Boeing zboczył z kursu?
Piątek, 14 marca 2014 (17:43)Zaginięcie Boeinga 777 linii Malaysia Airlines badają eksperci z całego świata, ale nikt z nich nie potrafi powiedzieć, co stało się z samolotem. Najczęściej przedstawiana jest teoria o zmianie kursu.
Według najnowszych ustaleń, na które powołują się amerykańskie media, po zniknięciu tydzień temu z cywilnych radarów malezyjski boeing wysyłał słabe sygnały, które przez kilka godzin odbierały satelity komunikacyjne. Z relacji tych wynika, że samolot nie przekazywał satelitom szczegółowych danych, ale za to wysyłał sygnały, dzięki którym możliwe było nawiązanie kontaktu. Maszyny Boeinga wyposażone są w system, który za pośrednictwem satelitów może wysyłać raporty na temat stanu maszyny do jej operatora. Dzięki temu możliwe jest przygotowanie ekip technicznych na lotnisku jeszcze przed lądowaniem samolotu. Malaysia Airlines nie wykupiły takiej usługi, ale ich maszyna nadal była zdolna do nawiązywania łączności z satelitami i wysyłała regularne sygnały w odstępie około godziny. W ocenie ekspertów, jest to podobna sytuacja jak z wyłączonymi telefonami komórkowymi, które nadal wysyłają informacje typu „jestem tutaj” do lokalnej sieci komórkowej. Jednocześnie przechwycone przez satelity sygnały nie pozwoliły na zlokalizowanie maszyny ani określenie kierunku jej lotu. Zdaniem specjalistów, oznacza to, że nie można nawet wyrokować, czy samolot znajdował się w powietrzu, kiedy wysyłał komunikaty elektroniczne.
Boeing 777 wyleciał do Pekinu ze stolicy Malezji Kuala Lumpur w poprzednią sobotę. Godzinę po starcie zniknął z cywilnych radarów nad Morzem Południowochińskim między Malezją a Wietnamem. Cały czas trwają poszukiwania maszyny, na pokładzie której było 239 osób. Obecnie prace nad zlokalizowaniem zaginionego samolotu odbywają się na obszarze 50 tysięcy kilometrów kwadratowych. Na razie nie znaleziono żadnych śladów B-777. W poszukiwaniach bierze udział 13 państw. W sumie zarówno na morzu, jak i z powietrza teren przeszukuje ponad 80 jednostek: w operacji uczestniczą 42 statki oraz 39 śmigłowców i samolotów.
Ponadto nadal nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, kiedy rejs MH 370 widziany był po raz ostatni na radarach. O godzinie 1.30 w nocy widziano go pomiędzy Malezją i Wietnamem. Radary wojskowe o 2.15 zarejestrowały jednak niezidentyfikowany obiekt w Cieśninie Malakka, po drugiej stronie Półwyspu Malajskiego. Wojsko wciąż sprawdza, czy był to zaginiony lot MH 370. Część wojskowych ocenia, że dane z ich radarów sugerują, iż zaginiony samolot linii Malaysia Airlines obrał celowo kierunek nad Półwyspem Malajskim ku archipelagowi Andamanów.
Obecnie malezyjska policja podaje, że śledczy koncentrują się na teorii, że ktoś, kto umie pilotować, rozmyślnie skierował samolot na inny kurs. – Możemy powiedzieć, że badamy sabotaż z prawdopodobnym porwaniem – media cytują anonimowego wysokiego rangą funkcjonariusza policji. Z kolei według podejrzeń amerykańskich śledczych, zaginiony boeing mógł lecieć po utracie kontaktu z kontrolerami lotów jeszcze przez cztery godziny. Jednak minister transportu Malezji Hishammuddin Hussein uznał, że te doniesienia są fałszywe.
Władze Stanów Zjednoczonych nie wykluczają też hipotezy, że po godzinie od startu Boeinga 777 z lotniska w Kuala Lumpur maszyna zmieniła kurs i skierowała się na zachód. W związku z tym Waszyngton postuluje rozszerzenie obszaru poszukiwań. – W moim rozumieniu taka sytuacja nie jest przesądzona, ale w oparciu o nowe informacje możemy rozszerzyć obszar poszukiwań na Ocean Indyjski – powiedział rzecznik Białego Domu Jay Carney. Dodał, że w tej sprawie władze Stanów Zjednoczonych skonsultują się z Malezją, aby omówić szczegóły operacji. Amerykanie poinformowali także, że w rejon zachodniego wybrzeża Malezji wysłany został niszczyciel USS Kidd, który weźmie udział w akcji poszukiwawczej.
Łukasz Sianożęcki