• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Rolnicy potrzebują natychmiastowej pomocy

Środa, 12 marca 2014 (20:27)

Z posłem Prawa i Sprawiedliwości Krzysztofem Jurgielem, ministrem rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Hodowcy trzody chlewnej od kilku tygodni walczą o prztrwanie. Czy rząd mógł zareagować wcześniej, żeby przynajmniej ograniczyć skutki embarga na wieprzowinę?

– O tym, że taka sytuacja może wystąpić, było wiadomo już kilka lat temu. Rząd był zobowiązany przez prawo unijne i prawo polskie do przygotowania tzw. planu awaryjnego postępowania na wypadek wystąpienia wirusa Afrykańskiego Pomoru Świń. Teraz okazuje się, że ani minister rolnictwa, ani rząd takiego planu nie mają. Minister Stanisław Kalemba próbuje improwizować i posługiwać się jakimiś protezami, które sprawy nie rozwiązują. To tylko potwierdza, że polskie prawo w zakresie zarządzania kryzysowego w tego typu sytuacjach po prostu się nie sprawdza, a jeżeli tak, to trzeba je zmienić. Rolnicy nie mają co zrobić ze świniami, następuje ich przerost, a państwo jest bezradne. Prawo unijne w tym obszarze uchwalone w ubiegłym roku, poparte przez polski rząd dotyczące obszaru zakłóceń na rynku wynikających m.in. z wirusa ASF, też nie spełnia swojej roli. Przede wszystkim jest to procedura bardzo skomplikowana, długotrwała, która wiąże się ze składaniem wniosków, negocjacjami, a na to wszystko trzeba czasu. Świnie w chlewniach nie mogą czekać.

Czy w tej sytuacji problemu nie złagodziłby interwencyjny skup wieprzowiny?

– W 2008 r. rząd PO – PSL w ramach przeglądu wspólnej polityki rolnej zlikwidował interwencyjny skup żywca wieprzowego, co zresztą było zapisane w prawie unijnym po wejściu Polski do struktur europejskich. Gdyby taka możliwość była, to Unia Europejska mogłaby dzisiaj podjąć i sfinansować taką interwencję. Dlatego minister Kalemba podczas dzisiejszego posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi mówił o zdjęciu nadwyżki na konto rezerw materiałowych, a więc na konto strategicznych zapasów państwa. Okazuje się jednak, że rząd także i na ten wariant nie jest przygotowany. Skierował ok. 400 ofert do przedsiębiorstw, które mogłyby dokonać zakupu, co oczywiście sfinansowałby, ale okazuje się, że nie ma na to chętnych. Po pierwsze, rząd nie może się dogadać co do ceny, a po drugie, nikt tym przedsiębiorstwom nie zapewni rynku zbytu na konserwy, które powstałyby ze skupionego teraz mięsa.

Czy utylizacja przerośniętych tuczników, których nie chcą kupować zakłady mięsne, rozwiązuje problem?

– Przede wszystkim trzeba się zastanowić, dlaczego mięso zwierząt, które jak wskazują badania, nie są chore, tylko są zdrowe, ma być utylizowane. Dlaczego nie można z nich zrobić np. konserw. Utylizacja w takim wypadku byłaby zbrodnią. Nie ma takiej potrzeby, bo to mięso jest zdrowe, wymaga tylko podjęcia odpowiednich działań. Dlaczego nie można byłoby np. przekazać nadwyżki takich konserw w ramach pomocy charytatywnej. Jeżeli dojdzie do utylizacji zdrowych zwierząt, będzie to wskazywało jednoznacznie, że niemoc rządu sięgnęła dna. W sytuacji, kiedy nie ma absolutnie żadnego zagrożenia, nie godzi się marnować zdrowej żywności.

Premier, który kreuje siebie na rozjemcę w konflikcie ukraińskim, widać ma inne, ważniejsze sprawy…

– To jest właśnie cały tragizm sytuacji, że brakuje stanowczego premiera, który w porozumieniu z pozostałymi członkami rządu w krótkim czasie znalazłby potrzebne rozwiązanie, włącznie ze zmianą ustaw, jeśli byłaby taka potrzeba. To, że ten rząd i parlament potrafi działać w ekspresowym tempie, świadczą chociażby przykłady zmiany ustaw dotyczących np. OFE czy ustawy o lasach. W mojej ocenie, gdy chodzi o interes państwa i jego obywateli, nie można zwlekać.  

Tak czy inaczej premier Tusk powinien zejść z międzynarodowych salonów na polski grunt. W pierwszej kolejności i to jak najszybciej trzeba zmieniać prawo i powrócić do interwencyjnego skupu w unijnym prawie. Potrzebne są także rozwiązania, które ograniczą biurokrację i w szczególnych sytuacjach, w sytuacjach zagrożenia pozwolą szybko działać. W tym planie awaryjnym konieczne jest też zagwarantowanie odpowiednich środków. Na teraz koniecznym jest zdjęcie nadwyżek przerośniętych zwierząt przez podmioty gospodarcze w ramach zapasów strategicznych. Bez włączenia się rządu, premiera do rozmów z przedsiębiorcami nic nie da się zrobić. Odpowiednia argumentacja i gwarancje sprawiłyby, że wśród wspomnianych już 400 przedsiębiorstw być może znaleźliby się chętni, którzy pomijając grę rynkową, pomogliby załatwić sprawę bądź co bądź wagi państwowej. Na tę chwilę konieczne jest zdjęcie nadwyżki przerośniętych świń.  

Działania są tym bardziej potrzebne, że impas związany z embargiem może potrwać nawet kilka lat…

– Obok działań, które zabezpieczyłyby nas na przyszłość przed takimi zagrożeniami, jak chociażby poszukiwanie także innych poza rosyjskim rynków zbytu, kto wie czy nie warto rozważyć wariantu litewskiego, kiedy wykupiono nadwyżki trzody chlewnej i na rok zrezygnowano z produkcji. W Polsce też można by się nad tym zastanowić. Wcześniej trzeba jednak zmienić prawo, zastanowić się nad rekompensatami czy tez odszkodowaniami dla rolników, którzy np. na rozwój produkcji zaciągnęli kredyty.

Rolnicy i hodowcy są zdesperowani i nie wykluczają protestów także w Warszawie…               

– Protesty i blokady już trwają chociażby na Podlasiu. Chyba nie ma innego wyjścia, żeby zachęcić rząd i samego premiera Tuska, aby na poważnie zajął się rozwiązaniem tego problemu. Minister Kalemba zapowiada działania, z których tak naprawdę nic nie wynika. Tymczasem rolnicy potrzebują natychmiastowej interwencji, chcą wiedzieć, kiedy, gdzie i za ile będą mogli sprzedać żywiec. Najgorsza jest ta niepewność. Tymczasem w chlewniach stoją przerośnięte świnie, warchlaki i nikt z rządu w 38,5-milionowym państwie nie jest w stanie powiedzieć rolnikom, którzy cierpią przecież i to nie z własnej winy, co mają dalej robić. Jeżeli rolnicy nie skłonią rządu do działania, to pogłowie trzody chlewnej w Polsce obliczane na 10,5 miliona sztuk będzie dalej spadać, a rolnicy zrezygnują z hodowli. Wówczas z eksportera możemy się stać importerem trzody chlewnej.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki