Papierowe gwarancje
Sobota, 11 sierpnia 2012 (07:26)Komisja Nadzoru Finansowego na wniosek Fundacji Lux Veritatis sprawdzi, czy oferta udzielenia gwarancji bankowej wystawiona przez Bank BGŻ spółce STAVKA była zgodna z prawem bankowym. Ten niepodpisany przez nikogo papier został wykorzystany przez spółkę STAVKA jako "dokument potwierdzający dostęp do finansowania", umożliwiając jej złożenie wniosku o koncesję.
Fundacja Lux Veritatis, nadawca Telewizji Trwam, wystąpiła wczoraj z pismem do Komisji Nadzoru Finansowego, prosząc o wyjaśnienie, czy oferta Banku BGŻ udzielenia gwarancji bankowych przedłożona KRRiT przez spółkę STAVKA w procesie przydzielania koncesji na MUX-1 jest zgodna z przepisami prawa bankowego oraz czy mogła zostać wykorzystana przez tę spółkę jako dokument bankowy poświadczający jej możliwości finansowe.
- Fundacja złożyła dzisiaj pismo w Komisji Nadzoru Finansowego, która sprawuje nadzór nad działalnością banków - potwierdziła dyrektor finansowy Fundacji Lux Veritatis Lidia Kochanowicz.
Chodzi o dokument zatytułowany "Oferta współpracy w zakresie udzielenia gwarancji bankowych dla STAVKA sp. z o.o.", wystawiony na papierze firmowym Banku BGŻ i skierowany do Ireneusza K., prezesa zarządu spółki STAVKA. "Bank BGŻ ma przyjemność przedstawić Panu indywidualnie przygotowaną ofertę udzielenia gwarancji bankowych, której wstępne warunki prezentujemy w załączeniu..." - czytamy na pierwszej stronie pisma.
Dalej znajduje się zapowiedź, że z prezesem spółki skontaktuje się pracownik banku, aby wraz z nim dostosować ofertę do potrzeb firmy. Pod spodem - wydrukowane imię i nazwisko oraz telefon kontaktowy i adres e-mail niejakiego Mariusza M. Nie wiadomo, co to za osoba - urzędnik banku, szef, ochroniarz czy osoba postronna? Pisemnego podpisu brak.
Dalej znajduje się załącznik z ofertą zagwarantowania spółce przez BGŻ kredytu w wysokości "do 16,5 mln zł". Pod załącznikiem nie ma żadnego nazwiska, nie mówiąc już o odręcznym podpisie. Mógł zostać sporządzony przez każdego, kto dysponował papierem firmowym BGŻ i stempelkiem.
Kto obiecał 16 milionów?
- Chcemy, aby KNF odpowiedziała na pytanie, czy Bank BGŻ miał prawo - posługując się panem Mariuszem M. - wydać taką ofertę udzielenia gwarancji bankowych skierowaną indywidualnie do firmy, a przy tym niepodpisaną. Naszym zdaniem, to pismo nie spełnia wymogów "oferty", jest najwyżej "reklamą banku", zwłaszcza że nie zawiera informacji o oprocentowaniu kredytu, zabezpieczeniach, sposobie spłaty - powiedziała "Naszemu Dziennikowi" Lidia Kochanowicz. Jej zdaniem, sprawa wymaga pilnego wyjaśnienia z uwagi na ujawniane ostatnio nadużycia w bankach.
- Portale internetowe podały właśnie, że z jednego z banków wyłudzono 32 mln złotych. W przestępstwo zamieszany jest m.in. były dyrektor oddziału banku i pracownica tej placówki Przecież to nie są prywatne fundusze banku, ale pieniądze ludzi tam zdeponowane. Jeśli Bank BGŻ oferuje gwarancje na 16,5 mln zł, to należałoby wymagać od niego najwyższej staranności w formułowaniu ofert czy udzielaniu gwarancji - podkreśla Lidia Kochanowicz.
W ofercie Bank BGŻ uzależnia udzielenie gwarancji bankowej m.in. od złożenia przez spółkę STAVKA dokumentów poświadczających jej zdolność kredytową oraz ustanowienia zabezpieczeń na rzecz banku. Słowem, osoba sporządzająca "ofertę" zabezpieczyła się na wiele stron.
Sformułowanie "kredyt w wysokości do 16,5 mln zł" może oznaczać zarówno astronomiczną kwotę 16,5 mln zł, jak i skromne 100 złotych. Także zastrzeżenie, że wiarygodność kredytowa spółki zostanie dopiero sprawdzona przed udzieleniem gwarancji bankowej - sprawia, że "oferta" nie ma żadnego wymiaru finansowego (notabene z dokumentacji wynika, że STAVKA nie miała zdolności kredytowej i majątku na zabezpieczenie kredytu).
Z kolei brak podpisu pod załącznikiem, jak zwrócił uwagę jeden z trzech sędziów wojewódzkiego sądu administracyjnego, który w toku procesu wytoczonego KRRiT przez Fundację Lux Veritatis zbadał ów papier, powoduje, iż nie może on być w ogóle traktowany jako "dokument".
Oferta na chwilę
Aż trudno uwierzyć, ale tak sporządzona "oferta BGŻ" została załączona przez spółkę STAVKA do wniosku o koncesję i... uznana przez KRRiT za wystarczające potwierdzenie zdolności finansowej spółki STAVKA!
Dzięki temu bezwartościowemu dokumentowi jej wniosek koncesyjny został przez KRRiT przyjęty do rozpatrzenia. - Krajowa Rada nie jest superbankiem, aby badać zdolność kredytową - stwierdził w toku procesu jeden z dwóch sędziów WSA, którzy przegłosowali w procesie dotyczącym przebiegu przetargu na koncesje korzystny dla KRRiT wyrok w pierwszej instancji.
Ostatecznie STAVKA nie skorzystała z domniemanej "oferty BGŻ", ponieważ przedstawiła KRRiT promesę udzielenia kredytu z innego banku - BRE. Tę ostatnią uzyskała jednak dopiero 31 marca 2011 r., a termin złożenia wniosków do KRRiT upływał 4 marca 2011 roku. Spółce STAVKA do złożenia wniosku potrzebny był jakiś dokument finansowy i zapewne dlatego posłużyła się "protezą" w postaci niepodpisanej "oferty" BGŻ. Sądząc po dacie sporządzenia - 3 marca 2011 r. - domniemaną "ofertę przygotowano na kolanie w ostatniej chwili. "Oferta jest ważna do 18 marca 2011 r." - czytamy w załączniku.
Czyżby BGŻ, formułując tę "indywidualną ofertę dla spółki STAVKA", wiedział, że będzie potrzebna tylko na chwilę? A może ktoś się bankiem w tej sprawie posłużył?
Artykuł 133 ust. 2 p. 3 prawa bankowego mówi, że czynności podejmowane przez bank w ramach nadzoru bankowego polegają w szczególności na badaniu zgodności udzielonych kredytów, pożyczek, gwarancji bankowych, poręczeń itd. z obowiązującymi przepisami.
- Obowiązujące przepisy wymagają, aby oferty skierowane indywidualnie do firm stwierdzały ich kondycję finansową i były oczywiście podpisane - podkreśla Lidia Kochanowicz.
Małgorzata Goss