Krym – koniec rozdziału. Początek nowego
Niedziela, 16 marca 2014 (19:52)Wynik tzw. referendum na Krymie był łatwy do przewidzenia. Pod lufami karabinów i ostrzałem medialnym propagandy płynącej z Moskwy inny wynik nie wchodził w grę. Zaskoczyć może jednak wysoka frekwencja, co oznacza dużą mobilizację miejscowej ludności rosyjskojęzycznej.
Wysoka frekwencja stanowić może kolejny dowód na powrót klimatu społecznego na Krymie z czasów ZSRS. Wtedy frekwencja i wyniki głosowań też przekraczały około 80-90 procent. Porównanie jak najbardziej na miejscu, wziąwszy pod uwagę retorykę ostatnich dni, utożsamianie wrogów Rosji w moskiewskich mediach z faszystami, wrogami pokoju, awanturnikami itp. Porównania dobrze znane jeszcze w PRL.
Tak samo jednak jak w czasach komunistycznych, również obecnie miejscowej ludności przyjdzie jakoś żyć codziennymi problemami, układać relacje w nowej rzeczywistości. Znamienny jest fakt dużego spokoju, z jakim ludność ukraińska na Krymie reagowała na wejście kolejnych dywizji rosyjskich. Nawet żołnierze armii ukraińskiej zachowali dużą powściągliwość. To w całej tej sprawie pozytywny w zasadzie element. Rozejm zawarty w niedzielę pomiędzy resortem obrony narodowej Ukrainy i Rosji na najbliższy tydzień dowodzi ogromnej woli rozwiązania konfliktu w jak najbardziej pokojowy sposób.
Wydawałoby się, że jest to idealna atmosfera do negocjacji dyplomatycznych. Skoro nawet żołnierze po obu stronach nie chcą strzelać, to na cóż czekają dyplomaci? Klasycy strategii wojskowej mawiają, że wojna jest przedłużeniem dyplomacji, a dyplomacja powinna zaczynać się tam, gdzie kończy się wojna. Niestety, dyplomaci po wszystkich stronach konfliktu nie zdali egzaminu. Europejska dyplomacja okazała się zupełnie oderwana od rzeczywistości ukraińskiej i nieprzygotowana na działania wariantowe, dostosowane do tamtejszych potrzeb.
Dyplomacja wielu krajów UE, w tym naszego, była za każdym razem spóźniona o jeden krok – nie nadążała w odpowiedzi na działania Rosji na Krymie. Można było odnieść wrażenie, że Rosjanie codziennie rano otwierają kopertę z działaniami przewidzianymi na dany dzień, realizują z góry przyjęty i ustalony plan, ćwiczony od dawna. Dyplomaci UE każdego dnia budzili się z pytaniem, co dzisiaj znowu nowego zaserwują nam Rosjanie i co powinniśmy zrobić.
Dyplomacja unijna nie jest kreatywna, nie inicjuje, nie działa, jak sprawna maszyna działać powinna w sytuacji kryzysowej. Już dwa lata temu ten stan rzeczy określić można było systemem gaszenia pożarów, działaniem od kryzysu do kryzysu. Dyplomacja UE jedynie reaguje na bodźce zewnętrzne. Sankcje unijne ustalano tygodniami, gdy w tym samym czasie Rosja wprowadzała kolejne tysiące żołnierzy i podejmowała działania prawne oraz polityczne mające na celu faktyczną aneksję Krymu. Polityka faktów dokonanych w Rosji zderzyła się z niemrawą biurokracją UE. Efekty tego mamy teraz jak na dłoni. Nawet najprostszej części ogólnego porozumienia politycznego o stowarzyszeniu Ukrainy z Unią Europejską, z wyłączeniem spraw ekonomicznych i finansowych, którą napisano już kilka miesięcy temu, nie zdołano podpisać do czasu krymskiego referendum. W tym samym czasie Francja oznajmiła, że nadal będzie sprzedawała okręty desantowe dla Rosji – najnowszy przekazany Rosjanom za rok będzie nawet nosił nazwę, nomen omen, „Sewastopol”...
W 1939 roku na ulicach Paryża i w radio francuskim najpopularniejszy wówczas piosenkarz francuski Maurice Chevalier śpiewał piosenkę o tym, że nie warto umierać za Gdańsk, gdy w Paryżu jest tak przyjemnie. Historia nie lubi się powtarzać dosłownie. Dzisiaj w Paryżu nie śpiewa się o tym, że nie warto poświęcać się za Krym. Dzisiaj w Paryżu podejmuje się decyzje o sprzedaży kolejnych okrętów wojskowych dla Rosji.
Co to wszystko oznaczać może dla Polski? Kolejna szanse na otrzeźwienie, opamiętanie, na budowę własnych struktur wojskowych i nowoczesnych mechanizmów dyplomatycznych. Nowe wyzwania wymagają nowych struktur, nowej doktryny polityki zagranicznej Polski. Nie wlewa się bowiem młodego wina do starych bukłaków. Inaczej młode wino rozerwie bukłaki na strzępy... Nareszcie uzmysłowiliśmy sobie, jak bardzo jesteśmy bezbronni wobec konfliktów za wschodnią granicą. Jak bardzo nasza armia i dyplomacja są opóźnione i podporządkowane zasadzie „wszystko jest dobrze – jesteśmy zieloną wyspą”. Polityka „ciepłej wody w kranie” legła w gruzach.
Austriacka dyplomacja potrafiła doprowadzić do odblokowania swojego embarga na wieprzowinę i zapewnienia eksportu mięsa z Austrii. Nasza dyplomacja zamiast wciskać się na salony w Berlinie, powinna raczej uczyć się od mniejszych krajów, jak bronić swoich interesów. Do niemieckiej dyplomacji nam jeszcze daleko. Polskiego ministra spraw zagranicznych nie wpuszczono na spotkanie ministrów w Paryżu trzy tygodnie temu, na które przybyli najważniejsi dyplomaci USA, Rosji i UE. Było to zaledwie kilka dni, gdy „piano” w polskich mediach o Noblu dla polskiego ministra.
Z perspektywy ostatnich tygodni okazało się natomiast, że politycy największej partii opozycyjnej w Polsce stawiali trafne diagnozy na temat Ukrainy: w sprawie autonomii politycznej Majdanu i wielowarstwowej opozycji ukraińskiej (liczne wizyty posłów opozycji w Kijowie), w sprawie konieczności stałego monitowania sytuacji społecznej na miejscu (wizyta premiera Jarosława Kaczyńskiego), w sprawie natychmiastowych działań koniecznych na Krymie (misja posła Adama Lipińskiego). W tym samym czasie, tydzień temu, polskie MSZ w trybie natychmiastowym rozwiązało polski konsulat na Krymie.
Jeśli rząd nie wyciągnie tym razem nauczki z wydarzeń – tak jak niestety nie zrobił tego już dawniej – i nie stworzy podstaw do ustalania działań w polityce zagranicznej wspólnie z opozycją, jeśli polityka zagraniczna Polski będzie nadal na usługach rządowej propagandy, a nie polskich interesów, które winny być ponadpartyjne, wówczas taki rząd będzie rozliczony nie tylko przez wyborców, ale i przez nieuchronne wydarzenia międzynarodowe.
Lekcja krymska nie została przez polski rząd i dyplomację unijną odrobiona dobrze. Polityka międzynarodowa wydała temu ocenę. Następne lekcje przed nami. W roku 1939 Polska nie oddała Gdańska i Niemcy najechały na Polskę. Dzisiaj Ukraina odstąpiła od konfliktu militarnego i zyskano przez to czas bez działań militarnych i ofiar śmiertelnych. Nie oznacza to jednak, że bitwa o zachowanie pokoju na wschodzie Europy jest zakończona. Kolejne jej etapy przed nami.
Autor jest byłym ambasadorem tytularnym Rzeczypospolitej Polskiej przy Unii Europejskiej.
Dariusz Sobków, Bruksela