• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Brudna gra Amnesty International

Środa, 12 lutego 2014 (20:42)

Wstyd i hańba. Tak można określić znieważające cierpienie i tragedię obywateli w Republice Środkowoafrykańskiej informacje rozpowszechniane przez lewicową, proaborcyjną organizację Amnesty International, która kosztem ofiar rzezi w Republice Środkowoafrykańskiej swoją propagandą napędza antychrześcijańską kampanię.

Aktywiści tej instytucji wciąż szukają pretekstów do zaatakowania chrześcijaństwa. Robią to cynicznie i przebiegle, bo pod płaszczykiem obrony praw człowieka. W ich narracji to muzułmanie są dziś najbardziej prześladowaną grupą religijną, a inspiratorami ucisku są chrześcijanie. Powielają to potem z radością m.in. „Gazeta Wyborcza” i TVN. Komentowałem już swego czasu na łamach portalu NaszDziennik.pl żenujące zabiegi tej instytucji i wspieranie przez nią terrorystów w Egipcie (zob. tutaj).

Amnesty International stwierdza w swej ostatniej depeszy: „Krwawa zemsta chrześcijańskich bojówek doprowadziła w Republice Środkowoafrykańskiej do exodusu muzułmanów na niespotykaną skalę”. Jakiż to cynizm, aby wykorzystując cierpienie cywilów, szczuć jednocześnie na wyznawców Chrystusa, którzy w tym konflikcie doznali najwięcej krzywd ze strony islamskich terrorystów i bandytów.

Zacznijmy od tego, że Anti-balaka, którą jako chrześcijan określiła AI, nie jest żadną bojówką chrześcijańską. Wskazują na to wszystkie organizacje działające na rzecz praw obrony chrześcijan w tym kraju, a przede wszystkim Episkopat RŚA, który w ostatnim czasie jednoznacznie i mocno potępił nie tylko zbrodnie Anti-balaki, ale także przedstawianie jej jako organizacji chrześcijańskiej. Pisałem o tym tutaj.

Przypomnę zresztą fragment listu biskupów katolickich, który zacytowało międzynarodowe Dzieło chrześcijańskie Open Doors:

„Ubolewamy nad doniesieniami, które opisują Anti-balaka jako grupę chrześcijańską. Anti-balaka składa się z ludzi, którzy wystąpili zbrojnie przeciwko dopuszczającym się zbrodni rebeliantom Seleka. Podkreślamy jednak ponownie, że nie wszyscy członkowie Anti-balaka to chrześcijanie i odwrotnie, nie wszyscy chrześcijanie należą do Anti-balaka. To samo zresztą dotyczy byłych rebeliantów Seleka i muzułmanów”.

Ponadto w czasie konfliktu w Republice Środkowoafrykańskiej najbardziej dotkniętą przemocą, gwałtami, grabieżami, morderstwami, pogromami grupą religijną są chrześcijanie. Są celem ataków częściej niż muzułmanie. Rebelia, o czym oczywiście zapomina AI, była inspirowana przez międzynarodówkę islamską, a batalię religijną prowadzili od samego początku ekstremiści, którzy do swoich band i oddziałów dołączali islamistów z innych państw, takich jak Czad czy Sudan. Dyktatorowi Michelowi Djotodia marzył się od samego początku „świętej wojny” kalifat. Po opanowaniu sytuacji w kraju, przy wsparciu mudżahedinów z Sudanu i Czadu, chciał on przekształcić Republikę Środkowoafrykańską, Czad i Darfur w nową islamską republikę. Nie krył swoich planów, czym naraził się m.in. rządowi Czadu, co doprowadziło go wreszcie do konieczności ustąpienia z samozwańczego stanowiska prezydenta 10 stycznia br. w wyniku presji Idrissa Déby.

Podczas ostatniej wizyty w Republice Środkowoafrykańskiej dyrektor regionalny Open Doors do spraw Afryki Zachodniej i Środkowej spotkał się z ośmioma wdowami po pastorach, którzy zostali zamordowani podczas zamieszek wywołanych przez rebeliantów Seleka.

Warto też dodać, że Republika Środkowoafrykańska pojawiła się po raz pierwszy na słynnym Światowym Indeksie Prześladowań Open Doors dopiero w tym roku i z powodu dużej przemocy religijnej skierowanej w stronę chrześcijan, a inspirowanej przez islamistów znalazła się od razu na miejscu 16., czyli na wysokiej pozycji „listy hańby”. Amnesty International nie zdołało dostrzec, o czym wspominają informatorzy Papieskiemu Stowarzyszeniu Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Gdy Djotodia podał się do dymisji, w kraju wybuchła radość, a ludzie tańczyli na ulicach. Jednak dopiero dwa tygodnie później świetnie uzbrojeni rebelianci Seleki wycofali się z Bouar w kierunku Czadu. Początkowa radość nie trwała długo. W tym samym dniu wycofujące się oddziały rebeliantów wkroczyły do Bocaranga, mając ze sobą 31 opancerzonych pojazdów. Tam zaatakowali stację misji kapucynów, gdzie w tym czasie ukrywało się około 2,5 tys. uchodźców.

„To był apokaliptyczny dzień”, powiedział PKWP polski kapucyn ks. Robert Wnuk.

„Słychać było strzały, detonacje. Było wiele grup rebeliantów i każda liczyła od 10 do 15 ludzi. Wchodzili siłą do wszystkich pomieszczeń. Kobiety ze swymi dziećmi siedziały na podłodze. Rebelianci grozili kapłanowi i strzelali w stronę kościoła. Cały czas strzelali, jakby byli opętani. Kule pozostawiały duże otwory w ścianach i podłogach. Później znaleziono ponad 120 łusek po zużytych nabojach. Kobieta i mężczyzna zmarli, a jeden z zakonników został ranny. Lekarz został uderzony w twarz i kula bardzo blisko przeleciała obok jego głowy. Rebelianci ukradli wszystkie samochody i wzięli pieniądze, komputery, telefony i aparaty fotograficzne. Potem przenieśli się do klasztoru sióstr, gdzie powtórzył się ten sam scenariusz. W tym samym dniu rebelianci zaatakowali również misję w Ngaoundaye, gdzie wzięli miejscowego zakonnika jako zakładnika, ale potem go uwolnili. Następnego dnia ta sama grupa obrabowała stację misyjną Kapucynów w Nim”.

Wiemy jednak, że Amnesty International będzie nadal snuć antychrześcijańską narrację, korzystając z usług lewackich i libertyńskich mediów w rozsiewaniu swojej taniej manipulacji. W każdym razie przestrzegam przed wspieraniem tej instytucji.

Dr Tomasz M. Korczyński