• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Rolnicy i masarnie potrzebują pomocy

Sobota, 22 lutego 2014 (19:18)

Z powodu afrykańskiego pomoru świń (ASF) polska  branża mięsna już notuje duże straty. Rolnicy i przetwórnie są przekonani, że sytuację mogłoby uratować uruchomienie doraźnego unijnego wsparcia. Rząd jednak nie chciał na temat pomoru rozmawiać z posłami.

 

O wysłanie do Komisji Europejskiej wniosku o dopłaty eksportowe zaapelowała do rządu Unia Pracodawców i Producentów Przemysłu Mięsnego. Miałoby to pomóc w upłynnieniu dużych nadwyżek mięsa z rynku unijnego. Co prawda wytwórcy na razie niewiele by na tym bezpośrednio skorzystali, gdyż z powodu wykrycia padłych na ASF dzików na Podlasiu główny lekarz weterynarii Janusz Związek i tak wydał decyzję o wstrzymaniu eksportu wieprzowiny do krajów pozaunijnych, ale taki krok mógłby spowodować powstrzymanie spadku cen mięsa w UE, także w Polsce.

Minister rolnictwa Stanisław Kalemba obiecał, że będzie się starał o to, aby KE wypłacała rekompensaty dla poszkodowanych przetwórców i rolników. Innym instrumentem miałyby być dopłaty do prywatnego przechowywania mięsa, tak aby zdjąć z rynku nadwyżki wieprzowiny. Z kolei Unia Pracodawców i Producentów Przemysłu Mięsnego proponuje  uruchomienie od 1 marca dopłat interwencyjnych do tuczników – rolnicy dostawaliby po 100 zł za każdą sprzedawaną sztukę. Takie rozwiązanie miałoby obowiązywać przez pół roku, bo wszyscy liczą, że do tego czasu sytuacja na rynku wieprzowiny wróci do normy.

Tymczasem kolejne województwa wprowadzają obostrzenia w handlu i transporcie świń. Takie decyzje ogłosili wojewodowie lubelski i mazowiecki. Dotyczy to zwłaszcza terenów położonych nad granicą z Białorusią lub w pobliżu. Wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski zakazał m.in. „prowadzenia targów, wystaw, pokazów trzody chlewnej, urządzania polowań oraz odłowów bez zgody powiatowego lekarza weterynarii”. Ogłoszono też, że  świnie transportowane do rzeźni muszą mieć obowiązkowe świadectwa zdrowia, a każdy przypadek padnięcia świni należy zgłosić natychmiast do powiatowego lekarza weterynarii. Wyznaczono też miejsca, gdzie będzie prowadzona kontrola samochodów przewożących trzodę chlewną.

Tymczasem posłowie nie doczekali się informacji rządu na temat zagrożeń związanych z pomorem świń i decyzji władz, które miałyby im przeciwdziałać. O przedstawienie takiej informacji wnioskowali posłowie opozycji. Romuald Ajchler (SLD) wnosił o zwołanie konwentu seniorów, który byłby władny rozszerzyć porządek obrad Sejmu o ten punkt. Jego wniosek poparł Krzysztof Jurgiel (PiS). – Działania rządu były niewystarczające, nie podjęto kroków, które by uchroniły rolników przed stratami – argumentował Jurgiel. Ale marszałek Sejmu Ewa Kopacz (PO) wnioski odrzuciła. Stwierdziła, że wnioski formalne mogą dotyczyć tylko porządku obrad, a ponieważ dyskusja na temat ASF nie była przewidziana, to uznała, że rząd nie musi się z niczego tłumaczyć.

Przy okazji John Godson (poseł niezależny) pouczył swoich kolegów parlamentarzystów, aby nie używali nazwy „afrykański pomór świń”, bo to jest dyskryminacja wobec Afryki. Jego zdaniem, powinno się mówić o „tropikalnym pomorze świń”. Posłowie byli nieco zdziwieni tymi uwagami, bo nawet w języku angielskim tę śmiertelną dla dzików i świń chorobę nazywa się African swine fever – czyli w skrócie ASF. A to dlatego, że jej pierwsze ogniska stwierdzono w 1910 roku w Kenii,  skąd rozprzestrzeniła się na inne kraje afrykańskie oraz do Europy.

 

Krzysztof Losz