Ukraińskie „nikt nic nie wie”
Środa, 26 lutego 2014 (02:07)ANALIZA
Nikt nie wie, jak będą wyglądały granice Ukrainy za miesiąc. Polityka rządu Donalda Tuska nie nadąża za błyskawicznymi zwrotami sytuacji.
Każdy dzień przynosi na Ukrainie wielkie zmiany. Sytuacja jest dynamiczna, także dla polskiej dyplomacji. Kreml konsekwentnie rozgrywa mecz mający na względzie interesy Rosji, tymczasem polski rząd przespał trzy ostatnie miesiące, zdając się na polityków europejskich, przede wszystkim kanclerz Angelę Merkel.
– Jeszcze kilkanaście dni temu Donald Tusk był na urlopie. Nie słyszałem, by w Warszawie działał jakiś sztab kryzysowy, więc to najlepiej pokazuje, jaki jest stosunek tego rządu do zachodzących wydarzeń – podsumowuje Krzysztof Szczerski (PiS), były wiceminister spraw zagranicznych, członek sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.
Tymczasem za wschodnią granicą narasta zagrożenie separatyzmem. Wczoraj mówił o tym z trybuny ukraińskiego parlamentu pełniący obowiązki prezydent Ołeksandr Turczynow. W podobnym tonie wypowiedziała się szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton, która podkreśliła, że UE jest zainteresowana integralnością terytorialną Ukrainy.
Czy istnieje realne zagrożenie rozpadem Ukrainy? I jak powinna w tej sytuacji zachowywać się Polska? Kilka dni temu na internetowym portalu społecznościowym głos zabrał Witold Jurasz, były pracownik MON i MSZ, który w latach 2005-2009 sprawował funkcję pierwszego sekretarza Ambasady RP w Moskwie, następnie w latach 2010-2012 był chargé d’affaires Ambasady RP w Mińsku. W jego ocenie, rozpad Ukrainy byłby dla Polski poważnym zagrożeniem. Inny byłby bowiem wymiar i znaczenie nacjonalizmu ukraińskiego w okrojonej zachodniej Ukrainie niż w Ukrainie jako całości – tłumaczy.
Nie ma wątpliwości, że wokół Polski zmieniłby się układ sił. Powstanie państwa zachodnioukraińskiego, tradycyjnie zorientowanego na Niemcy, zmieniłoby rolę Polski w niemieckiej optyce patrzenia na wschód. Poza tym, jak pisał: „scenariusz, wedle którego doszłoby do podziału Ukrainy, stanowiłby zaś groźny precedens i byłby zagrożeniem chociażby dla państw bałtyckich, szczególnie dla Łotwy i Estonii, w których mniejszość rosyjska w niektórych graniczących z Rosją miastach wręcz dominuje” – pisał polski dyplomata.
Władimir Putin i Siergiej Ławrow nie zasypiają gruszek w popiele. Po ewidentnym odcięciu się od ekipy Janukowycza Rosja realizuje scenariusz, który był już wcześniej przygotowany.
Gra Kremla
– Rosja jest bardzo zaniepokojona decyzjami podejmowanymi przez Radę Najwyższą Ukrainy (…) kraje zachodnie nie powinny ingerować w sprawy wewnętrzne Ukrainy – przekonywał wczoraj szef kremlowskiej dyplomacji. Na wschodzie Ukrainy pojawiają się sygnały o buncie.
Szczerski nie ma wątpliwości, że Rosjanie nie powiedzieli w tej sprawie ostatniego słowa.
– Gra idzie na podziały wewnętrzne, czy to międzypartyjne, personalne czy terytorialne. Ten porządek, który w Kijowie się wyłania, może się jeszcze kilka razy posypać. Dzisiaj nikt nie może powiedzieć, jak będzie wyglądała Ukraina za miesiąc – uważa Krzysztof Szczerski.
Dlatego, w jego ocenie, z polskiej strony i ze szczebla szefów państw UE musi wyjść poważny sygnał o gwarancjach terytorialnych i integralności Ukrainy. Przypomina, że gwarancje ukraińskiej terytorialności znajdują się w podpisanym w 1993 r. Układzie START, a więc dokumencie określającym denuklearyzację Ukrainy i przekazanie posiadanego przez nią arsenału Rosji. Kijów podpisał go właśnie w zamian za gwarancje bezpieczeństwa. – Takie gwarancje dzisiaj muszą zostać Ukrainie udzielone – dodaje poseł PiS. Jednym z najtrudniejszych elementów całej ukraińskiej układanki jest jej sytuacja gospodarcza. Nie ma dzisiaj wątpliwości, że konflikt z Rosją skaże Ukrainę na podwyżki cen gazu. I to w najbliższych miesiącach, ponieważ dołączenie do Eurazjatyckiej Unii Celnej w zamian za kolejne 15 mld USD rosyjskiej pomocy i obniżenie cen gazu o 1/3 zostało obwarowane warunkami politycznymi, których Janukowycz już nie spełni. Chodziło o ostateczne rozprawienie się z opozycją i „putinizację” lub „łukaszenkizację” systemu politycznego. Z dnia na dzień jednak prezydent państwa został pozostawiony samemu sobie, a działania Majdanu i jego nacjonalistycznego Prawego Sektora okazały się wielkim zwycięstwem okupionym ofiarami śmiertelnymi.
Witold Jurasz podkreśla, że Kreml nigdy nie realizuje jednej linii politycznej, bo siłą Moskwy jest umiejętność częstych zmian taktyki.
– Działania Rosji to równoczesna gra na wielu instrumentach, co tworzy swoisty szum – zazwyczaj dopiero na samym końcu Moskwa wybiera dominującą metodę działania – podkreśla. Jak dodaje, dla Kremla liczy się zawsze wyłącznie cel, „bo przecież na Kremlu rządzą ludzie ze służb specjalnych, czyli organów zawsze nastawionych na wynik. Modus operandi był i jest sprawą wtórną”.
I ma rację. Putin zostawił sobie mechanizm kontroli nad ukraińską gospodarką w postaci ceny gazu, która będzie rewidowana co kwartał. Według analizy Jana Filipa Staniłki, Rosjanie w najbliższych dniach mogą Ukrainie zaproponować np. trwałe obniżenie cen gazu oraz wykup kolejnych transzy ukraińskich obligacji pod warunkiem wprowadzenia ustroju federalnego, czyli regionalizacji państwa. W jego ocenie, towarzyszyć temu będzie embargo handlowe i eskalacja separatystycznych działań na Krymie, w Chersoniu i Doniecku, wzięcie w opiekę rosyjskiej mniejszości na wschodzie.
Brakujące miliardy
W ostatnich latach swoją pomoc przekazywał też Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ale 15 mld USD pomocy właśnie się skończyło. Tymczasem międzynarodowe instytucje finansowe żądają od ukraińskich władz tzw. reform gospodarczych, których – to pewne – nie przetrzyma żadna ekipa rządząca, mając w pamięci to, co działo się na Majdanie. Chodzi m.in. o likwidację wysokich dopłat do energii, zmniejszenie indeksacji pensji i emerytur i wprowadzenie przejrzystego systemu gospodarczego.
Zdaniem Szczerskiego, polityka polska musi w tej kwestii stosować rozwiązania niestandardowe i odrzucić schematyczne rozwiązania, jakie często kraje bogate i stabilne podejmują wobec państw objętych kryzysem i konfliktem, typu sankcje, które były rozwiązaniem na „wczoraj, a nie na dziś” – ocenia. Chodzi o pomoc rozwojową i zbudowanie takiego nacisku politycznego, który obwaruje taką pomoc konkretnymi zasadami, by taka pomoc nie została zmarnowana. – Ewentualna umowa stowarzyszeniowa z UE musi mieć kilka celów, te dalekosiężne i te bardzo doraźne, jak ruch bezwizowy i wolny handel, i być wdrażana w sposób maksymalnie preferencyjny dla wschodniego partnera – kwituje Krzysztof Szczerski.
Maciej Walaszczyk