzynarodowego oraz przestrzegać zasad Rady NATO – Rosja i Partnerstwa dla Pokoju. Nie wspomniał jednak o żadnych działaniach NATO w związku z sytuacją na Krymie, zaznaczając, że „należy dać szansę dialogowi i negocjacjom”. Niezgodność referendum na Krymie „z zasadami konstytucyjnymi” Ukrainy stwierdził także wstępny raport Rady Europy.
Rzecznik Białego Domu Jay Carney zapowiedział jeszcze w piątek, że USA są gotowe zareagować szybko na krymskie referendum. W tej sprawie sekretarz stanu John Kerry rozmawiał w Londynie z szefem dyplomacji rosyjskiej Siergiejem Ławrowem. Stanowiska polityków pozostały rozbieżne. USA nie uznają referendum, podczas gdy Ławrow oświadczył po tej rozmowie, że Rosja „uzna wolę narodu krymskiego”. Podobnie prezydent Rosji Władimir Putin w rozmowie telefonicznej z sekretarzem generalnym ONZ Ban Ki Munem wyraził pogląd, że decyzja o plebiscycie na Krymie „jest w pełni zgodna z normami prawa międzynarodowego i Kartą Narodów Zjednoczonych”.
Rosja zgodnie z przewidywaniami zawetowała w sobotę w Radzie Bezpieczeństwa ONZ zaproponowaną przez USA rezolucję potępiającą referendum w sprawie Krymu. Chiny wstrzymały się od głosu, a 13 pozostałych członków Rady głosowało za jej przyjęciem.
Wypowiedzi rosyjskich polityków i oświadczenia władz koncentrują się na opisach działań sił ekstremistycznych, faszystowskich i ultranacjonalistycznych na Ukrainie. Bojówki skrajnej prawicy mają zagrażać mieszkającym na wschodzie i południu kraju Rosjanom, a siły radykalne popychają kraj do wojny z Rosją – wynika z tych enuncjacji. MSZ Rosji poinformowało, że „otrzymuje mnóstwo próśb o obronę cywilnych obywateli na Ukrainie” i „prośby te zostaną rozpatrzone”. W piątek ten sam resort oświadczył, że Rosja „poczuwa się do odpowiedzialności za życie rodaków i współobywateli na Ukrainie i zastrzega sobie prawo do wzięcia ludzi w obronę”.
– Z całego serca liczymy na to, że naszym partnerom starczy politycznego rozsądku i realizmu, by nie stoczyć się jeszcze głębiej w konfrontację, ideologiczną lub inną z powodu Ukrainy – oznajmił rzecznik Putina Dmitrij Pieskow. Zaprzeczył, jakoby Rosja była stroną konfliktu na Ukrainie, a także, że możliwa jest samoizolacja Rosji. – W naszych czasach, w dobie globalizacji i absolutnej wzajemnej zależności gospodarczej, byłoby to nielogiczne, nierealistyczne i absurdalne. Rosja gospodarczo zależy od Zachodu w takim samym stopniu, jak Zachód od Rosji – powiedział.
Sytuacja w okolicy Krymu się zaostrza. Jak poinformował w piątek wieczorem ukraiński minister obrony Ihor Teniuch, liczba rosyjskich żołnierzy na półwyspie wzrosła do 22 tysięcy. Niedawno szacowano ją na 18-19 tys., tymczasem zgodnie z umowami dwustronnymi Rosja może mieć na Ukrainie tylko 12,5 tys. wojskowych.
Do portu w Jałcie zawinęły dwa duże okręty Floty Czarnomorskiej, z których wyjeżdża sprzęt wojskowy. Teniuch zapewnia jednak, że siły zbrojne Ukrainy są w stanie stawić czoła okupantom. Jednocześnie poinformował, że przy granicy z Ukrainą Rosja zgromadziła siły w liczbie 60 tys. żołnierzy.
Nie wiadomo, ilu jeszcze gotowych do walki żołnierzy ukraińskich pozostało na Krymie. Wiele jednostek zostało rozbrojonych lub dobrowolnie przeszły na stronę Krymu. Mimo to minister zapewnił, że armia Ukrainy jest wciąż obecna na półwyspie. – Żołnierze są przedstawicielami sił zbrojnych i ukraińskich władz, dlatego też nie odejdziemy z Krymu, gdyż jest to nasza ziemia. Gotowość ukraińskich sił zbrojnych znacznie wzrosła. Obecnie odpowiada ona wszystkim zagrożeniom, z którymi mamy do czynienia na wschodnich granicach i na Krymie. Oczywiście mamy jeszcze nad czym pracować, w szczególności nad uzupełnieniem zapasów sprzętu – zaznaczył. Poinformował, że jego podwładni zostali poinstruowani co do działań, które mają podejmować w razie zagrożenia, oraz że Ukraińcy mają dobre rozeznanie w ruchach wojsk rosyjskich. Rząd Ukrainy przeznaczył na cele związane z obroną państwa dodatkowe 7 mld hrywien (2,2 mld zł).
Rosyjski desant
W sobotę po południu rosyjska grupa desantowa weszła na teren sąsiadującego z Krymem obwodu chersońskiego. Oddział żołnierzy zrzuconych z czterech śmigłowców otoczył gazową stację rozdzielczą w miejscowości Striłkowe na Mierzei Arabackiej tuż przy granicy z Autonomiczną Republiką Krymu. Inna grupa, również zrzucona ze śmigłowców, opanowała platformę gazową nieopodal wsi Szczasływcewe. Oba obiekty należą do państwowej spółki energetycznej Czornomornaftohaz, głównego wydobywcy ropy naftowej i gazu z Morza Czarnego, którą samozwańcze władze Krymu chcą sprzedać Gazpromowi. Ukrai- ńcom udało się zmusić rosyjski desant do odwrotu. Obecnie sytuacja w rejonie zdarzeń jest spokojna.
MSZ w Kijowie stanowczo zaprotestowało przeciw rosyjskiej inwazji, nazywając ją agresją wojskową Rosji na terytorium Ukrainy. Resort zaapelował do Rosji, by nie ingerowała w sprawy wewnętrzne Ukra- iny i nie prowokowała incydentów na południu i wschodzie kraju. Do zbadania incydentu wezwała ambasador USA przy ONZ Samantha Power. – Jeśli potwierdzą się doniesienia władz w Kijowie o tym, że rosyjska grupa desantowa usiłowała wkroczyć na terytorium południowej Ukrainy, byłaby to skandaliczna eskalacja konfliktu – oceniła. Power powtórzyła, że „Rosja musi odpowiedzieć za swoje działania” i może zostać poddana izolacji dyplomatycznej i gospodarczej. W podobnym tonie wypowiedział się też przedstawiciel Wielkiej Brytanii Mark Lyall Grant.
Wczoraj grupa kilkudziesięciu prorosyjskich aktywistów uniemożliwiła przejazd kolumny ukraińskich wojsk w kierunku Doniecka. Byli to członkowie organizacji Ludowa Milicja Donbasu i krzyczeli „Rosja!” oraz „Putin!”. Kilkanaście pojazdów zawróciło ok. 60 km od celu, chociaż żołnierze byli uzbrojeni w karabiny maszynowe. Ukraiński rząd dąży za wszelką cenę do uniknięcia starć z Rosjanami prowokującymi Ukraińców, aby nie dać pretekstu do inwazji w obronie rzekomo zagrożonych rosyjskich mieszkańców wschodniej i południowej Ukrainy. Takim pretekstem byłoby jakiekolwiek użycie broni wobec Rosjan.
Ukraińska Straż Graniczna w ciągu 24 godzin w sobotę zakazała wjazdu 480 obywatelom Rosji.
Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk chce od Rosji zwrotu jej mienia, które Moskwa przejęła po ZSRR. – Podział mienia po Związku Radzieckim faktycznie nie został zakończony i Ukraina ma legalne prawo domagać się od Rosji mienia, które zostało przez nią bezprawnie przejęte – powiedział. Arseniuk zaznaczył, że nie podpisano dokumentu kończącego oficjalnie rozliczenie Rosji i Ukrainy.
W piątek pełniący obowiązki prezydent Ukrainy Ołeksandr Turczynow przyjął grupę amerykańskich senatorów. Oświadczył, że wydarzenia na Krymie to próba siłowego odrodzenia imperium sowieckiego. – Dziś konflikt wkroczył w nową fazę: albo zwycięży nowa, młoda demokracja, albo na Ukrainę opadnie totalitarna, żelazna kurtyna – ocenił. Przypomniał, że jego kraj ma nadzieję na wypełnienie gwarancji niepodległości przez państwa, które udzieliły ich, podpisując Memorandum Budapeszteńskie. Chodzi o USA, Wielką Brytanię i Rosję. – Robimy wszystko, by wam pomóc – oświadczył w odpowiedzi republikanin John McCain, były kandydat na prezydenta.
Z wizytą wyrażającą solidarność z Ukrainą wybiera się 22 marca premier Kanady Stephen Harper. Jego państwo jest jednym z najaktywniej zaangażowanych w rozwiązanie kryzysu na Ukrainie i stoi na stanowisku podjęcia zdecydowanych i ostrych kroków społeczności międzynarodowej przeciwko Rosji. Ottawa wyasygnowała także ponad 220 mln dolarów kanadyjskich (143 mln euro) na pomoc w stabilizowaniu finansów Ukrainy.
Piotr Falkowski