Chcą pokazać, że UE zawiniła
Piątek, 28 lutego 2014 (21:39)Mamy cud. Okazało się, że Wiktor Janukowycz jest i ma się dobrze. Tak jak przewidywano, przebywa na terenie Rosjii co więcej, ciągle czuje się prezydentem Ukrainy.
Doszło do sytuacji, w której mamy na dobrą sprawę rozwarstwienie władzy na terenie Ukrainy. Bo z jednej strony mamy Janukowycza, którywciąż czuje się prezydentem, a tak naprawdę jest swoistą marionetką w ręku Rosji i to jest główny cel jego bytności na terenie Rosji. Z drugiej strony, mamy władze, które uformowały się po ucieczce i wyjeździe Janukowycza z Ukrainy.
Świat zadaje sobie pytanie: Która władza dziś na Ukrainie jest prawomocna? Z kim właściwie dzisiaj podmioty zagraniczne, Unia Europejska, Stany Zjednoczone, Rosja mają rozmawiać? I właściwie taki jest cały sens tych działań rosyjskich: pokazać społeczności międzynarodowej, że Unia Europejska poprzez swoje nieodpowiedzialne działania spowodowała, że prawomocnie wybrany demokratyczny prezydent Ukrainy nie zrezygnował, ale musiał uciekać z Ukrainy. A więc mamy kreowaną sytuację, że winna jest Unia Europejska, która miała być gwarantem prawnego, bezkrwawego załatwienia spraw.
Zarazem demokracja ukraińska dzisiaj ma tę nową jakość: powrót do agory jako społeczności ludzi świadomych na Majdanie, którzy dokonują wyboru. Pytanie: Na ile to społeczeństwo potrafi przetrzymać napięcie, potrafi nie dać się sprowokować stronie rosyjskiej, aby z tego nie powstało prawdziwe nieszczęście? Chodzi tu przede wszystkim o kwestie militarne. Nie boję się rakiet, nie boję się czołgów.
Na dzień dzisiejszy na miejscu Ukraińców bałbym się przede wszystkim tego, co stało się swego czasu na terenie byłej Jugosławii. Nie ma nic gorszego we współczesnym świecie niż rozruchy na tle religijnym, językowym czy kulturowym. Jeżeli rozruchy są spowodowane działaniami wojennymi, to wiadomo przynajmniej, kto strzela i do kogo.Tymczasem w wyniku działań na tle religijnym, językowym czy działań wrogich narodowo i kulturowo dochodzi niestety do zbrodni między sąsiadami, a nawet w kręgu jednej rodziny. Jest to naprawdę niebezpieczna sytuacja, gdyż dzisiaj całe epicentrum działań znajduje się na terenie Krymu.
Pamiętajmy, że Krym zamieszkują wyznawcy prawosławia, ale jednocześnie Tatarzy krymscy, czyli wyznawcy islamu. Pojawia się pytanie. Można straszyć rakietami i czołgami w stronę Rosji, ale nie chce mi się wierzyć, że społeczność islamu zamieszkująca tereny Krymu nie zechce też w jakiś sposób zaistnieć działaniami w obronie swoich rodaków i wyznania. I to jest właśnie potencjalne zarzewie konfliktu. Militarne działania są teatrem, który ma na celu pokazanie, że „my możemy, my jesteśmy, my działamy”.Tak naprawdę ten słynny alarm bojowy, który odbył się dwa dni temu, to nie jest żadne wydarzenie, którym należy się przejmować, bo takie alarmy odbywają się regularnie w przypadku Rosji.Z tą różnicą, że akurat ten ostatni alarm został szybko nagłośniony, ponieważ zbiegł się z wydarzeniami na Ukrainie. Wszystko zostało sprytnie wykorzystane przez stronę rosyjską. Nie wolno teraz dać się sprowokować, nie wolno dać się ponieść emocjom.
Co do przyszłości Krymu, można być pewnym jednego: Rosjanie będą chcieli pokazać, że skoro Unia Europejska ma taką swoją demokrację, że robi przewrót w biały dzień w środku Europy, wypędzając prezydenta, to oni pokażą prawdziwą demokrację, a więc referendum. Bez wątpienia referendum będzie najważniejszą rzeczą na terenie Krymu i do tego dzisiaj przygotowują się Rosjanie. Wydawane są paszporty obywatelom rosyjskim, ściągani są ludzie – znamy to z historii. Wszystko po to, by wyniki referendum były przechylone na szalę rosyjską i żeby udokumentować, że ludzie mają prawo dokonać wyboru. Tak jak dokonali wyboru na Majdanie, tak samo dzisiaj na Krymie mieszkańcy mają prawo wyboru, bo to jest prawo demokracji.
Andrzej Maciejewski - politolog, ekspert Instytutu Sobieskiego
Andrzej Maciejewski