Majewski bez medalu
Piątek, 7 marca 2014 (22:20)Tomasz Majewski, dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą, zajął czwarte miejsce na rozpoczętych dziś w Sopocie halowych mistrzostwach świata w lekkiej atletyce. Wcześniej doskonale spisali się m.in. Angelika Cichocka i Adam Kszczot, zgłaszając medalowe aspiracje w biegu na 800 metrów.
Majewski był jednym z kandydatów do medalu, choć nie stawiano go w roli faworyta. Do mistrzostw przygotował się jednak solidnie, wypracował niezłą formę i obiecywał walkę. I walczył.
Jeszcze w przedostatniej serii zajmował trzecie miejsce, ze swym najlepszym wynikiem w sezonie 21,04 m. Wydawało się, że medal jest na wyciągniecie ręki, medal brązowy, bo dwaj wyprzedzający go rywale znajdowali się poza zasięgiem. Niestety w szóstej próbie wszystkich zaskoczył Tomas Walsh. Nowozelandczyk bez spektakularnych sukcesów na koncie pchnął aż 21,26 m, pobił rekord własnego kraju i wyprzedził Polaka, który nie zdołał odpowiedzieć.
Majewski spadł tym samym na najgorsze dla sportowca czwarte miejsce i na nim pozostał. Wygrał rewelacyjnie dysponowany Amerykanin Ryan Whiting (22,05), a na drugiej pozycji uplasował się Niemiec David Storl (21,79).
– Konkurs był świetny, czułem, że Walsh może mnie pokonać – przyznał potem Polak.
Finał pchnięcia kulą był najważniejszym, z naszej perspektywy, wydarzeniem piątku, ale w Ergo Arenie startowała, i to z powodzeniem, spora grupa reprezentantów Polski. Najbardziej zachwyciła Angelika Cichocka, która nie tylko awansowała do finału biegu na 800 m, ale i uzyskała najlepszy w 2014 wynik na świecie. A to już coś znaczyło. Już na mecie przyznała, że zależało jej na pierwszym miejscu, jedynym, gwarantującym pewny awans. Narzuciła zatem mocne tempo, która ją... zaskoczyło.
– Nie spodziewałam się, że będzie trzeba pobiec aż tak szybko – podkreśliła. „Szybko” oznaczało czas 2.00,37 min, najlepszy na świecie i drugi w historii w Polsce.
– Szczerze mówiąc nie pokazałam jeszcze wszystkiego, zaoszczędziłam trochę sił na finał – dodała, co oznacza, że możemy po niej spodziewać się wszystkiego. Medalu, złota? Kto wie, żadna Polka jeszcze nie stała na najwyższym podium halowych mistrzostw świata, byłoby wspaniale, gdyby udało się przed własną publicznością w Sopocie.
O medal na 800 m powalczą także Adam Kszczot i Marcin Lewandowski. Łodzianin potwierdził, że znajduje się w świetnej formie, a pod dachem czuje jak ryba w wodzie. Wygrał swoją serię, uzyskując najlepszy czas kwalifikacji – 1.45,76 min. W ubiegłym sezonie borykał się z problemami, przez urazy nie był w stanie wypracować optymalnej dyspozycji.
Wczoraj pobiegł swobodnie i znakomicie taktycznie. Nie dał uciec rywalom, w odpowiednim momencie wysunął się na prowadzenie i już do mety kontrolował sytuację. Lewandowski miał więcej kłopotów. Długo plasował się na czwartej pozycji, w końcu przesunął na drugą. Nie gwarantowała ona bezpośredniego awansu, jednak uzyskał bardzo dobry czas (1.46,26), dzięki któremu dołączył do Kszczota.
O medale w skoku wzwyż powalczą dwie nasze faworytki: Kamila Lićwinko i Justyna Kasprzycka. Obie uzyskały kwalifikacyjną wysokość 1,95 m i dzięki temu pierwszy raz w historii HMŚ w ósemce tej konkurencji znalazły się dwie Polki. Lićwinko w tym roku skoczyła już równe dwa metry, powtórka prawdopodobnie da jej wymarzony krążek. Z kolei Kasprzycka poprawiła swój rekord życiowy, przy okazji zapowiadając, że stać ją na więcej. Bardzo dobrze w eliminacjach skoku w dal zaprezentował się Adrian Strzałkowski. Polak uzyskał 8,18 m, wyrównał rekord kraju, oczywiście zapewniając sobie udział w finale. Do decydującej rozgrywki w biegu na 400 m awansowała Justyna Święty, a na 3000 m Renata Pliś.
Dziś o medale, prócz kulomiotów, walczyły również pięcioboistki. Wygrała Holenderka Nadine Broersen, drugie miejsce zająła Kanadyjka Brianne Theisen Eaton, a trzecie Ukrainka Alina Fiodorowa. Karolina Tymińska wypadła przeciętnie, uplasowała sie na ósmej pozycji.
Piotr Skrobisz