Świadkowie w ogniu piekła
Niedziela, 16 lutego 2014 (07:38)Arcybiskup Bangi Dieudonné Nzapalainga wyraził zdecydowane „Nie” wobec przemocy i aktów zemsty. Zażądał od wszystkich obywateli swojego kraju postawy godnej ludzi pokoju, a ONZ przestrzegł przed zbliżającym się w Republice Środkowoafrykańskiej ludobójstwem.
W rozmowie ze stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie wskazał na fałszywość twierdzenia, że w kraju dochodzi do konfliktu na tle religijnym.
Ugrupowanie Anti-balaka, które w mediach określane jest mianem „chrześcijańskiej milicji” zdefiniował jako grupę samoobrony związaną z określonymi politykami.
Arcybiskup Nzapalainga poinformował też, że niedawno odwiedził miejscowość leżącą około 200 kilometrów od Bangi, z której zniknęli wszyscy muzułmanie. Kiedy zapytał zwolenników Anti-balaka o miejsce pobytu cywilów, odpowiedziano mu, że muzułmanie zostali wysiedleni.
Arcybiskup wątpi w tę wersję. Wszystko wskazuje na zaplanowane ludobójstwo, o czym poinformował dwóch ministrów.
Również w Bohong, gdzie rebelianci Seleka zaatakowali ludność chrześcijańską, Nzapalainga pomyślał o ludobójstwie, które może przybrać rozmiary takie same jak w Rwandzie.
„Kiedy tam dotarłem, część dzielnicy została już całkowicie puszczona z dymem. Widziałem ludzi spalonych żywcem. Widać było kości i ludzkie głowy. Coś takiego widziałem tylko na filmach o Rwandzie, ale nie u nas. Myślę, że diabeł tam był, wskazuje na to cała ta chęć zabijania i niszczenia”.
Przede wszystkim trzeba przywrócić bezpieczeństwo w kraju
„To jest absolutny priorytet”, powiedział ksiądz arcybiskup. Ludzie żyją w strachu i terrorze. Mentalność jest teraz taka: „Mój sąsiad jest uzbrojony i ja się go boję”.
Arcybiskup Nzapalainga wezwał międzynarodową społeczność, przede wszystkim ONZ, aby wysłała więcej żołnierzy sił pokojowych. Skarżył się, że liczba wojskowych w stosunku do wielkości kraju jest niewystarczająca. Republika Środkowoafrykańska ma prawie wielkość Francji.
„Tutaj pokoju nie może zapewnić oddział czterech czy pięciu tysięcy żołnierzy. Nawet w stolicy kraju się to nie udało” – powiedział.
Sytuacja jest wciąż niebezpieczna
Arcybiskup określił katolickich misjonarzy jako „punkty orientacyjne” i „mury ochronne”.
„Ludzie dzięki nim widzą Boga. Można w nich dostrzec moc miłości” – powiedział, podkreślając, że misjonarze nie byli zmuszeni pozostawać w kraju, zostali z wiernymi dobrowolnie. Ich obecność jest „jak światło, które oświetla noc”.
Na portalu NaszDziennik.pl red. Izabela Kozłowska jest w stałym kontakcie z polskim misjonarzem o. Benedyktem Pączką OFMCap posługującym w miejscowości Ngaoundaye (Zob. tutaj).
Przypomnę, że kapucyni pozostawieni sami sobie przez wiele tygodni żyli w niebezpieczeństwie, a jednak, co sugerował polski rząd, mogli uciec i zostawić wiernych na pastwę bandytów z Seleki. Pozostali. Prosili o pomoc polskie władze, ale jej nie otrzymali. W ostatnich dniach zostali wyzwoleni przez wojska kameruńskie. Jakiż to wstyd dla polskiego rządu, że nie potrafił wysłać choćby jednego dżipa z kilkoma wojskowymi. W każdym razie sytuacja jest opanowana, ale niesmak pozostaje.
Innymi z takich bohaterów, o których media nie mówią, jest o. Frederico Trinchero, który powiedział w rozmowie z agencją Fides, że „konflikt między Seleką a Anti-balaka zatruwa kraj i mnoży niezliczoną liczbę niewinnych ofiar”.
Misjonarz o. Federico Trinchero posługujący w klasztorze Notre Dame du Mont Carmel w Bangui (stolica Republiki Środkowoafrykańskiej) powiedział, że szaleństwo wojny nie ominęło również jego współbraci. Jeden z nich został zamordowany, domy krewnych zostały spalone lub splądrowane. Za te sytuacje na pewno odpowiadają ludzie Seleki, jednak i bojownicy Anti-balaka dokonują zbrodni.
Powiedział także, że Anti-balaka nie są ani muzułmanami, ani chrześcijanami. Ich czyny wskazują na zwyrodnienie, bestialstwo.
Biskupi wielokrotnie potępiali przemoc wojny domowej, bojówki, które często pochopnie określa się w mediach jako chrześcijan, to bandyci.
„To, co nas w tej sytuacji pociesza, to fakt, że setki, a może nawet tysiące muzułmanów, znalazły schronienie w klasztorach chrześcijańskich parafii i na terenie całego kraju. Jednak niewątpliwie emigracja tej mniejszości już się rozpoczęła. Wielu muzułmanów – w tym wielu drogich mi przyjaciół – musiało opuścić kraj, mimo że urodzili się tutaj”.
„Ma to wpływ na i tak kruchą gospodarkę kraju. Kilka firm – zwłaszcza handel hurtowy i detaliczny żywnością – były własnością muzułmanów” – powiedział misjonarz.
„Przyszłość gospodarcza Republiki Środkowoafrykańskiej jest bardzo wątpliwa”.
„W tej rozpaczliwej sytuacji nowa prezydent Cathérine Samba Panza, były burmistrz Bangi, od swoich poprzedników różni się tym, że cieszy się poparciem ludu. Nazwisko nowego premiera Nzapayeke oznacza: 'Bóg istnieje'. To dobre dopełnienie do nazwiska naszego arcybiskupa Nzapalainga, którego imię, oznacza 'Bóg wie'. To są nasze pewniki. One nigdy nie znikną z centrum uwagi Republiki Środkowoafrykańskiej, niezależnie od tego, czy ludzie są chrześcijanami, czy muzułmanami, a to wystarczy, byśmy nie tracili serca, i idziemy do przodu”.
Dr Tomasz M. Korczyński