• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Biskup „Solidarności”

Środa, 12 marca 2014 (02:08)

Ksiądz biskup Edward Frankowski to kapłan wielkiego formatu, gorliwy obrońca wiary, gorący patriota, ale również społecznik. Ten ostatni aspekt bogatej biografii pasterza, który obchodzi 25-lecie przyjęcia sakry biskupiej, jest wielu osobom mniej znany.

Miejscem, gdzie ks. bp Edward Frankowski najpełniej rozwinął swoje duszpasterskie i społeczne talenty, była Stalowa Wola. Tu został skierowany w 1967 roku przez ordynariusza przemyskiego ks. bp. Ignacego Tokarczuka. Najpierw organizował parafię w pobliskich Chyłach, a potem pracował w parafii św. Floriana. Szybko dał się poznać jako kapłan, który nie ogranicza swojej posługi tylko do murów kościoła, ale angażuje się w życie swoich parafian, mieszkańców miasta.

Obrońca wolności

Dlatego proboszcz stalowowolskiej parafii wspierał robotników upominających się o swoje prawa. Na jego pomoc mogła liczyć rodząca się w Stalowej Woli „Solidarność” – od początku ks. Frankowski był kapelanem związku. A gdy nastała noc stanu wojennego, ks. Edward Frankowski powołał Radę Charytatywną, która niosła pomoc represjonowanym członkom związku i ich rodzinom. Na plebanii gościnę znalazły osoby zaangażowane w działalność podziemnych struktur robotniczej i rolniczej „Solidarności”, a także harcerze z nielegalnego wtedy Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej.

Gdy w 1988 roku wybuchł duży strajk w hucie Stalowa Wola, robotnicy nie zawiedli się na swoim duszpasterzu. Andrzej Grzegorek wspomina jedno wydarzenie z tamtego czasu, które urosło już do miana legendy. – Mój wuj był hutnikiem i wspominał, że w tamtym gorącym 1988 roku, gdy przygotowywano się do strajku, robotnicy zorganizowali spotkanie u ks. Frankowskiego. Tyle że o wszystkim dowiedziała się SB oraz milicja i funkcjonariusze otoczyli budynek parafialny. Gdyby tylko ludzie wyszli ze spotkania, zostaliby natychmiast aresztowani. Tymczasem ksiądz Edward wyprowadził ich tajnym podziemnym przejściem do kościoła, tam wmieszali się w tłum wiernych i spokojnie wrócili do domów. To była klęska SB, bo ci ludzie na drugi dzień rozpoczęli w hucie strajk – relacjonuje Andrzej Grzegorek.

Nic więc dziwnego, że gdy w 1989 roku ks. Edward Frankowski został biskupem pomocniczym diecezji przemyskiej, od razu nazwano go Biskupem „Solidarności”.

Zresztą ks. Frankowski sprawiał wiele innych kłopotów komunistom. Gdy w latach 80. władze rozprawiły się ze związkami zawodowymi i niezależnymi organizacjami społecznymi, życie publiczne znowu stało się karykaturą demokracji i obywatelskiej aktywności. W tych warunkach proboszcz parafii św. Floriana zorganizował w pełni demokratyczne wybory do tzw. wspólnot sąsiedzkich działających w blokach mieszkalnych. Działo się to w sytuacji, gdy lokatorzy nie mieli praktycznie żadnych praw, gdy byli zdani na łaskę i niełaskę prezesów spółdzielni, którzy byli na te stanowiska kierowani przez partię. Takie były – można powiedzieć – początki samorządności w Stalowej Woli.

Ksiądz biskup Frankowski zawsze przywiązywał ogromne znaczenie do rozwoju intelektualnego Polaków. Dlatego z robotniczej Stalowej Woli chciał uczynić znaczący ośrodek akademicki południowo-wschodniej Polski. Zaczęło się od zorganizowania Instytutu Wyższej Kultury Religijnej, Ośrodka Kultury Chrześcijańskiej, Klubu Inteligencji Katolickiej czy też Katolickich Uniwersytetów Ludowych. Bez zaangażowania ówczesnego proboszcza nie powstałaby w Stalowej Woli filia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. O jej założeniu ks. Frankowski myślał już w latach 70., gdy w 1978 roku powołał nieformalny Komitet Budowy Filii KUL. Mimo że miał świadomość, iż ta inicjatywa w warunkach komunistycznej Polski była niemożliwa do zrealizowania. Ten dalekosiężny projekt miał otworzyć przed młodymi ludźmi nie tylko perspektywy zdobycia wyższego wykształcenia, ale ks. Frankowski widział w tym też znakomite narzędzie ich katolickiej formacji.

Co prawda ośrodek zamiejscowy lubelskiej uczelni powstał dopiero po przemianach politycznych w 1989 roku, ale bez zaangażowania ks. bp. Edwarda Frankowskiego byłoby to niemożliwe. Co więcej, bogaty księgozbiór księdza biskupa stał się podstawą do utworzenia w Stalowej Woli Biblioteki Uniwersyteckiej. Ksiądz biskup dbał potem o powiększanie jej zbiorów.

– Do tej pory wiele osób, z którymi mam kontakt, jest zdziwionych, że kończyłam KUL nie w Lublinie, a w Stalowej Woli – mówi Agnieszka Piotrowicz, teraz mieszkanka Radomia. – Nie wierzą, że w tym mieście jest uczelnia, bo z lekcji historii i geografii zapamiętali chyba tylko to, że Stalowa Wola była jednym z ośrodków Centralnego Okręgu Przemysłowego, że ma hutę i elektrownię, i że to po prostu miasto robotnicze. Jednak dzięki ks. bp. Edwardowi na tle innych podobnych miast jest to silny ośrodek akademicki – podkreśla Piotrowicz. I dodaje, że dzięki wsparciu ks. bp. Frankowskiego powstała też w mieście Szkoła Bankowa.

Co ważne, rozszerzenie oferty edukacyjnej było korzystne dla lokalnej społeczności, nie tylko w samej Stalowej Woli. Zapewne setki ludzi nigdy nie zdobyłoby dyplomu licencjata lub magistra, gdyby nie to, że mieli uczelnię w pobliżu. Bo na Podkarpaciu przeważają rodziny żyjące na przeciętnym poziomie, rolnictwo jest też mocno rozdrobnione i nie zapewnia wysokich dochodów. Wielu rodzin nie byłoby więc stać na wysłanie dzieci do Krakowa, Lublina, Warszawy czy nawet Rzeszowa, aby tam kontynuowały naukę. Wyższa szkoła na miejscu była znakomitym rozwiązaniem.

W obronie rolników i polskiej wsi

Jeszcze przed nominacją biskupią ks. Edward Frankowski starał się o zrealizowanie niezwykle śmiałego projektu edukacyjnego pod nazwą Wyższa Szkoła Agrobiznesu i Zarządzania. Ta idea narodziła się w latach 80., uczelnia miała być przede wszystkim miejscem kształcenia rolników. Fundusze na ten cel gromadziła w Belgii grupa Amici Poloniae, jak również Belgowie, a konkretnie naukowcy i eksperci obiecywali merytoryczną pomoc w organizowaniu uczelni. W projekt włączyła się także Fundacja Rolnicza Episkopatu Polski oraz pracownicy uczelni rolniczych, w tym warszawskiej SGGW. Prace organizacyjne były mocno zaawansowane, opracowano plan studiów. Przewidywano, że wykłady będą prowadzone w siedzibie filii KUL, natomiast część szkoleniowo-laboratoryjna miała być umieszczona na terenie dawnego majątku Lubomirskich w dzielnicy Charzewice.

W związku z nowymi obowiązkami ks. bp Edward Frankowski musiał poświęcić swoją energię przede wszystkim posłudze biskupiej i innowacyjnego projektu nie udało się zrealizować. Ale trud nie poszedł na marne, bo dzięki zgromadzonym już funduszom sfinansowano rozbudowę Technikum Mechanizacji Rolnictwa Księży Salezjanów w Oświęcimiu i katolickiego liceum w Mariówce Sióstr Służek NMP Niepokalanej.

– Szkoda, że ta uczelnia nie powstała. Miałem okazję kiedyś zapoznać się z projektem trzyletnich studiów, jakie miały być prowadzone w Stalowej Woli. A były one na ówczesne czasy bardzo nowatorskie, bo studenci mieli nie tylko poznawać ekonomię i ekonomikę rolnictwa, ale także uczyć się prawa, bankowości, nowoczesnych zasad prowadzenia gospodarstwa, organizacji rynków rolnych czy spółdzielni rolniczych. Oprócz tego mieli zdobyć wykształcenie w zakresie historii, filozofii, psychologii, katolickiej nauki społecznej czy w dziedzinie samorządności. Czyli mury uczelni miał opuścić nie tylko dobry rolnik, ale istotna była też jego formacja duchowa – stwierdza Andrzej Białek, doradca rolny. – Wielu rolników z Podkarpacia mogłoby z takiej oferty edukacyjnej na pewno skorzystać – dodaje.

Sprawy wsi i rolnictwa są cały czas bliskie księdzu biskupowi. Nieraz rolnicy słyszeli jego mocny głos poparcia dla postulatów, które podnosili. Tak działo się wtedy, gdy na skutek błędnej neoliberalnej polityki gospodarczej państwa spadały dochody rolników albo gdy rządzący wynegocjowali niekorzystne dla wsi warunki zapisane w traktacie akcesyjnym do Unii Europejskiej. Ksiądz biskup Frankowski wspiera rolników i teraz, gdy stają oni w obronie polskiej ziemi przed jej wyprzedażą w obce ręce.

Wiele razy Biskup „Solidarności” brał też udział w pielgrzymkach rolników na Jasną Górę, na jego mądre nauki mieszkańcy wsi mogli liczyć podczas rekolekcji wielkopostnych transmitowanych na antenie Radia Maryja. – Oczywiście wielu kapłanów i biskupów broni rolników, wspiera nas, ale nie wszyscy mają odwagę mówić tak otwarcie i jednoznacznie o problemach wsi, które są przecież problemami całego kraju, i wskazywać winnych tych zaniedbań – podkreśla rolnik Stanisław Hernik. – Można by przytaczać wiele wypowiedzi na ten temat księdza biskupa Frankowskiego. Ale przyznam, że na mnie największe wrażenie zrobiły słowa, które kiedyś przypomniano na antenie Radia Maryja: „Chłop polski jest solą w oku niektórych za to, że jest przywiązany do ziemi, do Kościoła, do tradycji. Ale rolnik przetrwał carat, faszyzm, komunizm, to i liberałów przetrwa”. I pewnie również dzięki ks. bp. Frankowskiemu przetrwamy – uważa nasz rozmówca.

Krzysztof Losz