• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Przemienienie na górze Tabor

Sobota, 1 marca 2014 (02:09)

Matko, oto jestem!

Matko Chrystusa i moja Niepokalana Matko, jestem przy Twoim Sercu w ten szczególny dzień przez Ciebie wybrany, aby nieść pomoc światu i biednym grzesznikom. Pamiętam dobrze, iż tego dnia prosisz swoje dzieci o spowiedź św., Komunię św., Różaniec oraz piętnastominutowe rozmyślanie o tajemnicach różańcowych. Rozpoczynając zatem medytację, przypominam sobie również słowa Siostry Łucji. Zaznaczała ona, iż intencja wynagradzająca, która winna w tym czasie gościć w sercu, jest bardzo ważnym elementem nabożeństwa, o które prosisz. Dlatego też pragnę ofiarować Ci moje serce, pragnę, by w tym czasie biło ono tylko dla Ciebie, by współczuło z Twoim Niepokalanym Sercem. Kiedy uświadamiam to sobie i zaczynam odczuwać Twoją obecność, moje serce napełnia się radością. Choć trochę nieśmiało, to jednak w tę kolejną pierwszą sobotę miesiąca pragnę wyznać za Siostrą Łucją, iż nigdy nie czuję się tak szczęśliwy jak wtedy, kiedy przychodzi pierwsza sobota miesiąca.

 

Dziś prowadzisz mnie, Matko, ku górze Tabor, gdzie dokonało się coś niezwykłego, gdzie Twój Syn ukazał swoją chwałę, gdzie przemienił się wobec trzech swoich uczniów. Ewangelista Marek tak opisał to wydarzenie, umieszczając we wstępie bardzo wymowne słowa Jezusa:

„Mówił także do nich: ’Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy’.

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: ’Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza’. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: ’To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!’. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa” (Mk 9, 1-8).

 

Po wygłoszeniu słów proroctwa o rychłym przyjściu Królestwa Bożego Jezus zabiera ze sobą trzech uczniów i dopuszcza ich do tak bliskiego obcowania i poznania tajemnicy mesjańskiej. W czasie Przemienienia na górze Tabor objawia się bowiem Jezus w swej Boskiej chwale jako Syn Boży. Oto jedyny raz w czasie swego życia ziemskiego Jezus ukazuje się uczniom w „postaci Bożej”. Trzej najbardziej uprzywilejowani uczniowie Pańscy: Piotr – opoka, na której spocznie Kościół, Jan – umiłowany uczeń, Jakub – który jako pierwszy ma umrzeć za Jezusa; to ci, którzy byli świadkami wskrzeszenia córki Jaira, którzy będą też patrzeć na trwogę konania Jezusa w Ogrójcu, a teraz dane jest im widzieć majestat Chrystusa w chwili Jego Przemienienia. Ileż to Bóg czyni dla człowieka, by ten uwierzył. Jezus pragnie umocnić wiarę uczniów, którzy nie tylko niewiele zrozumieli z zapowiedzi przyszłych Jego cierpień, ale również nie dostrzegli wyraźnej Jego wielkości jako zapowiadanego Mesjasza.

 

Choć uczniowie Jezusa uczestniczyli w cudzie rozmnożenia chleba i nakarmienia kilkoma bochenkami kilku tysięcy słuchających Go na pustkowiu, to jednak chwilę później oni sami pełni są obaw, iż nie mają chleba. Dlatego też Jezus zwraca im uwagę w taki oto sposób: „’Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiały macie umysł? Macie oczy, a nie widzicie; macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie, ile zebraliście koszów pełnych ułomków, kiedy połamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy?’. Odpowiedzieli Mu: ’Dwanaście. A kiedy połamałem siedem chlebów dla czterech tysięcy, ile zebraliście koszów pełnych ułomków?’. Odpowiedzieli: ’Siedem’. I rzekł im: ’Jeszcze nie rozumiecie?’” (Mk 8, 17-21).

Niepokalana Matko, Królowo Apostołów, przepełniona troską o wieczne zbawienie wszystkich ludzi, czyż takie chwile nie napawają Twej duszy cierpieniem? A może to tylko nam dziś tak się wydaje, iż doświadczając tak opornej postawy człowieka, jego zaślepienia, można poddać się zwątpieniu? Ty, choć do końca pozostałaś wierną i pokorną Służebnicą Pańską, to jednak miecz boleści przeniknął Twe Serce. Przepraszam Cię zatem, Matko, za te wszystkie chwile w moim życiu i wszystkich Twoich dzieci, gdy wobec trudów popadamy w zwątpienie, za to, że troski tego świata zagłuszają wzrost ziarna, które zasiał Twój Syn.

 

Patrząc na Apostołów osobiście wybranych przez Chrystusa, na ich brak wiary, myślę, jak podpowiada mi serce, że doświadczasz i dziś na nowo tego samego bólu, kiedy my, choć chlubimy się być Twoimi dziećmi, doświadczając trudów, wątpimy w Twoje Orędownictwo u Bożego Tronu. Czyż na wzór Przemienienia się Jezusa świat nie doświadczył w wielu przełomowych chwilach swej historii świadectw Twej szczególnej obecności, ukazania się Twej chwały? Czy jednak dzięki temu dziś bardziej ufamy Tobie? Otóż nie, nasza postawa raczej przypomina zachowanie się uczniów na górze Tabor, jesteśmy czasem przestraszeni i zalęknieni. Matko, czy ten lęk w moim sercu nie staje się cierniem, który wbija się w Twe Serce? Czy serce matki nie cierpi, kiedy dostrzega, iż własne dziecko nie ufa jej do końca, gdy ma wątpliwości, gdy mówiąc „kocham”, tak naprawdę boi się kochać do końca? Tak niestety jest czasem w moim życiu. Przepraszam Cię za to, Matko!

 

O, Niepokalana Dziewico z Nazaretu! Ty nie potrzebowałaś żadnych cudów i znaków, by odpowiedzieć Bogu „fiat” i być wierną do końca, nawet w chwili, gdy tuliłaś do Serca martwe ciało Chrystusa. W Twoim Sercu nie było lęku, choć po ludzku sądząc, stanęłaś wobec wyzwań, które mogłyby zrodzić lęk i wątpliwości. Ty, o Niepokalana, wyśpiewujesz jednak „Magnificat”, a uczniowie, patrząc na Boską chwałę Jezusa – doświadczają lęku. Dlaczego? Może w tym ich patrzeniu na Jezusa było zbyt wiele wcześniejszych ludzkich wyobrażeń? Może byli zaskoczeni wizją, inną niż ta, której po ludzku się spodziewali? Rozumiem teraz bardziej, Matko, co znaczyły Twoje słowa w czasie zwiastowania. Choć nie rozumiałaś, jak to ma się stać, iż będziesz Matką Syna Bożego, choć po ludzku było to niepojęte, to jednak powiedziałaś „tak” Bogu, gdyż taka była Jego wola. Matko wszystkich wierzących, nasza Przewodniczko na drodze zbawienia, czy nie zadajemy Ci bólu, skoro, choć uważamy się za wierzących, to jednak myślimy bardziej po ludzku, bardziej ufamy temu, co widzimy na własne oczy?

 

W czasie Przemienienia uczniowie słyszą głos Ojca, iż Jezus jest Jego Umiłowanym Synem, że to Jego winni słuchać. Bóg Ojciec zwraca się do świadków Chrystusowego Przemienienia, by we wszystkim słuchali Jego Syna! Te słowa są dla Ciebie, Maryjo, zapewne szczególne. Przychodzisz bowiem do Fatimy z jakże podobnym wezwaniem: by ludzie, czyli każdy z nas, porzucili grzech, by nie obrażali Twojego Syna, by słuchali Jego nauki. Jesteś również posłanką samego Boga, gdyż – jak powiedziałaś – to „Bóg pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do Twego Niepokalanego Serca”. Czy jednak świat słucha tych słów, czy świat słucha Jezusa? To wszystko pozostaje tajemnicą Twego Serca. Skoro jednak nie nadszedł jeszcze czas triumfu Twego Niepokalanego Serca, mamy prawo myśleć, iż zbyt mało w nas wierności nauce Chrystusa, zbyt wiele grzechu w naszym życiu, zbyt mało wynagrodzenia za grzechy, które ranią Twe Niepokalane Serce. A to znaczy, że ciernie dalej wbijają się w Twe Serce, Matko, i wciąż zadają Ci ból. Jako Twe dziecko, Maryjo, pragnę być przy Twoim Sercu, gdyż widok cierni, które się w nie wbijają, otwiera mi oczy. Dziękuję Ci za to, o Niepokalana! Ufam, iż jeśli prawdziwe jest to, że rzeczywiście przejrzałem i zaczynam patrzeć bardziej po Bożemu, Twe Serce mniej cierpi. Pragnę, aby tak się stało! Dlatego też dziękuję Ci, Matko, za tę chwilę spędzoną przy Twoim Sercu; dziękuję za Twe zaproszenie do medytacji o treści tajemnic różańcowych. Dziękuję Ci, Matko, że zaprowadziłaś mnie dziś na górę Tabor, by pokazać mi Boską chwałę Twego Syna i przypomnieć, iż wolą Boga Ojca jest to, bym słuchał zawsze Chrystusa.

Ks. Krzysztof Czapla