• Czwartek, 16 kwietnia 2026

    imieniny: Bernadetty, Julii, Kseni

Teczki osobowe są w Rosji

Poniedziałek, 24 lutego 2014 (20:38)

Z dr. Witoldem Wasilewskim z Biura Udostępnienia i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej rozmawia Piotr Czartoryski- Sziler

 

IPN występował ostatnio z wnioskiem o kwerendę katyńską w brytyjskich i amerykańskich archiwach?

– W archiwach brytyjskich i amerykańskich można i należy prowadzić kwerendy. W ramach śledztwa prowadzonego przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu zwracano się o takie kwerendy, o szczegóły najlepiej pytać prokuratorów IPN, którzy to śledztwo nadzorują. Amerykanie w 2011 r. ujawnili ogromny zasób dokumentów, które nie do końca zostały przebadane – to jednak już kwestia wysiłku polskich instytucji i historyków, a nie zwracania się o kwerendę. Nie należy przy tym oczekiwać, że kwerendy w tamtych archiwach przyniosą wielkie sensacje. To, że amerykański oficer ppłk John H.Van Vliet przekazywał informacje o Katyniu, było już znane, choć każdy dodatkowy dokument jest zawsze cenny. Od kwietnia 1943 r. było wiele raportów, np. Henry’ego Szymańskiego.

Jakie dokumenty byłyby interesujące?

– Sensacją byłyby dokumenty sprzed 1943 r., które przekazał wywiad, mówiące o sprawstwie sowieckim. Wszystko jednak wskazuje na to, że takich informacji nikt nie miał. Były raporty, choćby wspomnianego Henry’ego Szymańskiego,  w których poruszona była niewyjaśniona sprawa polskich oficerów. Ale informacji, że ktoś wówczas zdobył dokumenty operacyjne NKWD czy z kręgu Biura Politycznego, nie ma. Po kwietniu 1943 r. nie chodziło już o wiedzę o zbrodni, bo takowa była, a prosta analiza wskazywała na to, że to, co podali Niemcy, jest prawdą. Zachodowi brakowało po prostu woli politycznej.

Materiały, które faktycznie wniosłyby do sprawy coś nowego, czekają więc na udostępnienie w archiwach rosyjskich?

– Tak, tu ich trzeba szukać. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że były teczki osobowe ofiar zbrodni, o których pisał w 1959 roku do Chruszczowa Aleksander Szelepin, szef KGB. Szelepin wymienił liczbę 21 857 teczek i proponował, by je zniszczyć. Nie wiemy, czy tę propozycję zrealizowano. My tych teczek nie mamy, ale nie znamy też protokołu ich zniszczenia. Gdybyśmy je dostali, stanowiłyby dla nas źródło olbrzymiej wiedzy.  Pamiętajmy, że jeżeli chodzi na przykład o listę ukraińską, to tak naprawdę tylko Bykownia potwierdzona jest ekshumacjami. Nie ma dokumentów, że w danym konkretnym więzieniu wewnętrznym NKWD zastrzelono taką a taką liczbę osób z list ukraińskiej i białoruskiej, a ich ciała ukryto w takim a takim miejscu. Z listy białoruskiej nawet imiennie nie znamy tych ofiar. Luk wciąż jest bardzo dużo. 

Nie zanosi się jednak na to, by władze Rosji odtajniły te akta.

– Żebyśmy je mogli badać, muszą się na to zdecydować władze rosyjskie. Jeśli kiedyś to zrobią, to zrobią to prawdopodobnie z wielkim hukiem na konferencji prasowej. W archiwach sowieckich, a dziś rosyjskich, w tym MWD-FSB, były i są kluczowe, w tym prawdopodobnie nadal nieznane,  dokumenty dotyczące samej zbrodni. 

70 lat temu sowiecka komisja Nikołaja Burdenki ogłosiła, że Polaków w Katyniu zamordowali Niemcy. To kłamstwo nazywane „największym kłamstwem Europy XX wieku” i „kłamstwem założycielskim Polski Ludowej” trwa?

– Kłamstwo jako takie, w tej twardej wersji o winie niemieckiej za zbrodnie, narodziło się bezpośrednio po 13 kwietnia 1943 r., kiedy Niemcy ujawnili prawdę o zbrodni katyńskiej. Komisja Burdenki w istocie tylko je podbudowała, stanowiąc rolę tuby propagandowej. Burdenko opierał się na wersji bardzo szczegółowo ustalonej jeszcze przed końcem 1943 r. przez komisję NKWD/NKGB kierowaną przez Wsiewołoda Mierkułowa i Siergieja Krugłowa. Można powiedzieć, że Związek Sowiecki formalnie wycofał się z tej wersji w kwietniu 1990 r., kiedy to w komunikacie agencji TASS wskazano na odpowiedzialność Stalina i NKWD za zbrodnię w Katyniu, chociaż cały czas czyniono to do pewnego stopnia warunkowo. Dopiero Borys Jelcyn podkreślał wyraźnie, że winę za zbrodnię ponosi kierownictwo Związku Sowieckiego. W 1992 r. Jelcyn przekazał dokumenty z teczki specjalnej, jednoznacznie potwierdzające odpowiedzialność Biura Politycznego WKP(b) za podjęcie decyzji w sprawie rozstrzelania polskich oficerów i wykonanie egzekucji przez NKWD. Jednak nawet w epoce Jelcyna wiele środowisk w Rosji podtrzymywało kłamstwo o rzekomej winie Niemców za zbrodnię w Katyniu.

Rosyjskie media mają do dziś trudności z oceną własnej historii. Co jakiś czas negują odpowiedzialność Stalina i NKWD za mord katyński.

– To prawda. W okresie Rosji Putina ten przekaz, nawet na płaszczyźnie oficjalnej, nie jest już taki spójny, jak za Jelcyna. Wiemy, że w Dumie Państwowej pojawiają się osoby, nawet całe partie, jak komuniści, które głoszą, by za oficjalne  stanowisko przyjmować wersję komisji Burdenki, czyli kłamstwo sowieckie w najcięższej wersji. Dopuszczanie w sferze publicznej obecności tego piramidalnego kłamstwa wskazuje, że z różnych kręgów władz rosyjskich jest na to przyzwolenie. Kłamstwo katyńskie jest także bardzo silnie obecne w sferze przekazu pseudohistorycznego. Polega ono na tym, że wychodzą książki, które wprost propagują tę kłamliwą wersję. Do takich szczególnie spektakularnych przykładów należy zaliczyć książki aktywnego i w latach 90. XX w. i w XXI stuleciu Jurija Muchina, m.in. „Katyński kryminał” czy „Antyrosyjska nikczemność”. Ten pseudohistoryk twierdzi, że zbrodni na polskich oficerach dokonali Niemcy, a wszystko, co później się zdarzyło, włącznie z rzekomym sfałszowaniem dokumentów katyńskich w momencie rozpadu ZSSR, było jedną wielką prowokacją i mistyfikacją przeciwko Związkowi Sowieckiemu i Rosji.

Rosja, broniąc się niedawno przed zarzutami polskich obywateli przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, stwierdziła jednak, że zamordowani w Katyniu oficerowie „zaginęli”.

– Z odpowiedzi władz rosyjskich wynika, że właściwie nie wiadomo, co się wydarzyło z polskimi oficerami i kto dokonał na nich zbrodni. Natomiast nie jest to kolportowanie wprost wersji komisji Burdenki. Ze strony władz wychodzą więc w istocie sprzeczne komunikaty. Tworzy to przestrzeń do szerzenia się takich książek, jak te Muchina, czy emitowania w telewizji partii komunistycznej programu, w którym pseudohistorycy powtarzają kłamstwo, że zbrodni katyńskiej dokonali Niemcy. Później taki przekaz krąży dalej, np. w  internecie.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler