Protasiewicz to kolejny polski polityk, którego „biją Niemcy”?
Czwartek, 27 lutego 2014 (13:38)Jak podaje niemiecki tabloid „Bild.de”, pijany europoseł Jacek Protasiewicz (polityk PO związany z aferą taśmową na Dolnym Śląsku) miał obrażać Niemców na lotnisku we Frankfurcie nad Menem. Sam oskarżony zaprzecza. Przyznał wprawdzie, że „wypił trochę wina”, ale to Niemcy byli agresywni.
Myślę, że treści i opis zajścia dokonany przez tabloid wykazuje kilka charakterystycznych znamion. Szerzy przede wszystkim polskie resentymenty (Polak-pijak, Polak-złodziej, Polak-awanturnik, Polak-pyszałek, Polak-barbarzyńca), i – przyznam – dość mocno uderza w Protasiewicza, mówiąc wprost – kompromituje go. Ta sprawa powinna zostać wyjaśniona, bo jeżeli nawet tylko część z tych „konfabulacji” tabloidu miała miejsce, to Protasiewicz powinien zostać przykładnie ukarany.
Przywołam artykuł (całość tutaj) Maksa Schneidera z „Bild.de” pt. „Skandal nazistowski wiceprzewodniczącego PE”.
„Lotnisko – Nazistowski skandal jednego z ważniejszych polityków Europy, wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego.
Jacek Protasiewicz (lat 46) odurzony alkoholem stracił głowę. Obserwowany przez dziesiątki pasażerów wdał się w kłótnię z celnikami i wrzeszczał »Heil Hitler«.
20:15: Protasiewicz ląduje na lotnisku Ren-Men. Pasażerowie zauważają, że wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego bełkocze i się chwieje. Do skandalu dochodzi na Terminalu 1, w przechowalni bagażu.
Polak (od roku 2012 wiceprzewodniczący PE i chrześcijański demokrata) kradnie (entwenden) wózek mężczyźnie i kieruje się do wyjścia. Tumult zwrócił uwagę jednego z urzędników, zatrzymuje Protasiewicza i prosi go o dokument tożsamości. Niewiarygodne, co potem następuje. Polityk wpada w szał (ausflippen), lży urzędnika, nazywając go »Hitlerem«, »nazistą«, awanturuje się, pyta: »Byliście kiedyś w Auschwitz?«.
Jeden ze świadków powiedział, że »człowiek ten wydawał się bardzo pijany. Krzyczał po angielsku, że on przybywa z UE«.
Zostaje zawiadomiona policja. Protasiewicz ma się stawić na komisariacie. Nie chce tego uczynić. Rzuca swój bagaż na stanowisko odprawy.
Naoczny świadek powiedział, że »policja nie wahała się długo. Zakuła go w kajdanki i zabrała«.
W związku z jego statusem (immunitet) politykowi nie grozi (chyba) żadna kara. Nie jest także jasne, czy szef celników, Albrecht Vieth jako najwyższy stanowiskiem będzie miał odwagę złożyć oskarżenie przeciwko dyplomacie”. Tyle „Bild”.
Powtórzę, sprawę należy koniecznie zbadać. Jeżeli „Bild” z premedytacją szerzy antypolskie uprzedzenia, a tego nie wykluczam, bo nie pierwszy raz bazuje na klasycznych negatywnych stereotypach („pijany jak Polak”, „wróg Niemców”, „złodziej”), trzeba szukać sprawiedliwości w sądzie. Lecz jeśli pisze prawdę, to kara dla Protasiewicza powinna być dotkliwa i surowa. Wówczas jest to kompletna kompromitacja i katastrofa.
Co jednak wiemy od samego Protasiewicza?
W rozmowie z „GW” Jacek Protasiewicz zaprzecza wszystkiemu. Według niego, to celnik był „młodym, ogolonym blondynem”, syknął „Raus” i „odepchnął mnie”.
Załóżmy, że celnicy rzeczywiście byli agresywni, ale czy to ma być wystarczający powód, by od razu ubliżać i wyzywać ich od nazistów, czy nawiązywać do Auschwitz?
Ponadto posługiwanie się terminami „nadludzie” ma jednoznaczne konotacje i jest karygodne i niesprawiedliwe.
Oto jak wyglądają kanony zachowania się elit Platformy Obywatelskiej. A jeszcze niedawno, w czerwcu 2013 roku, przypomnę, ubierał się w proniemiecki kostium. W rozmowie z „Super Expressem” o antypolskim filmie niemieckim pt. „Nasze matki, nasi ojcowie” wyemitowanym w ZDF powiedział: „sprzeciwiam się argumentom, że ten film nie powinien być u nas pokazywany, gdyż jest antypolski. Ten film po prostu nie jest antypolski, gdyż nie został stworzony po to, żeby dopiec Polakom i przedstawić nas w krzywym zwierciadle. Są w nim sceny, które z naszej perspektywy są kontrowersyjne. I właśnie dlatego warto je zobaczyć, by wiedzieć, w jaki sposób Niemcy widzą dziś historię. Musimy się mierzyć także z krzywdzącymi stereotypami o Polakach”.
Sadzę, że „Bild” zmierzył go w tym aspekcie wystarczająco.
Wściekłość Tuska – PO-lityka a afera lotniskowa
Skandal skandalem, jednak ten incydent może mieć również inne (negatywne) skutki. Uderza on mocno w Platformę Obywatelską, i to w bardzo newralgicznym momencie. Tusk gra europejskiego dyplomatę z proniemieckim zacięciem. Kompromitujące okrzyki wzburzonego złym potraktowaniem przez celników Protasiewicza (do których się w końcu przyznał) demaskują propagandę PO i mogą zaszkodzić Tuskowi w oczach Angeli Merkel.
Ego Tuska jest w kropce. Z jednej strony, aby nie narażać swojego interesu politycznego (stanowisko komisarza Komisji UE za zasługi niemieckie), musiał zareagować, przykładnie ukarać Protasiewicza i zdecydowanie odciąć się od jego antyniemieckich ekscesów. Z drugiej strony odsunięcie Protasiewicza osłabi bezpośrednio PO przed wyborami, bo wiceprzewodniczący (który wystarczająco się ośmieszył okrzykami „Heil Hitler” i „Hände hoch”), jeśli zostanie wyeliminowany lub wyciszony, nie weźmie udziału w ratowaniu Platformy od całkowitej porażki w wyborach, które mogą rozpocząć oficjalnie tonięcie „zielonej wyspy” Tuska. Zobaczymy, co w Tusku zwycięży. Egoistyczne ambicje czy lojalność wobec partii i swoich totumfackich. Na razie uznał zachowanie Protasiewicza za „niestosowne i nie do zaakceptowania”, a decyzję podejmie po uzyskaniu dalszych informacji.
Dr Tomasz M. Korczyński