• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Na jesieni nowe analizy

Sobota, 11 sierpnia 2012 (09:57)

Z posłem Antonim Macierewiczem, przewodniczącym Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku, rozmawia Anna Ambroziak



Są sugestie, że władze PiS chcą, aby odszedł Pan do "drugiego szeregu". Zespół smoleński zniknie, bo czas przejść do innych spraw.
- Mogę powiedzieć tak: nie jestem w drugim szeregu, jestem w piętnastym szeregu, siedzę w piętnastym rzędzie na sali sejmowej. Przyjmuję ten rząd piętnasty jako bardzo dobry i dla siebie właściwy.


Nie mówimy przecież o usytuowaniu foteli.
- Nie zamierzam mojego usytuowania ani w Sejmie, ani gdziekolwiek indziej zmieniać. A co do prac zespołu smoleńskiego - będzie pracował tak dopóty, dopóki nie wyjaśnimy całej prawdy o tragedii z 10 kwietnia 2010 roku. Żadna inna możliwość nie wchodzi w grę.


Tezy przygotowanego przez zespół raportu są inne niż oficjalne ustalenia. Spodziewa się Pan reakcji rządu?
- Mam nadzieję, że prawda zostanie upowszechniona, a ustalenia zespołu zostaną opisane w mediach w sposób zgodny z tym, w jaki je przedstawiamy. Chciałbym, żeby społeczeństwo polskie, które przez ponad dwa lata było przez główne media okłamywane i wprowadzane systematycznie w błąd, cynicznie manipulowane, dowiedziało się prawdy o naszej pracy. Liczę na to, że fala kłamstw i oszczerstw zostanie wreszcie przełamana. Chciałbym też, aby prokuratura zaczęła wyciągać wnioski ze zgromadzonego przez zespół materiału. Nie powiem jednak, że liczę na to - dotychczasowe doświadczenie jest niestety złe. Bardzo boleśnie przeżyliśmy umorzenie śledztwa w sprawie tzw. wątku cywilnego, a zwłaszcza tego, że nie przyznano rodzinom możliwości zaskarżenia tego umorzenia. Ta praktyka ochrony rządu, która jest realizowana przez prokuraturę, musi się skończyć. Chciałbym podkreślić, że sprawa smoleńska nie jest sprawą polityczną. Ta sprawa nie jest sprawą rozgrywki między dwoma partiami. To dramat, który bez rozwikłania nie zniknie z dziejów polskich, tak jak pytanie o odpowiedzialnych za to, co się stało, nie zniknie, dopóki nie uzyskamy konkretnej odpowiedzi o przyczyny katastrofy. Jeśli ktoś sobie wyobraża, że represjami politycznymi czy doraźnymi grami zatrzyma dążenie do prawdy, to grubo się myli.


Prace zespołu smoleńskiego nie są jeszcze na finiszu.
- Byłbym bardzo zadowolony, gdyby nasze prace udało się skończyć w ciągu roku. W warunkach, w jakich pracujemy, byłby to efekt błyskawiczny. Oczywiście jeżeli uda się nam dojść do ostatecznej konkluzji, zamkniemy nasze prace wcześniej.


Przewiduje Pan kontynuację współpracy z ekspertami z kraju i z zagranicy?
- Zdecydowanie tak. Co więcej, ta współpraca się rozwija. Jest też bardzo owocna współpraca z grupą prawników pod kierownictwem pana prof. Tadeusza Jasudowicza z Torunia. Polscy uczeni przystępują pełną parą do badania tej tragedii, i to budzi wielkie nadzieje.


Na jakim etapie są ich prace?
- Częściowy fragment dotyczący trajektorii lotu Tu-154M zaprezentowałem na dzisiejszym posiedzeniu zespołu, dalsze analizy będą znane już jesienią tego roku. Tyle na razie mogę powiedzieć.


Dziękuję za rozmowę.

Anna Ambroziak