Głowacki: Dzisiaj nikt się nie liczy ze słabymi
Niedziela, 12 sierpnia 2012 (08:29)Ze Stanisławem Głowackim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ "Solidarność", rozmawia Izabela Kozłowska
W jakiej kondycji znajduje się obecnie polski przemysł zbrojeniowy?
- Jesteśmy w końcowej fazie realizowania Startegii konsolidacji przemysłu obronnego, która została zatwierdzona 31 sierpnia 2007 roku. Wiele rzeczy z niej jeszcze nie zrobiono. Niewątpliwie bieżącą sytuację pogarszają pewne niezbyt trafne decyzje podejmowane w przeszłości, które teraz odbijają się na kondycji finansowej niektórych firm. W tej chwili mamy dwa ogromne problemy w zakładach mechanicznych w Łabędach oraz w zakładach produkcji specjalnej w Pionkach.
Pojawiły się informacje, że Bumar może mieć ogromne kłopoty finansowe.
- Jeżeli chodzi o wyniki, to trzeba zaznaczyć, że nie wzięły się one z miesiąca na miesiąc. Kłopoty wynikają z tzw. kreatywnej księgowości stosowanej przez poprzednie zarządy. Jako „Solidarność” wielokrotnie sygnalizowaliśmy właśnie te błędne elementy i udało się nam przekonać resort skarbu, że to my mamy rację. Dokonana została zmiana zarządu Bumaru i to teraz wychodzi nam tylko na dobre. Nie ma obawy, że Bumarowi nagle grozi upadłość. Nie mniej jednak to pozwala nam stąpać twardo po ziemi i pokazuje, jak wiele jest jeszcze do zrobienia.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Nie zapominajmy o tym, że decyzje poprzedniego ministra obrony narodowej, pana Bogdana Klicha były nie tylko fatalne dla Wojska Polskiego, ale też katastrofalne dla całego przemysłu zbrojeniowego. To, co się odbywało w roku 2009, to nic innego, jak takie - powiedzmy - dorzynanie polskich zbrojeniowców. W wyniku tych naszych protestów udało się zminimalizować negatywne skutki.
Działania ze strony rządu, żeby poprawić sytuację w tym sektorze, są wystarczające?
- Ja już przeszedłem tyle różnych restrukturyzacji tej branży i na ogół one zaczynają się i kończą na planach. Pracujemy w branży specyficznej, gdzie jest ofensywa różnego rodzaju służb zagranicznych. Tu nie ma co liczyć na solidarnośc innych państw. Ponieważ szczególnie cierpi się na nadprodukcję, to większość krajów patrzy, jak "wyeliminować" konkurencję. A Polska ze swoimi inżynierami jednak jest konkurencją. Oczywiście nie z całym światem możemy konkurować, ale są takie dziedziny, w których nie musimy się wstydzić. Trzeba nam po prostu pozwolić normalnie pracować. Mam nadzieję, że dzięki panu wiceministrowi Waldemarowi Skrzypczakowi współpraca z MON będzie przebiegała trochę inaczej, że resort będzie wiedział, czego chce. To jest nasz podstawowy odbiorca, aczkolwiek swojej przyszłości w oparciu tylko o polski resort na pewno nie zbudujemy.
Eksperci alarmują, że za kilka lat przestanie istnieć polska Marynarka Wojenna...
- Ta sytuacja nie stała się katastroficzna z dnia na dzień. Wiele lat wstecz ostrzegaliśmy wszystkich, że brak podejmowania działań w celu ratowania polskiej Marynarki Wojennej to jest nic innego jak podejmowanie działań prowadzących do likwidacji tej służby. Niestety tak się stało. Dzisiaj upadłość stoczni Marynarki Wojennej jest efektem niepodejmowania działań w przeszłości. Wszyscy fotografowali się z marynarzami, natomiast nic nie robili, dosłownie nic, aby pomóc Marynarce Wojennej. I tylko ciągle opowiadano, ileż to kosztuje budowa korwety Gawron. Ale żeby pomóc stoczni, żeby zarządzano tam w sposób menedżerski, to nic w tym kierunku nie zrobiono. Decydowali tam emerytowani pułkownicy, namiestnicy różnego rodzaju służb. Efekt jest taki, że dzisiaj nie mamy Marynarki Wojennej, nie mamy swojego sprzętu i jest ogromne niebezpieczeństwo, że niedługo przy takiej polityce zniknie w ogóle ta formacja. Pamiętamy czasy przedwojenne, z jakim trudem budowano polską marynarkę, jak odzyskiwano polskie morze, a dzisiaj z taką łatwością oddajemy to wszystko.
Czy taka sytuacja w Marynarce Wojennej i innych formacjach naszej armii, a także sytuacja polskiej zbrojeniówki wpływa na bezpieczeństwo naszego kraju?
- Chciałbym powiedzieć, że nie wpływa, ale byłbym kłamcą, gdybym stwierdził, że nie wpływa. Oczywiście, że to wpływa. Jeżeli nie będzie się podejmowało stanowczych, jednoznacznych kroków, to nasza pozycja polityczna i gospodarcza jako kraju będzie ulegała osłabieniu w Europie. Dzisiaj nikt się nie liczy ze słabymi. Musimy też dotrzymywać zobowiązań, które wzięliśmy na siebie jako kraj, przystępując do NATO.
Dzisiaj Polska nie wypełnia wielu norm, które nakłada na nas Sojusz. I to niestety budzi naszą trwogę. Liczymy na to, że wreszcie odpowiedni ludzie wezmą ster w swoje ręce i zaczną w sposób prawidłowy kierować systemem obrony państwa.
Ostatnio prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział budowę tarczy antyrakietowej w Polsce. Jesteśmy w stanie sami ją wybudować?
- Słuchałem następnego dnia tłumaczeń ze strony szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisława Kozieja, który mówił, że nie to prezydent miał na myśli. Dziś żaden kraj nie jest w stanie stworzyć w pojedynkę coś wielkiego. Polska jest za małym i za biednym krajem, żeby stworzyć jakikolwiek system tarczy samodzielnie.
Polska powinna wreszcie zbudować nie tarczę, ale system obrony powietrznej, gdyż cały pas wschodni zostaje w tym momencie otwarty. Na to powinniśmy zwrócić uwagę. Prezydent jako były szef MON doskonale wie, z czym to się wiąże. W zakresie obrony przeciwlotniczej, obrony przeciwrakietowej itd. jesteśmy w stanie sobie poradzić, natomiast o samodzielnej budowie tarczy zapomnijmy. Z pewnością nie podołalibyśmy temu nie tylko intelektualnie, ale przede wszystkim finansowo.
Dziękuję za rozmowę.
IK