• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Echa agresji na Krym

Poniedziałek, 3 marca 2014 (18:19)

Ochrona Rosjan mieszkających na Krymie oraz odepchnięcie od władzy ukraińskich radykałów i banderowców – tak rosyjską interwencję na Krymie uzasadniają media w Rosji.

Jak podkreślił prof. dr hab. Mieczysław Ryba, prorosyjskie media informują, że nie ma mowy o wojnie z Ukrainą, gdyż jest to „sojuszniczy” kraj, a ewentualna interwencja na Krymie wynikałaby z troski o bezpieczeństwo rosyjskich obywateli.

– Rosjanie, uruchamiając swoje wojska na Krymie, pokazują Ukrainie i światu, że jest to absolutnie ich obszar. Jest to obszar, który stanowi o potencjale rosyjskim w basenie Morza Czarnego i Śródziemnego. W związku z tym absolutnie z tego nie zrezygnują, a jeśli ktoś chciałby ich stamtąd wypchnąć, musiałby się liczyć z konfliktem i z wojną – wyjaśnił prof. dr hab. Mieczysław Ryba, historyk, kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX w. KUL i wykładowca w WSKSiM w audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

Napięta sytuacja na Ukrainie oraz kolejne działania wojsk rosyjskich na Krymie spowodowały, że Unia Europejska rozważa wprowadzenie sankcji wizowych oraz zamrożenie relacji w niektórych dziedzinach wobec Federacji Rosyjskiej. Tymczasem niemiecka kanclerz Angela Merkel w rozmowie z Władimirem Putinem zaproponowała powołanie międzynarodowej grupy kontaktowej pod kierownictwem Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) w celu podjęcia rosyjsko-ukraińskiego dialogu politycznego.

– Przyjęcie propozycji Angeli Merkel mediacji w sprawie Krymu jest porównywalne do tego, co zrobiono w sprawie Gruzji. Po interwencji Gruzji przyjęto mediację zachodnią i okazało się, że Abchazja i Osetia Południowa niby jest w Gruzji, ale realnie jest w Rosji. I taka sytuacja może zaistnieć na Ukrainie – przypomniał prof. dr hab. Ryba.

Profesor zaznaczył jednocześnie, że sytuacja na Ukrainie powinna być sygnałem dla Polski, że potencjał wojskowy jest nieodzownym elementem prawidłowo funkcjonującego państwa. – W tym kontekście trzeba pomyśleć o Polsce, że nasze siły zbrojne są niezwykle istotne. (...) Powinniśmy wzmacniać swój potencjał militarny – dodał, podkreślając, że także w czasach pokoju trzeba budować armię, która mogłaby odstraszyć ewentualnego agresora. – Mrzonki o wiecznym pokoju, o tym, że ktoś nas obroni, że Ameryka będzie umierać za Gdańsk, Lublin, Przemyśl i Szczecin, muszą odejść do lamusa – dodał profesor.

 

Marta Milczarska