• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Rząd nie pomoże frankowiczom

Poniedziałek, 24 lutego 2014 (02:09)

Wzięli 400 tys. zł kredytu denominowanego we frankach szwajcarskich, dzisiaj mają do spłacenia 700 tysięcy. Frankowicze wpadli w pułapkę zastawioną przez banki. Minister finansów udaje, że nie ma problemu.

– Nie ma potrzeby nadzwyczajnych działań na rzecz pomocy frankowiczom – przekonywali zgodnie na posiedzeniu Senatu przedstawiciele Ministerstwa Finansów i Komisji Nadzoru Finansowego. Podkreślali, że klienci zaciągający kredyty mieszkaniowe w obcych walutach powinni sobie zdawać sprawę z ryzyka walutowego. Debata w Senacie poświęcona była skutkom udzielania przez banki kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich oraz ocenie prawidłowości nadzoru KNF nad udzielaniem takich kredytów i ich spłatą. Prawo i Sprawiedliwość od miesięcy bije na alarm, że frankowicze nigdy nie spłacą kredytów, ponieważ kwoty zaciągniętego długu wzrosły w trakcie spłat o kilkadziesiąt procent na skutek zmian kursowych. Senatorowie chcieli dowiedzieć się, dlaczego KNF dopuściła do tej sytuacji i dlaczego polski nadzór nie szuka rozwiązania problemu, gdy nadzory w Hiszpanii, Chorwacji i na Węgrzech podjęły działania ratunkowe.

– W świetle prawa cywilnego to nie są kredyty hipoteczne, bo kredyty hipoteczne powinny być zabezpieczone na mieszkaniu, na które wzięto kredyt, a nie na całym majątku dłużnika i poręczycieli – twierdzi senator Henryk Cioch (PiS). – To nie są także kredyty we frankach szwajcarskich, bo nikt franków na oczy nie widział – ani kredytobiorca, ani deweloper. Wszyscy dostawali złotówki – zwraca uwagę Cioch w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. – Te kredyty to w rzeczywistości toksyczny instrument finansowy wysokiego ryzyka, podobny do opcji walutowych. Na przykład kredyt 200 tys. franków po 2 zł za franka po przeliczeniu na złote wynosił 400 tys. złotych. Ale już przy spłacie po kursie 3,50 zł za franka kwota kredytu wzrosła do 700 tys. złotych. I na tym to polega – tłumaczy senator. Według niego, rodzi się pytanie, czy tego rodzaju umowy są ważne, czy zostały zawarte przez banki w dobrej wierze i czy nie są formą wyzysku.

Kogo cieszą raty?

– Lepiej teraz pomóc tym, którzy mają problemy, niż później pompować setki miliardów w ratowanie zagranicznych banków – twierdzi senator Cioch.

– Jakość tego portfela kredytowego jest dobra. Tylko 2,9 proc. kredytów walutowych jest zagrożonych, tyle samo co kredytów złotówkowych – poinformował podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Wojciech Kowalczyk. Według niego, 59 proc. frankowiczów jest zadowolonych z wielkości rat, które – pomimo dewaluacji złotego – są nadal nieco niższe niż przy kredytach złotówkowych.

– Dobrą sytuację polskich frankowiczów zawdzięczamy temu, że w Polsce kredyty mieszkaniowe udzielane były na zmienną stopę procentową. Wzrost kursu franka został zrekompensowany kredytobiorcom przez spadek stóp procentowych, tj. spadek stopy LIBOR dla franka. Łączny koszt odsetek jest kilkanaście procent niższy niż w złotówkach – ocenił Kowalczyk. Według niego, należy interweniować tylko w indywidualnych przypadkach nadużyć ze strony banków.

– Nie ma konieczności radykalnych działań na rzecz frankowiczów – podkreślił przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak. Zapewniał, że KNF zrobiła to, co do niej należy, w zakresie nadzoru nad sektorem finansowym, m.in. nakazała brać od klientów pisemne oświadczenia, że wiedzą o ryzyku (2006 r.), przedstawiać im symulacje zmian kursowych (2008 r.). Ponadto Sejm poprzez zmiany w prawie bankowym doprowadził do zredukowania spreadów, dzięki czemu mogą spłacać raty taniej.

– Pomaganie frankowiczom byłoby wyrazem nierównego traktowania kredytobiorców i przerzucaniem ciężaru spłat na posiadaczy kredytów złotówkowych – przekonywał Jakubiak. – Klienci mieli świadomość ryzyka, choć może nie spodziewali się aż takiej skali deprecjacji złotego – przyznał.

Według danych KNF, na ogólną kwotę 336 mld zł udzielonych kredytów mieszkaniowych – kredyty walutowe stanowią 168,8 mld zł (z czego 135 mld zł – we frankach szwajcarskich).

Na koniec 2013 r. kredyty mieszkaniowe w walutach obcych stanowiły 24 procent wszystkich kredytów gospodarstw domowych i 40 proc. portfela kredytowego banków. Ponad 80 proc. kredytów walutowych stanowią kredyty we frankach szwajcarskich.

– To dużo – przyznał wiceminister Kowalczyk – ale udział procentowy kredytów walutowych stopniowo spada.

Boom na kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich przypadł na lata 2005-2008, kiedy to udzielono ich dwa razy więcej niż kredytów złotówkowych. Było to spowodowane, według wiceministra Kowalczyka, aprecjacją złotego i jego korzystnym kursem do franka, niską stopą LIBOR w porównaniu z krajowym WIBOR, a zatem – korzystniejszym oprocentowaniem walutowych kredytów oraz hossą na rynku nieruchomości z cechami rosnącej bańki spekulacyjnej.

Małgorzata Goss