Czas zdecydowanych działań
Wtorek, 4 marca 2014 (20:19)Z Piotrem Dudą, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak ocenia Pan wydarzenia na Ukrainie i agresję rosyjską na Krym?
- Bardzo jednoznacznie. To niczym nieuzasadniona agresja dawnego, ale ciągle jeszcze silnego mocarstwa, jakim jest Rosja, na suwerenny kraj, który chce wybić się na niepodległość, do czego zresztą ma pełne prawo. Kiedyś Adolf Hitler za przyzwoleniem ówczesnych mocarstw zajął Sudety, co miało ochronić Europę przed wojną. Wiadomo, czym to się skończyło. Jeśli dziś za przyzwoleniem wolnego świata Putin zajmie Krym, jest niemal pewne, czym to się skończy. Widać miał rację śp. prezydent Lech Kaczyński, mówiąc, że najpierw Gruzja, potem Ukraina, kraje Nadbałtyckie, a później być może Polska. Historia lubi się powtarzać...
Unia Europejska i Stany Zjednoczone dość powściągliwie podchodzą do rosyjskiej agresji i prezydenta Władimira Putina. Do czego może doprowadzić ta opieszałość?
- Unia Europejska i Stany Zjednoczone muszą wreszcie wyzbyć się tzw. biznesowego podejścia. Powinny przestać liczyć, ile na tym stracą, tylko podjąć konkretne działania. Przykładem mogą być Niemcy, które mają wiele możliwości, łącznie z rurociągiem północnym. Przecież reakcja Stanów Zjednoczonych na stan wojenny i działania przeciwko Związkowi Sowieckiemu to nie były działania wojenne, lecz zakulisowe naciski. Stany Zjednoczone porozumiały się z Arabią Saudyjską, by wspólnie obniżyć ceny ropy, co doprowadziło do spadku cen ropy w Związku Sowieckim i niemal do bankructwa sowieckiego imperium. Przypominam o tym, aby wskazać kierunek, w jakim można i należy iść. Instytucje europejskie i światowe, takie jak: ONZ, Unia Europejska, Komisja Europejska, a także poszczególne państwa, mają przed sobą poważny egzamin. Od jego wyniku może zależeć bezpieczeństwo i przyszłość Europy oraz świata. Oby się tylko nie sprawdziły słowa wypowiedziane przez jednego z deputowanych rosyjskiej Dumy. Stwierdził on, że Rosjanie muszą robić swoje, ponieważ świat pokrzyczy, a potem i tak zapomni. Jeśli tak będzie, to scenariusz Lecha Kaczyńskiego, który przytoczyłem wcześniej, jest bardzo realny.
Wśród przywódców światowych mocarstw brakuje kogoś o charyzmie, jaką miał Ronald Reagan…?
- Niestety, brakuje i to bardzo. Ronald Reagan rozpoczął swoją prezydenturę w 1981 roku. Początek jego rządów przypada na okres niełatwy – czas dominacji Związku Sowieckiego w Europie Środkowo-Wschodniej, okres „zimnej wojny”. Z drugiej strony był to czas przemian demokratycznych w Polsce, jeszcze nie okrzepły do końca Ruch Społeczny „Solidarność”, wreszcie stan wojenny i prześladowania opozycjonistów. To wszystko nie przerażało jednak prezydenta Reagana, przeciwnie mobilizowało go do działania. We wszystkich swoich posunięciach był bardzo stanowczy i nie patrzył tylko przez pryzmat interesów gospodarczych czy ekonomicznych Stanów Zjednoczonych. Oceniał rzeczywistość przez pryzmat człowieka i narodu, w tym wypadku polskiego Narodu, którego okazał się protektorem i przyjacielem. Gdyby współcześni politycy, w tym Barack Obama, byli tak zdecydowani jak Ronald Reagan, sytuacja mogłaby wyglądać dzisiaj zupełnie inaczej.
Kryzys na Ukrainie jest testem dla Baracka Obamy?
- Jest testem dla całego świata. I dla Unii Europejskiej, i dla Stanów Zjednoczonych, i dla ONZ. Dla wszystkich. Niestety instytucje europejskie i światowe, Komisja Europejska, Parlament Europejski, ONZ, nie zdają egzaminu. Ich reakcje są zdecydowanie spóźnione, widać biorą górę interesy biznesowe, a nie czynnik ludzki, który jest tu najważniejszy. Ten świat jest bardzo dziwnie skonstruowany. Przypomnijmy sobie, że kiedy w Libii były zagrożone duże miliardy dolarów, to w imię obrony Libijczyków szybko rozprawiono się z Kadafim, natomiast kiedy nie ma interesów w Syrii, to wszyscy się biernie przyglądają, jak ginie tysiące ludzi, w tym dzieci.
Czy to dobrze, że Polska w tak zdecydowany sposób opowiedziała się po jednej ze stron konfliktu?
- Rzeczy należy nazywać po imieniu: agresora agresorem, ofiarę ofiarą. Koniec kropka. Co do skutków gospodarczych ostrzegaliśmy np. o groźbie przejęcia przez spółki rosyjskie Lotosu. Dobrze, że do tego nie doszło. Jeszcze niedawno rosyjska spółka o mało co przejęłaby nasze najlepsze zakłady chemiczne. Dopiero teraz politycy dochodzą do wniosku, że trzeba zadbać o nasze bezpieczeństwo energetyczne. Przypomnę, że Leszek Miller, gdy został premierem po Jerzym Buzku, anulował podpisaną umowę gazową z norweską spółką Statoil, która miała dywersyfikować dostawy gazu. Podpisał natomiast umowę z Rosjanami. Może ten kryzys nas otrzeźwi i wymusi faktyczne uniezależnienie się od Rosji.
„Solidarność” w sobotę organizuje pikietę ogólnopolską przed ambasadą Rosji w Warszawie…
- To nasza powinność, bo strajki w 1980 roku, podpisanie Porozumień Sierpniowych, powstanie NSZZ „Solidarność” i późniejsze działania związku doprowadziły do upadku komunizmu. W tamtych czasach nie sądziliśmy, że nasze działania spowodują rozpad bloku komunistycznego ze Związkiem Sowieckim włącznie. To była zasługa „Solidarności”, to my zapoczątkowaliśmy te wszystkie przemiany. Niestety teraz na naszych oczach odbywa się powrót do tamtych słusznie minionych czasów. Mamy do czynienia z próbą montowania przez Putina dawnego imperium. W tej sytuacji nie może zabraknąć głosu związku zawodowego „Solidarność”.
Związek już wcześniej włączył się w pomoc charytatywną dla Ukrainy. Jakie są wymierne efekty tej akcji?
- Efekty wielokrotnie przerosły nasze plany. Wysłaliśmy pomoc medyczną za ponad 100 tysięcy złotych, a już szykuje się kolejny transport. Na konto Regionu Świętokrzyskiego, który w imieniu całej „Solidarności” zbiera pieniądze, ciągle wpływają nowe środki. Wielu ludzi i wiele instytucji wsparło nasze działania, w tym również firmy farmaceutyczne, które przekazują potrzebne leki. Oddajemy też krew. Tę pomoc będziemy cały czas kontynuować. Teraz – jak informują nas lwowskie szpitale ratujące rannych – najpilniejsze są środki czystości. Każdy może się włączyć w to dzieło pomocowe. O szczegółach akcji można przeczytać na naszej stronie: www.solidarnosc.org.pl.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki