Kto o nich będzie pamiętał, jeśli nie my
Niedziela, 16 marca 2014 (15:44)Z ks. dr. Jackiem Waligórą, kustoszem sanktuarium maryjnego w Niżankowicach, rozmawia Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz
Po artykule „Zapomniana mogiła” opublikowanym w sobotnio-niedzielnym numerze „Naszego Dziennika” powiedział Ksiądz, że po wielu latach bezskutecznych starań o przywrócenie pamięci zmarłym z Przedzielnicy udało się to wreszcie teraz – dzięki historycznej wrażliwości naszych dziennikarzy...
– Gdy ukazał się w „Naszym Dzienniku” artykuł pt. „Zapomniana mogiła”, to bardzo się ucieszyłem, zwłaszcza gdy zatelefonowała do mnie pani Danuta, czyli ta pani, której historia jest opisana w artykule, a która odnalazła swojego ojca po wielu latach poszukiwań. Przez całe życie nie wiedziała, gdzie był jej ojciec, gdzie zginął. Ojca w ogóle nie znała. Pani Danuta bardzo się cieszy z odnalezienia grobu ojca i ma nadzieję, że również inni znajdą swoich bliskich. I ja taką nadzieję też mam.
Mam do siebie taki mały żal, że gdy kilka lat temu przepisałem listę osób z księgi zmarłych i z tą listą przez tyle lat chodziłem i pisałem do różnych instytucji, które powinny się były tą kwestią zająć, i żadna z nich na moje pismo nie odpowiedziała, że od razu nie poszedłem z tą sprawą do dziennikarzy.
Teraz zobaczyłem, jak to wszystko działa. To jest pozytyw dla państwa dziennikarskiej rzetelnej pracy. Jeżeli ja tyle lat pisałem do różnych instytucji jako obywatel Polski, to miałem chyba prawo otrzymać odpowiedź. Można było choć odpisać: „nas ten temat nie ciekawi”. Nie chcę tych instytucji wymieniać, bo nie chcę nikomu robić wstydu, ale są to instytucje, które takimi sprawami jak mogiły Polaków się zajmują, więc sama odpowiedź: „nie mamy czasu”, byłaby tu wskazana.
Wiele lat apelował Ksiądz o przywrócenie pamięci zmarłym pochowanym w zbiorowej mogile w Nowym Mieście na Ukrainie. Wymagało to ogromnej determinacji i wytrwałości. Skąd w Księdzu tyle siły do działania?
– Ktoś kiedyś powiedział, że to, jak wygląda cmentarz, świadczy o kulturze danego narodu, i jeżeli my, Polacy, gdziekolwiek jesteśmy, zapomnimy o naszych poprzednikach, o tych, którzy kiedyś tutaj żyli, pracowali czy – tak jak ci ludzie akurat – trafili na te tereny do więzienia, czyli z wyrokiem, jeżeli my o tych ludziach zapomnimy, to kto o nich będzie pamiętał?
Dzisiaj pani Danuta powiedziała mi, że bardzo chce się włączyć w postawienie krzyża na miejscu tej mogiły: „Żeby to był taki duży krzyż, żeby było go widać z daleka”. Myślę, że to jest też takie wymowne, że mówi to osoba, która całe życie szukała ojca. Mam nadzieję, że uda się upamiętnić zarówno to miejsce, jak również inne, jeżeli się takie znajdą.
Pracowałem też przez dziesięć lat we Lwowie, w Brzuchowicach, i widziałem, jak w wielkich miastach i miejscowościach upamiętnia się przodków. I przykro mi bardzo, że w to się wprowadza element polityki: podejmuje się działania tylko tam, gdzie to jest widoczne. A tutaj jest taki niepozorny grób w wiosce, którą mało kto zna. Na szczęście miejscowi ludzie pamiętają, kto tu jest pochowany. Ale nie są to jakieś szlaki turystyczne i jeśli tego upamiętnienia zabraknie, to za wiele lat, jak wymrą ci ludzie, którzy pamiętają o tym grobie i o tym miejscu, nikt nie będzie pamiętał.
Jest jeszcze wiele do zrobienia, bo na Kresach Wschodnich istnieje ogrom nieoznakowanych grobów.
– Patrząc na mapę, widzimy, że Nowe Miasto na Ukrainie jest dokładnie tuż za polską granicą. Z Nowego Miasta widać doskonale górę, na której znajduje się Kalwaria Pacławska. Z Nowego Miasta w nocy widać nadajnik wieży telewizyjnej w Przemyślu. To są odległości około 10-15 km, więc jest to bardzo blisko Polski.
Ale tutaj, na tym terenie, takich mogił jest bardzo wiele. Oczywiście w mogile w Nowym Mieście spoczywają ofiary niemieckiego zakładu karnego, czyli ofiary nazizmu niemieckiego. Natomiast jest wiele innych mogił z ofiarami bolszewickimi czy też innymi. Muszę powiedzieć, że ja znam te tereny od 20 lat, bo po raz pierwszy przyjechałem tu 20 lat temu, a na stałe jestem na Ukrainie od 16 lat, i takich nieoznakowanych grobów jest bardzo dużo.
Przecież, jak wiemy, w odległości 10 km od Nowego Miasta jest stara kopalnia soli, przed wojną nazywana często „Salina Lacko”, pod Dobromilem i tam w szybach zostało zamordowanych przez NKWD w 1941 roku bardzo dużo Polaków.
Trudno nawet zliczyć, ile tych ofiar było, bo różne źródła różnie podają. Salina to jest też niezbadana sprawa. Tam pomnik postawili Ukraińcy, ale oprócz Ukraińców w Salinie spoczywają Polacy i niestety tym miejscem nikt się przez te wszystkie lata ze strony polskiej nie zajmuje.
Owszem, w 70-lecie tej tragedii na uroczystościach w Salinie była delegacja polskiego konsulatu, ale na tym właściwie się skończyło. Takich miejsc jest o wiele więcej. Zresztą jest wiele miejsc, które pamiętają pierwszą wojnę światową. Można to wszystko zostawić i można zapomnieć, tylko gdy się zapomni historię, to ona się lubi powtarzać, czego najlepszy dowód mamy teraz na Krymie.
W czerwcu tego roku przy zbiorowej mogile spotkają się wszyscy, którzy przyjadą do Nowego Miasta na poświęcenie krzyża upamiętniającego więźniów z Przedzielnicy...
– To bardzo ważna informacja. Zostaną upamiętnieni więźniowie, ale również ks. Jan Szetela, dzięki któremu ofiary nie zostały bezimienne, gdyż to on jako nowomiejski proboszcz zdobył dane personalne ofiar.
My, Polacy, mówimy o Kresach. Ale pamiętajmy, że ze strony Związku Sowieckiego tereny przy polskiej granicy były określane mianem „prikordonna zona”, czyli strefa przygraniczna. Tutaj bez przepustki się nie wjeżdżało. Ksiądz Jan Szetela, pozostając w tej strefie, narażał się na ciągłą obserwację i nieustanne szykany. W domu, w którym mieszkał, bo plebanię zabrali mu Sowieci, stał wiklinowy fotel, w którym ksiądz Szetela spędzał noce w ubraniu – gotowy do drogi.
Wszystko dlatego, że kiedyś, w zimową mroźną noc, został zabrany przez NKWD na przesłuchania do Drohobycza prosto z łóżka – w nocnej koszuli. Od tamtej pory wszystkie noce spędzał w ubraniu. Ksiądz Szetela to cichy bohater, któremu śmierć nieraz zaglądała w oczy, ale który nigdy się nie poddał. A przecież wiedział, jak jest odbierany: polski ksiądz przeszkadzał władzy sowieckiej do samego końca.
W tym roku, 3 czerwca, minie 20 lat od śmierci ks. Szeteli. W pierwszą sobotę czerwca, czyli 7 czerwca, w Nowym Mieście w kościele św. Marcina zostanie odprawiona rocznicowa Msza Święta w dwudziestą rocznicę śmierci ks. Szeteli. Wydarzenie to będzie połączone z poświęceniem krzyża upamiętniającego mogiłę więźniów z niemieckiego zakładu karnego w Przedzielnicy.
Dziękuję za rozmowę.
Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz