Tusk traktuje wojsko jak ołowiane żołnierzyki
Piątek, 14 lutego 2014 (18:06)Jako opozycja kibicujemy modernizacji polskiej armii. Trudno jednak zgodzić się z optymizmem kolejnego wiceministra obrony, tym razem Czesława Mroczka, który budzi się niczym z letargu i chce modernizować armię. Powstaje pytanie, czy zamiast 14 punktów modernizacji naszej armii, które jak uczy życie i tak nie zostaną zrealizowane, nie lepiej byłoby zrealizować dwa lub trzy, ale w sposób przemyślany i kompleksowy. Mam wrażenie, że poza hasłem, iż resort obrony w latach 2013–2022 wyda 130 miliardów złotych z kieszeni polskiego podatnika, tak naprawdę niewiele zostanie zrobione, bo nie ma na to pomysłu. Nie wierzę w zapowiedzi, że polski przemysł wchłonie kontrakty, bo obecnie nie jest do tego przygotowany.
Tak naprawdę nie wiemy też, jak ma wyglądać polska obronność. Brakuje zarówno głosu premiera, któremu – jak za czasów studenckich armia wciąż kojarzy się tylko z trepami, oraz prezydenta Komorowskiego z funkcji zwierzchnika Sił Zbrojnych, który dał się zdominować przez min. Kozieja, który prowadzi swoją grę, a to z uczelniami, a to ze Sztabem Generalnym MON. Weźmy pod lupę np. kontrakt na okręty podwodne dla Marynarki Wojennej, jeżeli kupimy same skorupy, czy to od Niemców, czy Francuzów, bez rakiet, bez uzbrojenia, o czym się dzisiaj głośno nie mówi, to co nam to da. Podobnie rzecz ma się z rosomakiem, gdzie sami nie jesteśmy w stanie zrobić wież do tego typu sprzętu i mamy kłopoty z tym, gdzie je dozbroić. Kolejna sprawa dotyczy budowanego systemu żołnierza przyszłości „Tytan” i pytanie: ile polskiego sprzętu będzie ten żołnierz miał na sobie.
Trzeba się wziąć za robotę. Konieczny jest nowy karabin MSBS dla armii, który ma powstawać w Radomiu, pistolet jest przestarzały, żołnierze na niego narzekają. Powstaje też pytanie, czy zakupiony sprzęt będzie kompatybilny, ile trzeba będzie wydać na jego modernizację, jak chociażby w przypadku niemieckich czołgów Leopard. Nie może być tak, że robimy zakupy, zagraniczni producenci zacierają ręce, a nasz rodzimy przemysł obronny idzie w odstawkę, ludzie zaś tracą pracę. W tej sytuacji wszystkie zapowiedzi, że polski przemysł na tym skorzysta, są zwykłym mydleniem oczu i okłamywaniem ludzi.
Nie jesteśmy dopuszczeni do żadnych nowych technologii, a nasz udział ogranicza się do malowania bądź przysłowiowego dokręcania śrub w zakupionych produktach. To polityka klęski. Podobnie rzecz ma się ze śmigłowcami. Każdy, kto choć trochę orientuje się w tej materii, wie, że nie da się kupić jednego rodzaju śmigłowca dla wszystkich formacji wojska. Wojska specjalne potrzebują innego śmigłowca niż siły lądowe czy marynarka wojenna. Zmarnowano Narodowy Program Śmigłowcowy, który przewidywał zakup różnych śmigłowców dla poszczególnych formacji. Jeżeli min. Mroczek jest przekonany, że uda się kupić jeden rodzaj śmigłowca, który zadowoli wszystkich i w pełni zabezpieczy potrzeby polskiej armii, to tylko pogratulować optymizmu. Przy okazji śmigłowców dotykamy też programu przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike, który min. Czesław Mroczek określa jako jeden z bardziej udanych projektów w zakresie pozyskiwania nowego sprzętu i uzbrojenia. Pociski te, co zresztą podkreśla wiceminister, mają być montowane na śmigłowcach, ale na razie nie wie jeszcze na jakich.
Tak jak w poprzednich latach kończy się na zapowiedziach i dalej nic konkretnego z tego nie wynika. Warto, żeby przynajmniej posłowie z Komisji Obrony poznali nazwiska osób odpowiedzialnych w MON za zakupy sprzętu, bo wciąż pozostają oni anonimowi. Tylko wówczas spełniony będzie zapis dotyczący cywilnej kontroli nad armią. Jako społeczeństwo powinniśmy się domagać odpowiedzi premiera Tuska, jak ma wyglądać polskie bezpieczeństwo. Obawiam się, że modernizacja polskiej armii jest kolejnym hasłem i PR-owską zagrywką w roku wyborów do Parlamentu Europejskiego i wyborów samorządowych. O powadze, z jaką premier Tusk traktuje kwestie dotyczące polskiej obronności, świadczy fakt posadowienia na czele sejmowej Komisji Obrony Narodowej Stefana Niesiołowskiego, którego o znajomość w kwestiach obronności trudno chyba posądzać.
Autor jest posłem Prawa i Sprawiedliwości oraz członkiem sejmowej Komisji Obrony Narodowej.
Dariusz Seliga