Znaczące milczenie Putina
Sobota, 1 marca 2014 (13:41)Nie jesteśmy na tyle naiwni, aby dać się nabrać na milczenie Władimira Putina. To, że dyktator dotychczas nie wydał oficjalnego oświadczenia, nie oznacza, że milczy. Działa. Powiedziałbym nawet, że w ekspresowym tempie. Inwazja na Półwysep Krymski stała się faktem, jakkolwiek Zachód będzie odczarowywał tę rzeczywistość, nie nazywając faktów po imieniu, zmora wojny jest bliższa niż kiedykolwiek. Przyspieszenie terminu referendum jest kolejnym zdemaskowaniem rosyjskiej uzurpacji. Rzekome zwracanie się władz Krymu do Putina z apelem o braterską pomoc jest spektaklem, bo działania te są oczywiście jawnie inspirowane przez służby rosyjskie. Zresztą prowokacji moskiewskich jest w ostatnim czasie bez liku.
Putin milczy, bo gra przed Zachodem wycofanego, umiarkowanego, Rosja zapewnia przy tym, że życzy pomyślności narodowi ukraińskiemu. A swoje robi. Przemieszczanie się wojsk na Krymie odnotowane przez Pentagon, tłumaczone zaplanowanymi dużo wcześniej manewrami, (o których społeczność międzynarodowa właśnie się dowiedziała) przekona o dobrej woli Rosji tylko najwęższych naiwniaków. À propos polskiej i brukselskiej dyplomacji.
Trójkąt Weimarski z brylującym i samozadowolonym Sikorskim poniósł porażkę. Zarówno Rosja, jak i Ukraina powiedziały: sprawdzam. A tam pustka. Brutalność postępowania Rosji wskaźnikuje desant wojsk rosyjskich na Krym, a po stronie ukraińskiej, nowy szef MSZ, minister Deszczyca oświadczył wprost, że jego rząd jest gotowy do podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. Nowe władze ukraińskie chcą w ten sposób wiedzieć na czym stoją. To normalne, bo politycy koalicji Europejski Wybór chcą mieć pewność, w jaki sposób ich władza jest traktowana przez UE, czy jest ona w oczach Zachodu legalna czy nie? Przechwałki ministra Sikorskiego o zapobieżeniu dalszemu rozlewowi krwi stają się z dnia na dzień ponurym żartem, a jego kompromitacja zostanie potwierdzona, gdy na Ukrainie padną kolejne strzały. Tym razem z rosyjskich karabinów. Gdyby Sikorski rzeczywiście coś znaczył w Unii Europejskiej, to jego wczorajsze oświadczenie, że Janukowycz nie jest już prezydentem, powinno powodować natychmiastowe zapewnienie Ukrainy przez Brukselę o powrocie do rozmów o ewentualnym podpisaniu wspomnianej umowy stowarzyszeniowej. A tu cisza.
Takie niepoważne traktowanie nowego rządu ukraińskiego oznacza, że albo Sikorski nie ma nic do powiedzenia, albo bawi się i gra proeuropejskimi demokratami z Ukrainy, działając jednocześnie na ich szkodę i osłabiając szansę na wsparcie Ukrainy przez Zachód, albo UE nie ma w aktualnej sytuacji pomysłu na rozwój wydarzeń. I przy takiej bierności ani inicjatywa Litwy przewodzącej Radzie Bezpieczeństwa ONZ, ani telefony Kerry’ego i Camerona do Putina, ani Putina do Merkel, Ukrainie nie pomogą.
Ukraińcy są zdani na siebie. Chyba już o tym nawet wiedzą. Ich wrogowi z imperialistycznymi ambicjami nikt ani Krymu, ani wschodniej Ukrainy ze szponów nie wydrze.
Dr Tomasz M. Korczyński