O śmierci zdziczałej
Piątek, 14 lutego 2014 (12:50)Belgia pogrąża się w cywilizacji śmierci. Na poszczególnych etapach nowelizacji ustawy o eutanazji z 2002 r. przeważały głosy tych, co chcieli, aby „dobrowolnej śmierci” za zgodą rodziców mogły być poddawane także dzieci, „jeśli towarzyszy im ból psychiczny bądź nieuleczalna śmiertelna choroba”. Wcześniej belgijski Senat, a teraz Izba Reprezentantów ostatecznie zaakceptowały eutanazję chorych dzieci.
Obowiązujące dotąd prawo belgijskie dopuszczało eutanazję, jeżeli pacjent był pełnoletni. Musiał być świadomy swoich czynów, a decyzja podjęta „dobrowolnie, w sposób przemyślany”. Prośba o śmierć musiała też być wielokrotna, z wykluczeniem wszelkich nacisków z zewnętrz, które mogłyby ograniczyć wolność decyzji. Jednak w praktyce często było i jest inaczej. Badania opublikowane w 2010 r. przez Canadian Medical Association Journal wykazały, że 32 proc. eutanazji w regionie flamandzkim zostało wykonanych bez wyraźniej zgody pacjentów! Z innych analiz wynika, że aż 45 proc. z nich nie poprzedziła wyraźna zgoda pacjenta!
Teraz mamy eutanazję chorych dzieci. Kolejny krok w absolutyzowaniu wolności. Niestety: krok do tyłu. Zwrócili na to uwagę naukowcy. 38 belgijskich pediatrów wystosowało apel do parlamentarzystów, aby odrzucili projekt. Wykazali, że nie istnieją realne powody, aby wprowadzić tego rodzaju zmiany w prawie. Podobną opinię wyrazili członkowie Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Zwrócili uwagę, że Belgowie są w błędzie, twierdząc, iż „dzieci są zdolne do wyrażenia świadomej zgody na eutanazję i mogą zrozumieć głębokie znaczenie i konsekwencje takiej decyzji”. Ponadto podkreślili, że w ten sposób zdradza się najbardziej chore dzieci, a one czują, że ich życie nie ma żadnej wartości.
Wszystko to wpisuje się niewątpliwie w proces pogłębiania cywilizacji śmierci, jaki został zapoczątkowany w społeczeństwach w największym stopniu ulegających laicyzacji, najszybciej erodujących kulturowo. Zgoda na zabijanie dzieci jest dowodem upadku moralności i tak naprawdę wyrazem tchórzostwa – ucieczki przed cierpieniem i śmiercią. Prawie niesłyszalne są w publicznej dyskusji (również w Polsce) argumenty, iż np. nowoczesna medycyna potrafi wyeliminować 95 proc. bólu, że cierpiący nie wołają o śmierć, ale o miłość. Że nie ciało i jego słabość jest tu problemem, ale dusza, i wreszcie – że eutanazja to dylemat nie tyle cierpiącego człowieka, co jego najbliższych. Problem chce się „zutylizować” cicho i bezszelestnie, w zaciszu sterylnych klinik, z dala od wartkiego nurtu życia, wbrew wołaniu Kościoła bezustannie przypominającego o wartości ludzkiego życia.
Eutanazja (z jęz. greckiego „dobra śmierć”) wcale nie jest deklaracją zachęcającą do odważnej konfrontacji z ludzkim przemijaniem. Jest dokładnie odwrotnie. Jest ucieczką przed bólem i świadomością nieuchronnego. Jeden młody człowiek, odnosząc się do decyzji Belgów, napisał, że zatraciliśmy w człowieczeństwie to, co najpiękniejsze, na rzecz śmierci zdziczałej i samotnej. Jak tchórze niepotrafiący stawić czoła cierpieniu. Nie mając odwagi spojrzeć w oczy Bogu. Nic dodać, nic ująć. Szkoda, że takiej przenikliwości zabrakło Belgom. I że nazbyt często brakuje jej wielu z nas. Tutaj każda obojętność jest ciężką winą.
Ks. Paweł Siedlanowski