Fundacja nie miała wyjścia
Poniedziałek, 10 lutego 2014 (02:00)Batalia o miejsce dla Telewizji Trwam na cyfrowym multipleksie zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu, bo już za kilka dni we wszystkich domach będzie można oglądać programy katolickiej telewizji bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Ale to wcale nie oznacza końca prawnych sporów między Fundacją Lux Veritatis, właścicielem Telewizji Trwam, a Krajową Radą Radiofonii i Telewizji.
Tym razem sprawa dotyczy prawie 2 mln zł, jakie Fundacja już zapłaciła za koncesję na nadawanie naziemne, mimo że nie mogła od sierpnia ubiegłego roku z tej koncesji korzystać. Pozew jest jak najbardziej zasadny i – prawdę mówiąc – Fundacja nie mogła postąpić inaczej, jeśli nie chciała złamać prawa. Dlaczego? Niewątpliwie właściciel Telewizji Trwam poniósł wymierne straty, ponieważ zapłacił za produkt, z którego nie mógł skorzystać.
To tak, jakby jakieś przedsiębiorstwo zapłaciło za maszynę, ale producent mu jej nie dostarczył, a co więcej, nawet nie oddał za nią pieniędzy. W takim przypadku każdy podmiot gospodarczy, a takim jest również Fundacja Lux Veritatis, ma nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek dochodzenia zwrotu pieniędzy. Bez względu na to, czy mamy do czynienia z firmą państwową, czy prywatną. Jeśli bowiem nie zostałby złożony wniosek dotyczący w tym przypadku pieniędzy za koncesję, zarząd Fundacji mógłby się narazić na zarzut niegospodarności. A szkoda jest konkretna – prawie 2 mln zł, które zostały przelane z konta Fundacji na konto KRRiT.
Niewątpliwie proces o zwrot tych pieniędzy przez Skarb Państwa (to on formalnie jest stroną pozwu, a nie KRRiT) może się przysłużyć częściowej choćby naprawie polskiego prawa. Jeśli bowiem jest tak, jak tłumaczy to Jan Dworak, przewodniczący Krajowej Rady, że KRRiT nie mogła zrezygnować z naliczania opłat za miejsce na multipleksie dla Telewizji Trwam, choć telewizja z tej koncesji zacznie korzystać z ponadpółrocznym poślizgiem, to znaczy, że mamy w ustawie medialnej potężną dziurę, która uderza w interesy ekonomiczne nadawców. I wyrok sądowy może zmusić władze do zmiany wadliwego prawa.
Państwo przecież nie może się zachowywać jak cwaniak, który coś nam niby sprzedaje, bierze za to pieniądze, ale towaru już nam nie daje. Taki cwaniak powinien być szybko złapany przez policję i postawiony przed sądem i tak się zazwyczaj w życiu codziennym dzieje. Ale gdy takim cwaniakiem jest instytucja państwowa, organy ścigania jakoś nie kwapią się do działania i musi je wyręczać obywatel. Sam lub działając w imieniu swojej firmy.
Krzysztof Losz