• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Dziękujemy za solidarność

Sobota, 22 lutego 2014 (15:51)

Z o. Romanem Lahishem CSsR, sekretarzem Prowincji Lwowskiej Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, rozmawia Izabela Kozłowska

W ostatnich dniach krwawy dramat rozgrywał się na ulicach Kijowa...

– Powszechnym obrazem w ostatnich dniach były kałuże krwi na ulicach i leżące wszędzie ludzkie ciała. To zapada w pamięć i głęboko zakorzenia się w niej. Mimo podpisanego porozumienia tragedia ostatnich dni odciśnie piętno na tutejszym społeczeństwie. Ludzie przeżyli nieopisane cierpienie i prześladowanie tylko dlatego, że chcą godnie żyć na swej ziemi. Nie można bezczynnie na to wszystko patrzeć. Dlatego Ojcowie Redemptoryści, tak jak i przedstawiciele innych zakonów męskich oraz żeńskich, włączają się w niesienie pomocy narodowi ukraińskiemu pogrążonemu w dramacie. My, którzy przysięgliśmy świadczyć o Chrystusie i Jego miłości, jesteśmy tym bardziej zobowiązani do bycia razem z umierającymi, cierpiącymi czy chorymi.

W jaki sposób Ojcowie Redemptoryści niosą wsparcie dla Ukraińców?

– Pomoc redemptorystów odbywa się na różnych płaszczyznach. Dwóch z nas posługuje codziennie na Majdanie. Są oni tam przez cały czas. W te dwa najtragiczniejsze dni kontakt telefoniczny z nimi mieliśmy utrudniony. Wiemy, że nic im nie jest. Ojcowie ci cały czas podkreślają, że widzą ogromną potrzebę ich posługi tam, na miejscu. Wiele osób przychodzi do nich z prośbą o modlitwę czy  o udzielenie sakramentu pokuty.

Z kolei tutaj, we Lwowie, posługujemy wraz z innymi ojcami, niosąc pomoc rannym, którzy przywożeni są do nas z Kijowa. Są to osoby w różnym stanie. Niestety, w stolicy bardzo często dochodzi do sytuacji, kiedy ranni po zbadaniu przez lekarza pierwszego kontaktu są zabierani przez służby bezpieczeństwa i wsadzani do więzienia. Dlatego też zorganizowaliśmy transfer rannych z Kijowa do miejskich szpitali we Lwowie. Mam stały kontakt z rannymi, ponieważ pracuję w centrum koordynacyjnym. Nasza pomoc polega na organizowaniu tego transferu rannych i zapewnieniu im lekarstw. Ponadto ubezpieczamy całe rodziny, które są zmuszone do ucieczki ze stolicy. Robimy wszystko, co naszymi ludzkimi siłami jesteśmy w stanie zrobić. Temu dramatowi towarzyszy także modlitwa. Wierni z naszej parafii gromadzą się w kościele na modlitwie. Otwarte są też tutejsze cerkwie. Ludzie szukają ukojenia w ramionach Pana Boga.

Czego w tym momencie najbardziej potrzeba?

– Niestety, wielkim naszym problemem jest brak medykamentów, żeby leczyć rannych. Niektórzy z nich wymagają także leczenia na szerszą skalę, którego nie są w stanie zapewnić tutejsze szpitale. Dlatego już nawiązujemy współpracę z polskimi placówkami. Wiele rodzin, uciekając, pozostawiło swój dobytek w Kijowie. Schronienie znaleźli u nas. Dlatego też cennymi darami są koce i żywność. Dochodzą nas informacje, że w wielu miejscach brakuje pożywienia. Każdy najmniejszy dar jest dla nas na wagę złota.

Z różnych stron świata napływają zapewnienia o solidarności z narodem ukraińskim. Ojciec Janusz Sok CSsR, przełożony Prowincji Warszawskiej Redemptorystów, wystosował specjalny list, w którym zapewnił o wsparciu i jednocześnie zaapelował o włączenie się w pomoc...

– Ten gest ze strony naszych współbraci z Polski jest dla nas bardzo cenny. Ojciec prowincjał Janusz jest wspaniałym człowiekiem, bardzo otwartym i gotowym w każdej chwili przyjść z pomocą. Jesteśmy świadomi, że na naszych współbraci zakonnych z Polski zawsze możemy liczyć. Ta solidarność, o której pani wspomniała, jest dla nas bardzo ważna. Ona jest potrzebna nie tylko ukraińskiemu społeczeństwu, tak ciężko doświadczonemu. Potrzebujemy jej także my, którzy staramy się pomagać tu, na miejscu. Wszystkie napływające do nas gesty solidarności, jedności w cierpieniu są odczuwalne. Naród ukraiński jest wdzięczny, że w tej tragedii Polacy tak bardzo angażują się w niesienie im pomocy i wsparcia. Dziękujemy przede wszystkim za modlitwę i prosimy, by wciąż polecać nas Chrystusowi i Matce Najświętszej. My o was także pamiętamy i oddajemy w opiekę Matce Bożej.

Dostrzega Ojciec także solidarność między Ukraińcami?

– Oczywiście. Na każdym kroku. Każdy w tym dramacie stał się swego rodzaju misjonarzem, posłannikiem dobrego Boga. Widziałem ludzi, którzy różnili się pod wieloma względami między sobą, a mimo to jeden wyciągał dłoń do drugiego z pomocą. To Pan Bóg tak miłosierny otwiera ludzkie serca i wlewa swą miłość. On nas nigdy nie zostawia samych i dlatego tak wiele osób gotowych jest przyjść z pomocą swym rodakom.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska