• Czwartek, 5 marca 2026

    imieniny: Adriana, Fryderyka, Oliwii

Koniec marzeń o medalu

Czwartek, 9 sierpnia 2012 (00:05)

3:0 (17:25, 23:25, 21:25) - takim wynikiem zakończyło się spotkanie polskiej reprezentacji w piłkę siatkową mężczyzn z Rosją w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Londynie. Tym samym Biało-Czerwoni pożegnali się z turniejem.

Do meczu podopieczni Władimira Alekina przystępowali jako zdecydowani faworyci. Od początku spotkania pokazywali, kto dyktuje warunki. Polacy nie potrafili skończyć ataków i mieli spore problemy w przyjęciu mocnych piłek rywala. Natomiast z minuty na minutę zawodnicy Sbornej prezentowali coraz lepszy blok. Maksim Michajłow dołożył do tego mocną zagrywkę i nasi zawodnicy przegrywali 0:4. Dzięki dobrym atakom Zbigniewa Bartmana i blokom Michała Winiarskiego Polacy zaczęli powoli odrabiać straty i różnica zmalała do dwóch punktów - 5:7. Na pierwszą przerwę techniczną podopieczni Andrea Anastasiego schodzili z wynikiem 5:8.

Po wznowieniu gry nasi rywale zaczęli znowu powiększać przewagę. Wykorzystali nie tylko swoje znakomite zagrania i ataki, ale przede wszystkim skorzystali z coraz częściej popełnianych błędów po stronie polskiej. Biało-Czerwoni grali bardzo ospale, a przewaga Sbornej była bezdyskusyjna.

Na drugiej przerwie technicznej przewaga Rosjan znowu urosła do czterech „oczek” - 12:16. Wszystkie ataki Polaków blokowali podopieczni Alekina. W pierwszym secie Biało-Czerwoni ulegli 17:25. 

Jeszcze można było wygrać

Z takim przekonaniem na pewno drugi set rozpoczęli polscy siatkarze. Wyraźnie w naszej reprezentacji „obudziła” się waleczność. Blok Winiarskiego dał Polakom dwa punkty przewagi 3:1. Doskonale spisywali się także Bartman i Kurek, których skuteczne ataki dały Polakom kolejne punkty. Nasi rywale nie pozwolili nam jednak długo cieszyć się prowadzeniem. „Na siatce” rewelacyjnie spisywał się Dmitrij Muserski, a jego as serwisowy doprowadził do remisu 6:6.

Na pierwszą przerwę techniczną Polacy schodzili z jednym punktem przewagi 8:7. Przy stanie 9:8 zagrywkę popsuł Kurek. Od remisu 9:9 gra zaczynała się od nowa. Rosjanie powoli odrabiali straty, grając środkiem boiska. Pomimo że Polacy w drugiej części spotkania prowadzili dwoma punktami, to na kolejną przerwę techniczną schodzili z jednopunktową stratą 15:16. Reprezentacja w tej części gry miała największe problemy ze stawianiem bloku, co skrzętnie wykorzystali rywale. Jednak podopieczni Anastasiego do końca tej partii spotkania walczyli o każdą piłkę. Przy stanie 22:24 Rosjanie mieli pierwszą piłkę setową w drugim secie. Mocna zagrywka Kurka nie pomogła. Maksim Michajłow wyprowadził szybki atak, który dał Rosjanom zwycięstwo 23:25.

Całkowity blamaż

Od początku trzeciego seta Rosjanie grali szybką i mocną piłkę, z którą nie radzili sobie nasi siatkarze. Na pierwszej przerwie technicznej było 7:8 dla Rosjan, Polacy nie radzili sobie z grą. Byli nieskuteczni w przyjęciu i fatalni w wykańczaniu ataków. W końcówce trzeciego seta nasi reprezentanci się obudzili, lepiej przyjmowali i - co najważniejsze - przeprowadzali skuteczne ataki. Przez chwile licznie przybyli na Earls Court polscy kibice wciąż wierzyli, że reprezentacja ma szansę wygrać ten set. Przy stanie 17:21 Michał Winiarski zepsuł zagrywkę, oddając Rosjanom punkt. Podobnie 23. „oczko” nasi rywale zdobyli po zagrywce Jakuba Jarosza, który piłkę skierował w siatkę. Podopieczni Anastasiego oddawali rywalom punkty, psując kolejno zagrywki i popełniając banalne błędy. Ich gra w żadnym stopniu nie przypominała walecznego zespołu z Ligi Światowej, w której sięgnęli po złoto, czy chociażby olimpijskich spotkań z Argentyną (3:0) i Włochami (3:0).

Kibice do końca nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Polacy wyraźnie przegrali z Rosjanami 0:3 (17:25, 23:25, 21:25) i pożegnali się z igrzyskami olimpijskimi w Londynie.

Podsumowując - podczas turnieju olimpijskiego Biało-Czerwoni triumfowali trzykrotnie 3:0 w meczach z: Włochami, Wielką Brytanią i Argentyną. Natomiast ulegli 1:3 Bułgarom i Australijczykom. Najgorszy mecz na całej olimpiadzie rozegrali... w ćwierćfinale.

Izabela Kozłowska