Nie pozwolą zabić swoich dzieci
Czwartek, 27 lutego 2014 (18:41)Australijska para Renee Young i Simon Howie z Tregear oczekują narodzin bliźniąt syjamskich. Jest to niezwykle rzadki przypadek – do tej pory jedynie 35 razy stwierdzono podobne. Żadna z par bliźniąt dziś już nie żyje. Pomimo sugestii lekarzy rodzice są zdeterminowani i chcą, aby ich dzieci przyszły na świat.
Małżonkowie w rozmowie z australijskim serwisem informacyjnym A Current Affair, wyjaśnili, że podczas rutynowego badania USG w 15. tygodniu operator USG zauważył coś nietypowego i odesłał Renee do jej lekarza. Dopiero ten oznajmił im, że ich nienarodzone dzieci są ze sobą zrośnięte – są bliźniętami syjamskimi. Renee opisała to doświadczenie jako „trudne” i „ciężkie do zaakceptowania”.
Małżonkowie byli wstrząśnięci i nie do końca pewni, jak mają się odnieść do tej wiadomości. Kiedy zaczęli o tym mówić, oboje zgodzili się kontynuować ciążę. Jak powiedziała Renee, „wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, tak więc to, co się dzieje... dzieje się”.
Po kilku kolejnych testach w Szpitalu Bankstown w Sydney diagnoza została potwierdzona.
To, że ciąża Renee była w zaawansowanym stadium, było również czynnikiem oficjalnie wpływającym na jej kontynuację. Kobieta zastrzegła jednak, że nawet gdyby był to zaledwie dziesiąty tydzień, nie zgodziłaby się na aborcję. Zamierzała urodzić dzieci, zaznaczając, że termin nie miał dla niej znaczenia.
Rodzice traktowali swój przypadek tak jak oczekiwanie na dziecko z autyzmem lub z zespołem Downa – uśmiercenie zdrowego, dobrze rozwijającego się dziecka w łonie matki nie ma sensu.
Lekarze ciągle przekonywali ich, aby zgodzili się na aborcję, bo dzieci będą odbierane przez społeczeństwo jak „dziwolągi”. Przywoływali też argumenty, że będą miały problemy z nauką, z dorastaniem oraz z posiadaniem przyjaciół.
Renee cierpi z powodu wyniszczającego reumatoidalnego zapalenia stawów. Rodzina żyje w mieszkaniu socjalnym z siedmiorgiem dzieci. Utrzymuje się głównie z zasiłków, jakie otrzymuje od państwa. Simon i Renee nie obawiają się jednak tego. Wspierają ich nastoletnie córki – Jess (najstarsza), Patsyanne i Angel uważają, że choć będzie to dla nich duże wyzwanie, dzieciom trzeba dać szansę. – To przecież dzieci, ludzie, bez względu na to, jak będą upośledzone – mówi Patsyanne, a Angel dodaje: – To moje rodzeństwo.
Jak czytamy na portalu LSN, Simon i Renee są świadomi ogromu pracy, jaką będą musieli wykonać w najbliższym czasie. Zdają sobie sprawę również z tego, że część społeczeństwa będzie ich wyśmiewać. Simon wiele czasu spędził przed komputerem, szukając informacji, jak przygotować się na nowe doświadczenie. Renee podkreśla, że ma świadomość, że dzieci mogą mieć różne problemy i mogą nie przeżyć. Jak wyznaje, chce je zobaczyć i spędzić z nimi choć trochę czasu – tyle, ile da im Bóg.
Małgorzata Pabis