• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Sankcje. Jakie sankcje?

Poniedziałek, 10 marca 2014 (21:07)

Europejczycy wychodzą na ulice, wyrażając swój sprzeciw wobec imperialistycznej polityki Moskwy. Amerykanie także. Stolice najważniejszych państw świata zaczynają się burzyć przed zbrodniczą polityką wojenną Rosji, ci zaś, których podstawowym obowiązkiem ma być utrzymanie i zachowanie światowego pokoju – myślę tu o politykach zarówno Europy, jak i USA – ale i dyplomatach reprezentujących ONZ, są bezradni.

Nie dziwią zatem żarty z ich opieszałości, braku wyobraźni, skuteczności i wiarygodności. Społeczności wirtualne i portale obiegają memy, w których Barack Obama informuje Putina, że w ramach sankcji wyrzuca go ze swoich przyjaciół na Facebooku. Na innym obrazku generał armii rosyjskiej, po otrzymaniu informacji, że „są ich tysiące, nie mamy szans”, odpowiada: „To koniec”. Te „tysiące” to tweety oburzenia na politykę rosyjską. Na innym memie Barack Obama zapewnia o swojej solidarności z Polakami i w razie jej wojny z Rosją zapali świeczkę w swoim oknie.

Jest to z jednej strony zabawne, z drugiej ukazuje, że zwykły obywatel, oprócz swego wyrażenia sprzeciwu, zaprotestowania, narzędziami, jakimi dysponuje w ramach demokracji, jest właściwie wyłącznie skazany na polityków.

Od tego w końcu są, żeby działać. Tragedią jest jednak fakt, że jesteśmy skazani na pogubionych amatorów, którzy z etosem mężów stanu mają niewiele wspólnego.

I wcale nie jest mi do śmiechu. Nie mam też przysłowiowego Schadenfreude. Wciąż liczę na powtórkę z Syrii, że jednak Rosja odpuści, podobnie, jak zrobiły to Stany Zjednoczone.

O ileż lepiej byłoby, gdyby „władcy tego świata” potrafili poradzić sobie z barbarzyńskimi agresorami, którzy nie ewoluowali i żyją retoryką wojenną z czeluści pierwszej połowy XX wieku.

Sankcje nakładane na reżim rosyjski, myślę sobie, obchodzą dyktatora tyle, ile tegoroczny śnieg, który właściwie nie spadł. Miękka polityka Zachodu tylko umacnia Rosję w jej imperialnych dążeniach i jak widzimy to wyraźnie, tempo aneksji Krymu nie zwalnia.

Od tygodnia słyszymy, że Rosja jest już „o krok od unijnych sankcji”, Kerry grozi i grozi, Merkel rezygnuje z udziału w szczycie państw G8, a minister Sikorski opowiada w mediach, że Rosja poniesie konsekwencje. Jakie? Nie wiadomo. Te blefy muszą rozśmieszać putinowska ekipę.

W moim przekonaniu jedynym politykiem, który nie stracił poczucia rzeczywistości, jest właśnie Władimir Putin. Tweety szefa polskiej dyplomacji muszą przerażać prezydenta Rosji dogłębnie. Podobnie jak zapowiadany przylot amerykańskich myśliwców F-16 do Polski.

9 marca minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier oświadczył, że w związku z tym, że rozmowy z Rosją nie przynoszą spodziewanego efektu, czyli wycofania wojska z Krymu i dyslokacji floty czarnomorskiej, należy zaostrzyć sankcje.

Już wyobrażam sobie prezydenta Rosji, który pyta doradców o dotychczasowe sankcje. Właśnie, jakie sankcje?

Szefowie państw i rządów UE postanowili zawiesić rozmowy z Rosją o liberalizacji wizowej oraz o nowej umowie o partnerstwie i współpracy. Komisja Europejska i dyplomacja unijna zostały również zobowiązane do przygotowania planu wprowadzenia dalszych sankcji, jeśli „w ciągu najbliższych dni rozmowy z Rosją nie przyniosą wyraźnego efektu. Wchodzą tu w grę restrykcje wizowe wobec konkretnych osób oraz możliwość zablokowania ich kont w europejskich bankach. W przypadku dalszej eskalacji sytuacji, w tym zajęcia wschodniej Ukrainy przez Rosję, możliwe będzie zastosowanie sankcji gospodarczych”.

W tych prasowych depeszach ważne są padające słowa. Wyliczmy je: „możliwe”, „wchodzą w grę”, „postanowili”, „możliwość”, „będzie”.

Jak widać, dotychczasowe „sankcje” są tak dotkliwe dla Rosji, że ta zwiększyła właśnie kontyngent wojskowy na Krymie, zbroi się i gromadzi wojsko wzdłuż granic trzech wschodnich obwodów Ukrainy, straszy Turcję, aresztuje lub porywa ukraińskich żołnierzy, promuje skompromitowanego Janukowycza, obsadza swoimi ludźmi władze krymskie, dokonuje prowokacji, bije dziennikarzy, ostrzeliwuje i nie wpuszcza obserwatorów z OBWE itd.

W odpowiedzi na bezradność Zachodu rosyjska dyplomacja zapowiedziała, że ma plan na wyjście z patowej sytuacji i przyznam, że wspominając napięcie i kryzys wokół Syrii, mogę sobie wyobrazić, że Putin znowu będzie górą.

Jeżeli uratowałoby to pokój, cóż, jestem za, ale jaką te pokój i bezpieczeństwo będą miały cenę? Przecież Krym jest chyba już stracony dla Ukrainy, natomiast apetyt Rosji rośnie w miarę jedzenia. Krym, wschodnia Ukraina, Mołdawia, Gruzja, państwa bałtyckie… poprzestanę na tym, ponieważ boję się wyliczać dalej, a już powyższe jest straszliwym scenariuszem.

Dr Tomasz M. Korczyński