• Sobota, 18 kwietnia 2026

    imieniny: Apoloniusza, Bogusławy

MON krytykuje „doktrynę Komorowskiego”

Środa, 12 marca 2014 (02:00)

Zawoalowana krytyka „doktryny Komorowskiego” zdominowała ekspercką sesję poświęconą 15-leciu Polski w NATO. W ocenie wiceministra obrony Roberta Kupieckiego, Polska musi posiadać siły zdolne do obrony wszystkich sojuszników, a nie tylko na potrzeby misji ekspedycyjnych.

Ukraiński kryzys i bezpieczeństwo Polski w kontekście rosyjskiej agresji zdominowały obchody 15 lat obecności w NATO.

– Rosyjska „miękka” agresja na Krymie jest prowadzona przez służby specjalne, jest jednak wojskową agresją. Secesja Krymu jest faktem. Mamy tam bowiem do czynienia nie tylko z żołnierzami bez dystynkcji, ale z rozwiniętymi trzema brygadami wraz z ich zapleczem logistycznym – mówił były minister obrony narodowej Bogdan Klich (PO).

Jego zdaniem, parcie do podziału Ukrainy oznaczać będzie wojnę, w którą zaangażują się siły zbrojne Kijowa. W jego ocenie, NATO powinno co najmniej raz na 2 lata prowadzić ćwiczenia poligonowe, w trakcie których realizowane będą zadania dotyczące reakcji na takie zagrożenia, z jakimi teraz ma do czynienia Polska.

Zdaniem Lecha Konopki z BBN, kryzys ukraiński oznacza dramatyczny regres w relacjach Zachód – Rosja, a kolejnym krokiem będzie wrogość. – Przesunięcie się NATO w rejon Azji i Pacyfiku okazuje się przedwczesne, a wspieranie niezbędnej reformy militarnej w krajach NATO, w tym w Polsce, jest koniecznością – tłumaczy ekspert.

– Nie wiemy, czy kryzys na Ukrainie będzie tylko krótkim zimnym prysznicem, jak po wojnie w Gruzji, czy trwałą zmianą – mówi Tomasz Szatkowski z Narodowego Centrum Studiów Strategicznych. Jego zdaniem, dopiero przyszłość pokaże, czy inicjatywa wolnego handlu między UE a USA będzie atrakcyjna dla państw takich jak Niemcy, które mocno kooperują z Rosją.

Czy sytuacja na Ukrainie „otrzeźwi” UE i uświadomi jej konieczność opracowania nowej strategii? Konopka ma wątpliwości. – Casus Ukrainy powinien być punktem inicjującym podjęcie jej stworzenia. Nie wszystkie kraje członkowskie są gotowe do testu solidarności z Ukrainą. To wyzwanie głównie dla starych członków Sojuszu – twierdzi ekspert, przypominając, że „idee humanizmu i pacyfizmu” wywołały na zachodzie Europy niechęć do zwiększania nakładów na wojsko. W jego ocenie, to, co NATO zrobi dzisiaj dla Ukrainy, wyznaczy jego działania na dalsze lata. Wiceminister spraw zagranicznych Bogusław Winid relacjonował przebieg posiedzenia Rady Północnoatlantyckiej, jakie tydzień temu odbyło się w Brukseli. Zauważył, że NATO wysłało czytelny sygnał zarówno stronie ukraińskiej, jak i rosyjskiej. – Rosja otrzymała czytelny sygnał od wspólnoty euroatlantyckiej, że nie chcemy konfliktu, a do ewentualnych rozmów potrzebujemy tylko takiej Rosji, która wyznaje taki sam katalog wartości. Obecnie takiego katalogu nie ma – mówił.

Winid podkreślał, że Polska będzie starała się uzyskać większą samodzielność obronną, a celem dalekosiężnym jest wypracowanie takiej sytuacji, w której nowoczesne siły zbrojne i dyplomacja wyrobią w potencjalnych agresorach przekonanie, że atak na Polskę jest nieopłacalny. Jak podkreślał, nie ma dzisiaj w NATO formuły: „Jedni płacą i bronią, a inni oszczędzają i są bronieni”.

Przyznał też, że wypracowanie wspólnej polityki obronnej NATO i UE idzie jak po grudzie. – Nie chcemy teraz tego komentować – podkreślał, sugerując wyraźnie, że kraje takie jak Niemcy i Francja ograniczają spoistość Sojuszu. Świadczą o tym ospałe reakcje tych państw na rosyjską agresję i kooperacja z Moskwą na polu wojskowym.

Doktryna do lamusa

Wyzwania, przed jakimi stoi NATO, analizował wiceminister obrony Robert Kupiecki. W jego ocenie, Polska musi ciągle dbać o aktualne plany ewentualnościowe, wzmocnienie planów obronnych członków Sojuszu i posiadanie sił do obrony wszystkich sojuszników, a nie tylko na potrzeby misji ekspedycyjnych.

Jego zdaniem, przed wrześniowym szczytem NATO w Newport Sojusz powinien wypracować równowagę między swoimi klasycznymi zadaniami a misjami ekspedycyjnymi. – Mamy dzisiaj prawo komunikować sojusznikom, czego oczekujemy i co powinni robić nasi sojusznicy. Chcemy, by był to stary dobry sojusz oparty na art. 5, a więc tak jak kiedyś gwarantował obronę przed agresywnym radzieckim totalitaryzmem. By budował zdolności obronne i by przestały powiększać się dysproporcje między USA a pozostałymi sojusznikami – mówił Kupiecki. Przyznał jednak, że nie będzie to łatwe, bo kryzys obniżył wysiłek finansowy związany z obronnością.

Dzisiaj zaledwie 6-7 państw Sojuszu utrzymuje wydatki na obronność wyższe niż w 2008 r., a spadek nakładów to przynajmniej 50 mld USD. W ocenie Kupieckiego, jest dzisiaj silna pokusa rozluźnienia więzi transatlantyckich, dlatego Polska powinna zabiegać, by mniejsza liczba żołnierzy amerykańskich w Europie oznaczała większą intensywność przeprowadzanych w krajach członkowskich ćwiczeń z ich udziałem. Tomasz Szatkowski dodał, że brytyjskie siły zbrojne nie są przygotowane do prowadzenia klasycznych działań obronnych w Europie. Najbardziej jednoznacznie wypowiedział się jednak Lech Konopka, dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. W jego ocenie, misja w Afganistanie odwróciła uwagę sojuszników od głównych zagrożeń, jakie przyniosła tzw. arabska wiosna.

– Gdyby zwracano na nie uwagę, to problemy z neoimperialnymi ambicjami Rosji, jej problemy i patologie nie byłyby dzisiaj kłopotem – podkreślał Konopka. – Zmienia się nasze patrzenie na obronność na wiele lat. Będzie to prawdziwy test i egzamin, a jego konsekwencje będą bardzo ważne – wyjaśniał. Konopka przyznał też, że rosnąca groźba otwartego konfliktu może utrudnić kosztowną operację wycofania NATO-wskiego kontyngentu z Afganistanu.

Maciej Walaszczyk