• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Znaki nadziei w ogniu wojny

Niedziela, 2 marca 2014 (15:08)

W ferworze walk na Ukrainie, wojny domowej w Republice Środkowoafrykańskiej media zachodnie i politycy zapomnieli o tym, co się dzieje w Syrii. Stowarzyszenie Papieskie Pomoc Kościołowi w Potrzebie oraz Open Doors przypominają o chrześcijanach z tego kraju, którzy wciąż cierpią ucisk.

Międzynarodowe dzieło katolickie przedstawiło także heroiczną działalność jezuitów, holenderskiego zakonnika o. Fransa van der Lugt, jezuity, oraz o. Ziada, którzy zajmują się pomocą humanitarną dla dotkniętych wojną ofiar.

„Ojciec Frans jest nadal znakiem nadziei dla ludzi w Homs”, powiedział ks. Ziad z Syrii. „Rozmawiałem z nim  wczoraj przez telefon. Jak zawsze był pełen odwagi i nadziei, i nawet się śmiał”. Jezuita martwi  się  jednak o ks. Fransa, który przebywa w okupowanej części miasta.

„Wczoraj pomogłem w ewakuacji 1400 osób. Wśród nich było 31 chrześcijan, którzy znają dobrze ks. Fransa. Mówili, że jest zmęczony i postarzał się”.

Ewakuacja i zawieszenie broni jest przejściowe dla oblężonego miasta. Paczki żywnościowe również dotarły do ​​klasztoru, w którym pozostał o. Frans. Jednak to nie możliwość ewakuacji  raduje  ks. Ziada, lecz fakt, że chrześcijanie pragną wytrwać tę wielką próbę, pomimo ciągłego zagrożenia.

„Większość chrześcijan nie chce opuszczać tego miejsca. Boją się, że nigdy nie będą mogli wrócić do swoich domów. Wielu z nich bardzo wychudło. Widać od razu, że mają niewiele do jedzenia. Niektórzy są także chorzy”.

Ojciec Frans pozostaje w oblężonej części miasta, pilnuje  i opiekuje się domem zakonnym. Pilnuje  obrazów  pochodzących z meczetów i kościołów – niektóre z  XIII w. – i opiekuje się trzydziestoma chrześcijanami oraz wieloma muzułmanami, którzy pozostali w mieście. W ciągu ostatniego miesiąca holenderski kapłan często gościł w wiadomościach, przekazując pilny apel do walczących stron, aby zakończyły konflikt i oblężenie starożytnego miasta Homs. Cały czas istnieje obawa, że  po ewakuacji ostrzał miasta zostanie wznowiony.

„Oczywiście, że jest zmęczony”, mówi ks. Ziad. „Stare miasto jest oblężone od dwóch lat, ale ks. Frans nie boi się. Świadectwo i postawa Holendra wiele znaczy dla tych, którzy pozostali w mieście. Przewodzi wielu pogrzebom, odprawia Msze Święte. On jest wielkim przyjacielem, a właściwie pasterzem, który daje nadzieję i broni ludzi. On nawet wielu osobom rozdaje własne jedzenie. Pragnie, aby duch chrześcijański pozostał w Homs”.

Homs, miasto oporu przeciwko dyktatorowi Asadowi, stało się miastem strachu i terroru… dla chrześcijan. Pomimo misji ONZ jest miejscem zamkniętym. Open Doors otrzymuje informacje od swoich informatorów z tego miasta. Są one niepokojące. Wrogość wściekłych mieszkańców, dotkniętych brutalnym zwalczaniem przez reżim, kieruje się bowiem w stronę chrześcijan.

Chrześcijanie stoją na rozdrożu, w związku z toczącą się wojną domową. Nie stoją po żadnej ze stron. Międzynarodowe dzieło chrześcijańskie Open Doors poinformowało, że przed wybuchem konfliktu w Homs mieszkało 40 tys. chrześcijan. Dziś jest ich tu mniej niż 5 tys. Większość musiała ratować się ucieczką w związku z niepokojami i zamieszkami. Ci, którzy pozostali są na celowniku niezadowolonych islamistów. Informatorzy Open Doors stwierdzili, że młodzi chrześcijanie są obecnie dość często odwiedzani przez sunnickich ekstremistów. Otrzymują ultimatum: albo opuszczą miasto albo zginą.

Open Doors szacuje, że nawet 90 proc. żyjących w Homs chrześcijan, musiało ratować się ucieczką. Wojna polityczna, konflikt między muzułmanami (sunnitami a alewitami), bandyckie napady, fanatyzm religijny, wszystko to skierowało się przeciwko nim. Dla chrześcijan, którzy pozostali, położenie się pogarsza z każdym nowym dniem.

„Ludzie boją się opuszczać swoje domy”, donosi George (imię zmienione), informator Open Doors w Syrii. „Boją się iść do kościoła, z obawy przed uprowadzeniem, przemocą lub zamachem bombowym”. Jednak z drugiej strony… wielu pasterzy Kościołów i wspólnot pozostało, aby wspierać i dodawać otuchy prześladowanym na miejscu oraz nieść im konkretną pomoc doraźną.

„Są jeszcze chrześcijanie w Syrii. Jednak, jeśli zniknie ich nadzieja, także i oni stąd odejdą. Dlatego odwiedzamy rodziny w Homs, Daraa i innych regionach, niesiemy im pomoc humanitarną i duchową. Dzięki waszej pomocy, waszej modlitwie, możemy im pomóc, jesteśmy z nimi, jako współwyznawcy naszego Pana, Chrystusa. Zauważyłem też, że w tych dniach bardzo dużo ludzi się modli”, opowiada George. „Chrześcijanie modlą się o stabilizację w ojczyźnie, o pokój między rządem a opozycją. Modlą się też za pasterzy Kościoła i o przyszłość dla chrześcijan z Syrii”.

Sytuacja jednoznacznie się pogarsza. Już za chwilę, po 2 tys. lat obecności w regionie, chrześcijanie znikną z Syrii.

„Dzięki waszej pomocy mogliśmy tu zostać”, powiedziała międzynarodowej organizacji Open Doors jedna z chrześcijanek. „Prosimy was, nie zaprzestawajcie nieść nam pomocy, wiele rodzin się rozdzieliło w wyniku przemieszczeń, nasze dzieci potrzebują wsparcia”.

Ten, kto zdecydował się na ucieczkę z Homs, stanął przed nowymi wyzwaniami. Nie mając własnego domu, całe rodziny muszą dzielić życie i mieszkanie z innymi. Dla wielu chrześcijan w ciężkich chwilach pociechą jest Słowo Boże, które studiują i modlą się Nim. Wiedzą, że pomimo tej wielkiej próby, Bóg o nich nie zapomniał.

Pamiętajmy o chrześcijanach z Syrii, chociaż  zapomnieli o nich politycy i zachodnie media .

Dr Tomasz M. Korczyński