Zmieńmy nasz kraj. Idźmy na wybory
Czwartek, 20 lutego 2014 (19:51)Badania sondażowe TNS Polska (niegdyś TNS OBOP) zazwyczaj są najbardziej miarodajnymi prognostykami w polskim sektorze badań opinii publicznej. W ostatnim sondażu poparcia dla partii 29 proc. osób, które zamierzają wziąć udział w wyborach parlamentarnych, chce głosować na PiS. Tendencja ta się utrzymuje i jeżeli PiS nie zmarnuje swojej szansy na rządzenie, nie da się sprowokować sztukmistrzom Tuska, to zapewne wygra wybory. Inna rzecz, czy na tyle skutecznie, aby móc rządzić samodzielnie. Na razie kolejny sondaż wskazuje na miażdżącą i utrzymującą się przewagę Prawa i Sprawiedliwości w stosunku do Platformy Obywatelskiej, na którą zagłosowałoby 19 proc. badanych. Do Sejmu weszłyby ponadto SLD – 9 proc. poparcia, PSL – 6 proc., Twój Ruch – 5 proc.
Zaskakujące jest i tak to poparcie dla PO, oscylujące między 19 a 22 proc., jeśli uwzględnić sześć lat fatalnych rządów koalicji PO - PSL, szereg wpadek najbliższych współpracowników premiera, jego zużycie się na stanowisku Prezesa Rady Ministrów, afery korupcyjne, zarzuty prokuratorskie dla Sławomira N., lojalisty ze stajni Tuska, i oczywiście dławienie swobód obywatelskich, zaczynając od podnoszenia podatków (które określone mianem daniny dla państwa w słynnym exposé z 2007 roku miały zanikać), przez wyprzedawanie, okradanie dóbr narodowych, eksperymentowanie na rodzinie i dzieciach, na kradzieży przyszłych emerytur kończąc. Do wyborów w 2015 roku jeszcze kilkanaście miesięcy, więc tendencja raczej będzie się utrzymywać, jeśli premier nie zarządzi wcześniejszych wyborów, ratując swoje „szczęśliwe” dwadzieścia procent.
Chciałbym zająć się jednak innym aspektem sprawy, czyli niepokojącą awersją polskich wyborców do wyborów jako takich. Zgodnie z aktualnymi deklaracjami, aż 38% nie chce wziąć udziału w głosowaniu, co oznacza, że poziom absencji będzie jeszcze wyższy.
Zniechęcenie politykami i wyborami to jedno, a zachęcanie i utrwalanie tego zniechęcenia, to drugie. Pamiętamy wszyscy skuteczne powstrzymywanie przez ludzi PO wyborców do wzięcia udziału w referendum w stolicy. W najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego, a następnie parlamentarnych w kraju może się to zemścić na PO. Jej przeciwnicy z różnych warstw i grup społecznych pójdą na wybory na pewno i zagłosują przeciwko Tuskowi. Straszenie PiS-em w „Gazecie Wyborczej” i TVN już się wyczerpało. Niechętni PiS-owi albo zostaną w domach, albo zagłosują na inną niż PO partię, na czym zyska głównie SLD i TR. Będziemy także obserwować inny ciekawy fenomen. Wiele osób, które nie utożsamiają się z PiS-em w ogóle, są nawet jego przeciwnikami ideowymi, pójdzie i zagłosuje na… PiS właśnie, z czystej przekory, na złość premierowi, w końcu z powodu licznych kompromitacji i degeneracji dokonującej się w środku struktur PO.
Zniechęcenie, o którym wspominam, nie jest oczywiście problemem wyłącznie polskim. Szczególną apatię wyborczą przeżywają tu ludzie młodzi, jednak w porównaniu z krajami Unii Europejskiej wypadamy bardzo blado w tym aspekcie. Ba, słabo nawet w porównaniu z Republiką Południowej Afryki, gdzie zniechęcenie polityką i demokracją jest jak u nas bardzo wysokie, ale wynik frekwencji w ostatnich wyborów również, bo osiągnął poziom niemal 80%.
Na 7 maja zaplanowano tu wybory do parlamentu, ale według sondaży frekwencja będzie niska i nie powtórzy się już taki wynik. Zdaniem ekspertów, wynika to z tego, że społeczeństwo nie ma zaufania do polityków, do demokracji, brakuje silnej opozycji, a wybory kolejny raz wygra partia rządząca, czyli Afrykański Kongres Narodowy (ANC), sprawująca nieprzerwanie władzę od 1994 roku.
Gazeta „The Southern Cross” akcentuje, że niespełna 20 lat po upadku brutalnego Apartheidu i na krótko przed piątymi wolnymi wyborami demokratycznymi obywatele mierzą się z licznymi problemami, jak analfabetyzm, bezrobocie, przestępczość, prostytucja, nędza, rasizm, uprzedzenia wobec obcych. Zamiast pisać nową historię, ludzie czują niechęć do demokracji.
Dlatego katoliccy biskupi wystosowali list pasterski, w którym podkreślają, że wolność i możliwość głosowania są darem, który kosztował wiele wyrzeczeń, krwi i cierpień w walce o podstawowe prawa człowieka.
Nie przesądzałbym zatem o niskiej frekwencji, kiedy dojdzie do głosowania. Myślę, że i my, Polacy, powinniśmy przyjąć perspektywę nakreśloną w liście biskupów RPA i postrzegać w ten sposób każde kolejne wybory. Idźmy na nie i zagłosujmy na ludzi sumienia, zmieniając nasz kraj na lepsze.
Dr Tomasz M. Korczyński