• Czwartek, 16 kwietnia 2026

    imieniny: Bernadetty, Julii, Kseni

Historia się powtarza

Czwartek, 6 marca 2014 (19:40)

Wpis mec. Janusza Wojciechowskiego opublikowany na blogAiD.

 

Wczoraj Gruzja, dzisiaj Ukraina, jutro państwa bałtyckie, pojutrze Polska?

Gdy w marcu 1938 roku Hitler przeprowadził Anschluss Austrii – Europa nie protestowała. W końcu Austria to właściwie Niemcy, Austriacy po niemiecku gadają...

Gdy we wrześniu 1938 roku zajmował czeskie Sudety, konfuzja owszem była, ale podpisany został pakt w Monachium – hurra, mamy trwały pokój!

W marcu 1939 roku Hitler zajął całe Czechy... no cóż, nie ma Czech, trudno, nie róbmy afery, za to jest Słowacja...

Gdy 1 września uderzył na Polskę, Zachód jeszcze ze dwa dni kombinował – może by Polska jednak oddała ten Gdańsk i korytarz, dostanie go ten wariat, to się uspokoi, po co tyle zamieszania....

Historia się powtarza i to wcale nie jako farsa.

Gdy Rosja pacyfikowała Czeczenię – było cicho. W końcu Czeczenia to część Federacji, Rosja miała prawo...

Gdy zajmowała Abchazję, gdy rosyjskie czołgi szły na Gruzję – Europa z trudem się odezwała, a konkretnie Sarkozy, ale dopiero po dramatycznej akcji prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jeszcze zgrzyta w pamięci ten szyderczy śmiech z prezydenta Kaczyńskiego. Szyderca nie wiedział, że śmieje się z siebie...

No ale w końcu to była tylko Gruzja, dawny Związek Radziecki, rosyjska strefa wpływów...

Teraz Rosja wzięła Krym – no tak, ale Krym to – jak przekonywała w niedzielę posłanka PO Pitera – to taka rosyjska perła w koronie. Rosjanie są do Krymu przywiązani, trzeba to zrozumieć.

Potem wezmą całą Ukrainę, w końcu Kijów to kolebka rosyjskiej państwowości.

Aż wreszcie przyjdzie kolej na Warszawę, a Zachód dalej będzie kombinował, jak by tu załagodzić sprawę...

Nie mamy armat, nie mamy armii, którą moglibyśmy wysłać demonstracyjnie na manewry nad Bugiem. Ale mamy słowa, które nam zostawił w pamięci Lech Kaczyński – dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a w końcu i Polska. I dodajmy jeszcze – że na Polsce to się wcale nie zakończy.

Jak mantrę musimy to powtarzać w Europie. Na tyle nas chyba jeszcze stać...