Zaniedbania Kalemby są oczywiste
Czwartek, 13 marca 2014 (21:15)Z Janem Krzysztofem Ardanowskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak skomentuje Pan dzisiejszą dymisję ministra Stanisława Kalemby?
– Uważam, że minister Kalemba uprzedził ruch, który i tak musiałby wykonać premier Tusk. Za zaniedbania i zaniechania, których się dopuścił, nie mógł się spodziewać nagrody.
Minister Kalemba nie radził sobie ze sprawami rolnymi, co było wiadome od dawna. Wystarczy tylko przypomnieć źle przeprowadzone negocjacje z Unią Europejską czy w zasadzie ich brak w kwestii dotyczącej ograniczenia skutków związanych z unijnym zakazem wędzenia wędlin, który ma wejść od września i dotyczy tysięcy producentów tradycyjnych wędlin, czy chociażby rozregulowanie poszczególnych rynków rolnych.
Czarę goryczy przelała sprawa afrykańskiego pomoru świń. Wczoraj podczas pięciogodzinnego posiedzenia komisji rolnictwa nie usłyszeliśmy żadnych konkretnych recept na zażegnanie dramatycznego kryzysu, który odbija się na naszych producentach trzody chlewnej. Pytaliśmy ministra Kalembę m.in., jakie środki są uruchomione, w jaki sposób będzie realizowany skup na konto strategicznych zapasów państwa, który mógłby pomóc w rozładowaniu sytuacji na rynku trzody chlewnej, czy zamierza zmniejszyć strefę buforową przy wschodniej granicy, wreszcie czy są dopracowane szczegóły odstrzału depopulacyjnego dzika wzdłuż wschodniej granicy.
Odpowiedzi, jakie otrzymaliśmy, były śmieszne, nielogiczne i bezsensowne. To, że minister przeanalizuje, że będzie się starał, że zobaczy, to za mało. Bulwersujące było też stwierdzenie ministra Kalemby, że w zasadzie sprawa ASF była mu znana już wcześniej. Skoro tak, to dlaczego resort nie przygotował żadnych procedur na wypadek realnego zagrożenia i przeciwdziałania ewentualnym skutkom? O tym, jaki to był minister, najlepiej świadczą słowa rzecznik rządu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która podsumowując działalność ministra Kalemby, stwierdziła wprost, że nie radził sobie z rozwiązywaniem sytuacji kryzysowych, nie przygotował żadnego planu dla Rady Ministrów, który mógłby szybko i skutecznie poprawić sytuację na rynku wieprzowiny. Odwołanie ministra Kalemby musiało nastąpić prędzej czy później, ale to wcale nie rozwiązuje problemu. Niezałatwiona sprawa ASF i bezczynność ministra Kalemby może się okazać gwoździem do trumny polskiej hodowli trzody chlewnej.
Czy dymisja ministra Kalemby rozwiąże te wszystkie problemy?
– Absolutnie nie. Zaniedbania Kalemby są oczywiste, ale państwo jest wciąż nieprzygotowane, żeby zaradzić katastrofie i tragedii polskich hodowców, jaka rozgrywa się na naszych oczach. Sejmowa Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi wielokrotnie zwracała się do ministerstwa z pytaniem, czy są odpowiednie środki na przeciwdziałanie tego typu zagrożeniom, środki dla służb weterynaryjnych, czy są pieniądze na odszkodowania dla rolników, którzy ponieśli straty, i to nie tylko w strefie buforowej, ale w całej Polsce, i właściwie nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Nic też w tych sprawach nie zostało zrobione.
Odwołanie ministra Kalemby nie rozwiązuje problemu. Rolnicy są zdesperowani, stoją na drogach, protestują, świnie w chlewniach przerastają, nikt nie chce ich kupić, nie ma też skupu, który zagospodarowałby nadwyżki na rezerwy strategiczne państwa, wreszcie nie ma odszkodowań. Trzeba pamiętać, że na razie Polską rządzi koalicja PO – PSL i winien tej sytuacji jest nie tylko minister rolnictwa taki czy inny, ale sprawa ta obciąża premiera Tuska i de facto cały rząd. Obawiam się, że Kalemba będzie kozłem ofiarnym, na którego zwali się całą winę, a sprawa jak stała w miejscu, tak stać będzie dalej. Najlepiej byłoby, gdyby cały gabinet Donalda Tuska poszedł w ślady ministra Kalemby i podał się do dymisji.
Oczywiście Stanisław Kalemba będzie teraz grał bohatera i głosił, że proponował rozwiązania, a rząd go nie słuchał. Tylko że projekty zostały przyjęte na posiedzeniu Rady Ministrów 25 lutego i przez ponad dwa tygodnie Kalemba nie podejmował żadnych działań. Odpowiedzialność za kryzys ponosi całe PSL – partia, która od siedmiu lat kieruje sprawami polskiej wsi i – jak widać – sprowadza wieś i rolników na manowce.
Gdzie w tym wszystkim jest premier Tusk, który w sposób nieuprawniony, żeby nie powiedzieć: szkodliwy dla Polski, bardziej zajmuje się rozwiązywaniem konfliktu na Ukrainie niż rozwiązywaniem problemów polskich rolników?
– Premier Tusk, znany PR-owiec, znalazł doskonały sposób na promocję samego siebie. Nie wiem, może liczy na jakieś stanowiska w strukturach europejskich, w każdym razie nie ma czasu na rozwiązywanie wewnętrznych spraw w Polsce, co dyskredytuje go jako szefa rządu. Ponadto jeżeli już dotykamy kwestii międzynarodowych, to budowaniem koalicji międzynarodowych trzeba było zająć się dużo wcześniej, a nie obrażać się na śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, robić jakieś głupie uwagi. Teraz okazuje się, że polityka Lecha Kaczyńskiego wobec Rosji była słuszna i czy to się komuś podoba, czy nie, trzeba będzie ją realizować.
Natomiast ubolewać należy nad tym, że premiera Tuska nie widać w sprawach kraju, w sprawach gospodarki, w kwestiach, które bezpośrednio dotyczą obywateli. Wzrost bezrobocia i upadek kolejnych segmentów gospodarki pokazuje najlepiej, że ten rząd nie dość, że nie ma pomysłu na rządzenie Polską, to jeszcze nie realizuje swoich podstawowych obowiązków. Czarna godzina, jaka nadeszła na sektor producentów trzody chlewnej, to – patrząc przez pryzmat działalności obecnej koalicji – nic nadzwyczajnego. Przecież jest to sektor, który ten rząd od lat prowadzi do agonii.
Polska, która wcześniej była poważnym eksporterem wieprzowiny, dziś ponosi straty, a rząd zamiast korzystać z tego, co mamy u siebie, żywi własny Naród wieprzowiną z importu. Premier w sytuacji tak poważnego zagrożenia powinien być na miejscu i podejmować szybkie decyzje. Niestety nie ma go tu.
Czy ta dymisja nie jest tylko zagrywką po to, by zyskać czas…?
– Kto wie, czy tak nie jest. Moim zdaniem, sprawa ma kilka aspektów. Po pierwsze, minister Kalemba jako kozioł ofiarny ma być poświęcony dla dobra sprawy. To ma pokazać determinację ekipy Tuska, która de facto nie mam pomysłu na wyjście z impasu na rynku wieprzowiny. Ponadto pozycja Polski w UE mimo całego szumu i sztucznie tworzonej otoczki jest bardzo słaba. Tak naprawdę nikt nie chce z nami poważnie rozmawiać i pomóc w rozwiązaniu naszych kłopotów. Równie dobrze odwołanie Kalemby może być też wewnętrzną rozgrywką w PSL i efektem przetasowań w tej partii. PSL, widząc, że sondaże spadają i grunt wali się pod nogami, chce przed polskimi chłopami zwalić winę i zrzucić odpowiedzialność za brak polityki rolnej na Kalembę, a przy okazji ktoś inny wypłynie.
Kryzys z wieprzowiną obnaża też błędy z koncentrowaniem eksportu głównie na Rosji. Gdzie, nie ewakuując się całkowicie z rynku rosyjskiego, powinniśmy szukać kolejnych rynków zbytu?
– Koncentracja na jednym obszarze świadczy o krótkowzroczności tego rządu. Wielką naiwnością było to, co przez lata głosiło PSL, że jak będziemy grzeczni, potulni, prorosyjscy i będziemy chodzić na paluszkach, żeby misia nie zdenerwować, to Rosja będzie rynkiem, na którym będziemy mogli zbyć nasze nadwyżki żywności. Fiasko tej polityki najlepiej pokazuje dzisiejsza rzeczywistość. Rosja próbuje uzależnić różne kraje, warunkując spolegliwością polityczną dostęp do własnego rynku, ale jednocześnie staje się wielkim producentem żywności w sektorze zwierząt, a także w sektorze roślinnym.
Staje się eksporterem m.in. zbóż, np. pszenicy, której rocznie eksportuje więcej, niż produkuje Polska. Ponadto w sposób znaczący rozwija produkcję zwierzęcą. Biorąc to wszystko pod uwagę, głupotą czy brakiem wyobraźni było uzależnianie czy nakierowanie polskiego eksportu pozaunijnego głównie na Rosję. Trzeba szukać innych obszarów zbytu. Tu jest potrzebna promocja i konkretne, aktywne działania ze strony polskiej dyplomacji. Przede wszystkim powinny dotyczyć one szukania zbytu na rynkach azjatyckich, północnoafrykańskich, afrykańskich, a więc na innych kontynentach. Myślenie, że Rosjanie kupią wszystko, a także zbyt mocne opowiedzenie się po jednej ze stron konfliktu ukraińskiego doprowadziło do sytuacji, w której Rosja próbuje nas upokorzyć.
A co z polskim rynkiem zbytu…?
– Myśląc o innych obszarach eksportu, nie należy zapominać, że podstawowym rynkiem dla polskiej produkcji rolniczej jest nasz rodzimy rynek. Mamy 39 milionów konsumentów, którzy powinni być głównym odbiorcą polskiej żywności. Złym rozwiązaniem jest ogromny import marnej jakościowo żywności z Europy Zachodniej, chociażby wieprzowiny z Danii czy Niemiec. W ten sposób sami wypieramy z polskiego rynku naszą żywność. Oczywiście żywność, której w Polsce nie ma czy brakuje, jak owoce cytrusowe: banany, pomarańcze czy inne delicje, trzeba sprowadzać, ale podstawowe grupy produktów dostępne u nas powinny trafiać na stoły naszych konsumentów. Dla nadwyżek trzeba szukać rynków, które takiej żywności potrzebują, w przypadku wieprzowiny m.in. rynki Azji Wschodniej: Japonia, Chiny, Korea Południowa, Półwysep Indochiński, ponadto kraje afrykańskie. Każdy, kto choćby na małą skalę zajmuje się handlem, wie, że nie wolno się uzależniać od jednego i to tak chimerycznego odbiorcy jak Rosja.
Czy należy wierzyć w solidarność krajów UE, czy może Putin dogada się ponad naszymi głowami z lokomotywami Unii i będzie handlował z Europą?
–Takie niebezpieczeństwo jest realne, tym bardziej że Putin od dawna próbuje rozgrywać poszczególne kraje, mówiąc potocznie: wbijając klina i rozbijając solidarność międzynarodową. To, czy ta polityka rozbijania powiedzie się Putinowi, zależy w dużej mierze od politycznej pozycji Polski w strukturach UE. Niestety na skutek błędnej polityki rządu Donalda Tuska jesteśmy krajem słabym, a przez to takim, którym się pomiata. Świadczą o tym chociażby głosy krajów – dużych producentów żywności w Europie, żeby nie oglądać się na Polskę i dogadywać się zakulisowo z Rosjanami. Skoro jesteśmy pełnoprawnym członkiem UE, to widząc takie działania, powinniśmy stanowczo domagać się przestrzegania naszych praw.
Powinniśmy się domagać, żeby warunków handlowych z krajami pozaunijnymi pilnowała Komisja Europejska i Unia in gremio, a nie poszczególne kraje. To, czy Putinowi uda się rozgrywać kraje członkowskie UE zarówno w sferze politycznej, jak i gospodarczej, związanej z dostępem do rosyjskiego rynku, w dużej mierze zależy od pozycji poszczególnych krajów we wspólnocie. Przed UE sprawdzian, od którego zależeć będzie to, czy deklarowana wielokrotnie solidarność jest trwałą zasadą, czy tylko bałamutnym sloganem i pustym frazesem.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki