• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Milczący wykrywacz

Wtorek, 7 sierpnia 2012 (21:20)

Bez efektów zakończyło się przeszukiwanie posesji MSZ, gdzie miało dojść do zniszczenia rzeczy należących do wiceministra kultury Tomasza Merty, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Sześć godzin trwały wczoraj przeszukiwania terenu archiwum MSZ na warszawskim Ursynowie. Przeprowadzono je na wniosek pełnomocnika wdowy po wiceministrze, mec. Bartosza Kownackiego. Były to już powtórne oględziny posesji MSZ.

Czterech techników policyjnych specjalistycznym sprzętem do wykrywania metali szlachetnych dokonało kilkudziesięciu małych wykopów. Jednak poszukiwania nie przynosiły zamierzonych efektów, odnaleziono jedynie bezwartościowe przedmioty.

– Szukamy tak od rana – mówił w trakcie prac mec. Kownacki. – Minister Sikorski zamiast chować głowę w piasek, jak to się stało na posiedzeniu komisji sejmowej, gdzie uchylił się od odpowiedzi na pytanie o rzeczy należące do Tomasza Merty, powinien zachować się jak mężczyzna, wziąć łopatę i przekopać ten teren – stwierdził adwokat.

Chodzi o odnalezienie miejsca, gdzie mogło dojść do zniszczenia rzeczy należących do Tomasza Merty. – To się stało tuż po katastrofie, w ciągu kilku pierwszych dni – ocenia Magdalena Pietrzak-Merta. – 14-15-16 kwietnia – precyzuje Kownacki.

Wdowa po wiceministrze liczyła na odnalezienie obrączki należącej do męża.

– Te wykrywacze działają na metal szlachetny, ten pierwszy nie – wskazuje. Dodaje, że chodzi jej o każdą rzecz należącą do męża. – Oprawki okularów miały złoty brzeżek, więc mogłyby reagować na ten wykrywacz – zaznacza.

– Pytałam ich, czy jak cokolwiek znajdą, jak np. sprzączkę, to też mi oddadzą. Odpowiedzieli, że nie. Zostanie opisana i włączona do dowodów, ale zrobię zdjęcia – zapowiada wdowa.  
Według zeznań pracowników MSZ, do zniszczenia przedmiotów miało dojść przypadkowo, w rozpalonym na tym terenie ognisku. Jednak jak wskazuje mec. Kownacki, na razie nie odleziono żadnych śladów po tym procederze. – MSZ mówi, że palili, ale nie ma nawet śladu po tym paleniu – wskazuje mecenas. – Człowiek, który tutaj sprząta i pilnuje tego terenu, mówił, że jak próbował kiedyś liście palić, to miał awanturę, bo mieszkańcy od razu straż miejską wezwali. Jemu się wydaje absolutnie niemożliwe, że tutaj ktoś bezkarnie coś spalił. Jeśli tak by było, to oni by reagowali i w związku z tym mogliby pamiętać ten fakt – mówi Pietrzak-Merta.

– Mieszkam naprzeciwko i nic takiego nie pamiętam, nic tutaj nie palono – mówi nam jeden z mieszkańców.

Według Magdaleny Pietrzak-Merty, można rozważać trzy warianty losów obrączki jej męża: mogła nigdy nie opuścić Moskwy, mogła zostać skradziona przez pracownika MSZ lub – wbrew dokumentacji – tkwi gdzieś w ziemi na terenie resortu spraw zagranicznych.

Merta wraz z jej pełnomocnikiem wykluczają, aby obrączka została skradziona przez Rosjan, ponieważ istnieje protokół przekazania jej stronie polskiej wraz z dokumentacją zdjęciową, na której obrączka jest widoczna na palcu wiceministra kultury.

Już wcześniej wdowa zapowiadała, że po negatywnym efekcie poszukiwań złoży kolejny wniosek do prokuratury, tym razem o przeszukanie terenu Ambasady RP w Moskwie, a dokładnie gabinetu byłego ambasadora Jerzego Bahra.

Zenon Baranowski