Masakra na Majdanie
Piątek, 21 lutego 2014 (02:00)Wczoraj w Kijowie mogło zginąć nawet 60 osób. Centrum Kijowa zmieniło się w prawdziwą strefę wojny po tym, jak rząd Ukrainy po zaledwie kilkunastu godzinach zerwał rozejm z opozycją i przypuścił kolejny atak na protestujących na Majdanie Niepodległości.
– Władze Ukrainy zerwały osiągnięty dzień wcześniej z przedstawicielami opozycji rozejm – poinformował jeden z jej liderów Witalij Kliczko. „Był ogłoszony rozejm. Naruszył go Berkut, który próbował podpalić budynek konserwatorium na Majdanie. Po tym rozejm się skończył” – czytamy w oficjalnym oświadczeniu partii UDAR. Zdaniem jej lidera, demonstranci zostali oszukani przez władze. Późnym popołudniem szef ukraińskiego MSW oficjalnie potwierdził, że funkcjonariuszom wydano broń z ostrą amunicją.
Wczoraj od samego rana w centrum Kijowa ponownie dochodziło do starć pomiędzy demonstrantami a siłami rządowymi. Obie strony oskarżają się o prowokacje i spowodowanie walk. Opozycja twierdzi, że od początku starć oddziały milicji stosowały broń z ostrą amunicją. Do internetu trafiły liczne zdjęcia funkcjonariuszy Berkuta mierzących do tłumu z karabinów szturmowych AK-47.
Celowali w głowy i w serce. To były strzały, aby zabić – relacjonują świadkowie. Część z zabitych to ofiary snajperów, których rozmieszczono na dachach pobliskich budynków. Ciała ofiar składano m.in. w pobliżu leżących na Majdanie hoteli. Pod hotelem Kozackim zarejestrowano 10 ciał, zaś w lobby hotelu Ukraina 7 kolejnych. W sumie doliczono się ok. 35 ofiar śmiertelnych, które zginęły głównie od kul z broni automatycznej. Część dziennikarzy donosiła nawet o 50 zabitych. Liczba ofiar śmiertelnych Majdanu w ciągu zaledwie dwóch ostatnich dni walk przekroczyła 60 osób. Z każdą godziną liczba zabitych regularnie jednak rosła.
Ofiary śmiertelne odnotowano także po stronie milicji. Według MSW, śmierć poniosło trzech milicjantów, a ponad 50 przewieziono do szpitali. Jedną z pierwszych decyzji, jakie podjęto po informacji, że wznowiono walki na Majdanie, było ewakuowanie parlamentu oraz dzielnicy rządowej. – W związku z zamieszkami w centrum Kijowa w parlamencie Ukrainy ogłoszono ewakuację – poinformował niezależny deputowany Wołodymyr Łytwyn, opuszczając gmach Rady Najwyższej. W tym samym czasie również pracowników administracji prezydenta poproszono, aby udali się do domu.
Do zamieszek doszło, pomimo że w środę późnym wieczorem prezydent Wiktor Janukowycz spotkał się z trzema liderami opozycji i obiecał, że nie dojdzie do rozwiązania siłowego. Już po rozmowach jeden z nich, Arsenij Jaceniuk, powiedział, że władza i opozycja zawarły rozejm i „szturmu na Majdan nie będzie”.
W okolicach południa starcia nieco się uspokoiły. Było to związane głównie z wycofywaniem się oddziałów Berkuta i wojsk wewnętrznych z okolic Majdanu. W tym czasie demonstranci odzyskali przyległe do placu ulice Instytucką i Hruszewskiego, gdzie natychmiast zaczęto wznosić nowe barykady. Jak relacjonowała część mediów, siły Berkuta opuszczały Majdan „w panice”, krzycząc, że antyrządowi demonstranci mają broń na ostrą amunicję. Jeszcze wcześniej wycofały się siły ukraińskiego MSW, dzięki czemu manifestanci zajęli opanowany jeszcze we wtorek przez państwowych funkcjonariuszy Ukraiński Dom na placu Europejskim. W tym samym czasie kilkudziesięciu milicjantów zostało schwytanych przez uczestników Majdanu, bądź też poddało się i przeszło na ich stronę. Według portalu KyivPost.com, co najmniej 60 milicjantów zostało zamkniętych przez demonstrantów w kijowskim ratuszu. Część z nich została poj-
mana we śnie, kiedy odbito Ukraiński Dom, innych zaś schwytano podczas starć. Wielu z nich to zaledwie 18-letni chłopcy, nieprzeszkoleni i uzbrojeni jedynie w broń na gumowe kule. Natychmiast po wycofaniu się Berkuta rozpoczęto odbudowę barykad, które spłonęły podczas nocnych starć dwa dni wcześniej.
Wojsko zastąpi Berkut?
Według ukraińskich opozycjonistów rejterada Berkuta nie była jednak nieplanowaną ucieczką, ale preludium do ostatecznej rozprawy z Euromajdanem. Jak donoszą opozycyjne media, do Kijowa zostały wysłane pociągi z wojskiem i ciężkim sprzętem. Na miejsce wydelegowano także specjalne oddziały wyszkolone do walki w mieście. Zdaniem świadków, jeśli doniesienia o wykorzystaniu armii przeciwko demonstrantom się potwierdzą, wówczas liczba ofiar może być liczona w setkach.
Równie niepokojące są doniesienia, że rozmieszczeni na dachach w pobliżu placu snajperzy strzelają do lekarzy i członków służb ratunkowych, którzy starają się pomagać rannym. Poinformowano o śmierci jednego z dziennikarzy, który został trafiony, najprawdopodobniej również przez snajpera, kiedy próbował rejestrować sytuację na placu ze swojego okna hotelowego. W pewnym momencie ze sceny na Majdanie padły ostrzeżenia, że w każdej chwili może rozpocząć się natarcie tituszek z bronią maszynową. Opozycjoniści twierdzą, że władze zdecydowały się na wypuszczenie z więzień groźnych przestępców, którzy mają zasilić szeregi tituszkowych band. Na Majdanie Niepodległości, mimo starć i ofiar, przebywało wówczas co najmniej 10 tys. osób.
W czasie, gdy ze sceny na kijowskim placu co chwila pada hasło „Wszyscy Kijowianie na Majdan!”, władze centralne apelują do obywateli, by nie przyjeżdżali do centrum miasta, a najlepiej w ogóle nie wychodzili z domów. „Najlepiej obecnie ograniczyć poruszanie się własnymi środkami lokomocji albo w ogóle nie wychodzić z domu. Takie środki ostrożności mają związek z tym, że na ulicach Kijowa znajdują się uzbrojeni i agresywni ludzie” – zaapelowało na swojej stronie internetowej ukraińskie MSW. W Kijowie od wtorku nie kursuje metro, a transport naziemny jest mocno przeciążony. Według wcześniejszych zapowiedzi władz metro miało wznowić pracę wczoraj.
Bandy tituszek działają jednak nie tylko w Kijowie. Według internetowej telewizji EspresoTV w okolicy Boryspila dokonywały one napadów na domy i mieszkania, a także okradły cerkiew.
Jedna z opozycyjnych stacji telewizyjnych zarejestrowała także, jak oddział specnazu opuszcza wagon pociągu na przedmieściach Kijowa, po czym udaje się w kierunku centrum miasta. Obserwujący tę sytuację ludzie apelowali do wojskowych, aby nie szli na Majdan. – Chłopcy, nie idźcie tam. Zostańcie tutaj! – krzyczeli.
Janukowycz traci ludzi
W tym samym czasie prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz spotkał się z delegacją Unii Europejskiej, w skład której weszli szefowie dyplomacji Niemiec, Francji i Polski.
W czasie rozmów z unijnymi dyplomatami prezydent Janukowycz zrobił przerwę, w trakcie której miał zadzwonić do Władimira Putina. Agencje twierdzą, że tuż przed telefonem do gospodarza Kremla Janukowycz był namawiany przez ministrów, by skrócił swą kadencję do końca bieżącego roku.
Według źródeł zbliżonych do rozmów dyplomatów z Janukowyczem, wynika z nich, że istnieje szansa na kompromis między władzami Ukrainy a opozycją na rzecz rozwiązania głębokiego kryzysu w tym państwie. Według cytowanego przez agencje źródła rysują się szanse na kompromis wokół skrócenia kadencji prezydenta i parlamentu, opracowania nowej konstytucji w ciągu kilku miesięcy i ukonstytuowania nowego rządu Ukrainy w ciągu kilku dni.
Tymczasem grupa 12 deputowanych z prezydenckiej Partii Regionów Ukrainy przychyliła się do zwołania pilnego posiedzenia parlamentu i wyraziła poparcie dla aspiracji narodu ukraińskiego. „My, grupa deputowanych Ukrainy, apelujemy o zwołanie dzisiaj, 20 lutego, o godz. 15.00 posiedzenia Rady Najwyższej w celu przywrócenia parlamentarno-prezydenckiej formy rządów” – głosi oświadczenie deputowanych. Wyrazili oni również poparcie dla narodu ukraińskiego i jego aspiracji. Była to odpowiedź na apel Witalija Kliczki, który wezwał deputowanych wszystkich stron do pilnego stawienia się w parlamencie w celu przezwyciężenia panującego w kraju kryzysu. W związku z tragicznym rozwojem wypadków Partię Regionów zdecydował się opuścić także burmistrz Kijowa Wołodymyr Makiejenko. – Jestem gotów zrobić wszystko, aby powstrzymać bratobójczą walkę i masakrę w sercu Ukrainy, na Majdanie Niepodległości. Życie ludzkie musi stanowić najwyższą wartość w naszym kraju i nic nie może podważać tej zasady – oświadczył Makiejenko.
Atmosfera strachu jest wyczuwalna niemal w całym mieście. Jak donoszą agencje, mieszkańcy Kijowa masowo opuszczają prawobrzeżną część miasta, gdzie znajduje się Majdan Niepodległości, i przejeżdżają na lewy brzeg Dniepru. Ruch na ulicach prowadzących na mosty jest bardzo utrudniony. Wciąż nie działa metro, które łączy obie części Kijowa. Transport naziemny jeździ bardzo rzadko. Opustoszały też dzielnice, gdzie doszło do starć między antyrządowymi demonstrantami a siłami MSW Ukrainy. Wiele firm pozwoliło swoim pracownikom wcześniej pójść do domu.
W geście solidarności z rodakami ukraińscy sportowcy opuścili rozgrywające się w rosyjskim Soczi igrzyska olimpijskie. Dzień wcześniej startującym tam Ukraińcom zabroniono innych wyrazów jedności z ofiarami starć. Wcześniej, na znak żałoby, chcieli wystąpić z czarnymi przepaskami na ramieniu. Władze MKOl nie wyraziły na to jednak zgody.