Kontuzja pokonała Kowalczyk
Sobota, 22 lutego 2014 (15:52)Z powodu kontuzji stopy Justyna Kowalczyk wycofała się na trasie olimpijskiego biegu na 30 km techniką dowolną w Soczi. Polka nie chciała zadeklarować, co dalej z jej karierą. Zapewniła jednak, że na emeryturę nie wybiera się trener Aleksander Wierietielny.
– Zaraz po starcie zahaczyłam się z kimś nogą. Nie wiem z kim. Było duże zamieszanie i, niestety, coś się bardzo popsuło w lewej stopie. Starałam się, próbowałam. Tam gdzie było miękko i pod górę, to jeszcze szło, ale na twardym i na zakrętach – już nie. I tak poszłam ponad stan, a jeszcze bardziej – nie miało sensu – powiedziała polskim dziennikarzom Kowalczyk, która z wielkim trudem pokonywała kolejne stopnie schodów, schodząc z szatni na piętrze.
Polka przyjechała na igrzyska – jak się okazało już po badaniach w wiosce – ze złamaną piątą kością śródstopia. Mimo to zdobyła złoty medal w jej ulubionej konkurencji 10 km techniką klasyczną, wraz z Sylwią Jaśkowiec była piąta w sprincie drużynowym, zaś w biegu łączonym zajęła szóste miejsce. Dziś była wymieniana wśród faworytek, ale przegrała z bólem (otrzymała uderzenie w miejsce, które nie zostało znieczulone przez lekarza) i zeszła z trasy po pokonaniu ok. 13 kilometrów.
– Cieszę się z tego, co zrobiłam na tych igrzyskach, bo los i tak mi dużo tutaj podarował. Co dalej? Nie wiem, nie skłaniam się ku żadnej decyzji. Na razie podziękowaliśmy sobie z zespołem za tę olimpiadę, za pięć medali. A jeśli chodzi o mojego trenera, bardzo chce dalej pracować, tak jak drużyna. Nie wiem, po co komu odgrzewane wypowiedzi z wrześniowego obozu w Zakopanem... – stwierdziła Kowalczyk, nawiązując do wzorajszych informacji, jakoby Wierietielny po powrocie z Soczi wybierał się na emeryturę.
– Od kostki w górę nic mi nie jest. Na podbiegach fajnie sobie radziłam, lecz nie chciałam się wyrywać do przodu, bo po co? – dodała.
Polska zawodniczka, wielokrotna medalistka mistrzostw świata, jeszcze w Soczi będzie miała kolejne badania kontuzjowanej stopy. Następne zaś już po powrocie do Ojczyzny.
– Jeszcze do dzisiaj miałam w planach starty w Pucharze Świata w Drammen (5 marca) i Oslo (8-9 marca). Okaże się, czy jest sens jechać do Falun (14-16 marca). Prawdopodobnie w norweskiej stolicy podejmiemy decyzję w sprawie przyszłości – przyznała.
31-letnia Kowalczyk nie ukrywa, że jej głównym problemem jest zdrowie („nie jest na poziomie olimpijskim” – twierdzi), dlatego zwleka z podjęciem decyzji w kwestii kontynuowania kariery. Nie brakuje głosów, że odejdzie z narciarstwa.
– Mam jeszcze chwilę na zastanowienie. Nie wiem, czy będę w ogóle trenować, czy czeka mnie przerwa, a może już nigdy nie wystartuję albo w innym składzie? Jak już coś powiem, będzie można mi wierzyć. Jeszcze raz podkreślę, że mój trener dalej chce bardzo pracować, a jedynym znakiem zapytania jestem ja. Przecież szkoleniowiec już przed igrzyskami powiedział, że nikomu nie będzie udzielał wywiadów, i tak robił – wyjaśniła.
Kowalczyk mówi, że nie jest łatwo rozstać się z czymś, co robiło się z sukcesami przez wiele lat, ale decyzja zapadnie już wkrótce.
Tymczasem na 30 km „łyżwą” dominowały Norweżki. Wygrała Marit Bjoergen, przed Therese Johaug i Kristin Stoermer Steirą. Najlepsza z Polek – Jaśkowiec – zajęła 33. miejsce.
IK, PAP