• Czwartek, 5 marca 2026

    imieniny: Adriana, Fryderyka, Oliwii

Błahe pytania po Londynie

Niedziela, 12 sierpnia 2012 (10:03)

Po kończących się właśnie igrzyskach olimpijskich z pewnością najczęściej (po raz kolejny) będziemy zadawać  pytanie: dlaczego nasi wypadli tak słabo? Z całą pewnością w internetowym komentarzu nie udałoby się udzielić wyczerpującej odpowiedzi na ten temat. Dlatego też postaram się odpowiedzieć na kilka innych pytań, które towarzyszyły, jeśli nie wszystkim, to przynajmniej części z kibiców podczas olimpijskich zmagań w Londynie.

Po pierwsze, obserwatorów  lekkiej atletyki rozgrywanej na stadionie olimpijskim zastanawiało, czym są te czarne kwadraty przymocowane do siedzeń tuż obok głów widzów? Zdaniem męskiej części telewizyjnej widowni, były one „ciekawe”, zaś według strony żeńskiej zwyczajnie „brzydkie”. Tak czy inaczej nie sposób było ich nie zauważyć. Owe kwadraciki organizatorzy nazwali „pikselami widowni”. Są to specjalne płytki, z których każda zawiera dziewięć diod typu LED, co daje w sumie blisko 640 tys. punktów świetlnych rozmieszczonych po całych trybunach. W odpowiednich momentach zgromadzona publiczność była proszona, aby złapać płytki i przytrzymać je nad głową. Dzięki temu zabiegowi trybuny stadionu tworzyły dodatkowy ekran sterowany centralnie z komputera, na którym można było wyświetlać różnorodne obrazy.

Inną rzeczą, która rzuciła się w oczy uważnym widzom, były z całą pewnością – niebieskie języki, które ostentacyjnie po wygranych zawodach wystawiało kilkunastu sportowców. Wbrew pozorom i licznym teoriom spiskowym nie była jednak to żadna manifestacja polityczna czy też antywojenna. Przyczyna okazała się wyjątkowo prozaiczna. Po prostu jeden z dostawców napojów izotonicznych stwierdził, iż zawarte w ich produkcie barwniki pochodzące z jagód i owoców tropikalnych mogą barwić języki pijących go osób właśnie na niebiesko. Aby osiągnąć taki efekt, wystarczyło wypić mniej niż jedną butelkę specyfiku. I tak to przez niewinne jagody języki sportowców stały się przyczynkiem do licznych dyskusji nie tylko komentatorów sportowych, ale nawet politycznych.

Równie burzliwą dyskusję wśród organizatorów igrzysk, Brytyjczyków, wywołała kwestia, która dla obserwatorów z Polski byłaby niemożliwa do zaobserwowania. Otóż okazało się, że stający na najwyższym stopniu podium wyspiarscy sportowcy słyszą zmieniony hymn narodowy. Na ich szczęście nie chodziło o zmianę takiego kalibru, jaką na „Mazurku Dąbrowskiego” popełniła swego czasu Edyta Górniak, ale jedynie o zagranie kilku partii w tonacji mollowej zamiast w durowej. Niemniej jednak miny pierwszych zdobywców złota dla gospodarzy słuchających „God Save The Queen” wskazywały, że coś jest nie tak.

Wielu widzów wypatrywało także na londyńskich arenach sportowca z numerem 2012 na piersi. Przesądni sądzili nawet, że ktoś z takim numerem musi być pewniakiem do medalu podczas tegorocznych igrzysk. Okazało się jednak, że posiadacz tego numeru Alfredo Arevalo z Gwatemali nie miał aż tyle szczęścia, by stanąć na podium. Mało tego, nie miał nawet okazji, by choćby przywdziać swój plastron z numerem i wystartować. Biedny Alfredo był bowiem jedynie rezerwowym w maratonie. Niestety, na jego nieszczęście żaden z konkurentów nie zrezygnował i nie znalazło się dla Gwatemalczyka miejsce.

Równie dużo uwagi zwracało boisko do hokeja na trawie. Po raz pierwszy w historii było ono koloru… niebieskiego. Laskarze wprawdzie nie narzekali na barwę murawy, jednak widzowie byli podzieleni w swoich ocenach. Część z nich mówiła, że boisko jest zbyt jaskrawe i wygląda, jakby ciągle było mokre.

Nowości nie zabrakło także na pływalni. Po raz pierwszy wielu pływaków nosiło po dwa czepki. Przyczyny takiej sytuacji nie były do końca znane, lecz międzynarodowa federacja już zastanawia się, czy by tego nie zabronić.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na równie ciekawą rzecz, którą również obserwowaliśmy w Londynie. Chodzi o brak podium w zmaganiach wioślarzy.  W dyscyplinie tej istnieje tradycja, która mówi, że medal wręczamy zaraz po zakończeniu konkurencji. Ponadto w konkurencjach tych zwycięzcy nie stają na podium. Jako takie podium po prostu nie istnieje, a zdobywcy medali stają obok siebie w jednym rzędzie. Jak wyjaśniają sami wioślarze, wynika to z ogromnego szacunku, jakim darzą siebie zawodnicy. Szkoda, że tego szacunku dla rywali nie zakorzenia się w innych dyscyplinach. Jeśli tak by było, być może nie obserwowalibyśmy brazylijskiego siatkarza plażowego, który wypiera się, iż piłka trafiła w jego rękę po ataku Polaka, tylko po to, aby w tak oszukańczy sposób wejść do olimpijskiego półfinału.

Łukasz Sianożęcki