Igrzyska Putina uważam za otwarte!
Piątek, 7 lutego 2014 (22:21)Zgodnie z oczekiwaniami, inauguracja 22. zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi była spektaklem wysławiania wielkości Rosji i jej obecnego cara, ups... tzn. prezydenta Władimira Putina. Pomimo że to sportowcy powinni być głównymi aktorami tego wydarzenia, to jednak kamery rosyjskich realizatorów nie były w stanie spuścić czujnego oka z postaci „Wielkiego Władimira Władimirowicza”.
Nie tylko jednak postać nowoczesnego wszechwładcy Rosji miała przykuwać naszą uwagę w czasie tej inauguracji. Wielkie miliardy dolarów wydane na przygotowanie imprezy miały być również widoczne podczas pokazów artystycznych oraz w oprawie wielkiego show. Niestety, jak to zwykle bywa w byłych republikach sowieckich, co najmniej połowa z tych gigantycznych pieniędzy poszła na łapówki i inne okołoolimpijskie interesy. W związku z tym zapowiadane jako największe rozpoczęcie igrzysk olimpijskich w historii wypadło co najwyżej… średnio. Pomimo że pobito kosztami wszelkie zimowe olimpiady w historii, poza kilkoma momentami rosyjskie show wypadło raczej blado.
Nie wypaliła także próba przedstawienia historii kraju na wzór ostatnich letnich igrzysk w Londynie. O ile Brytyjczycy nie mieli problemów z płynnym i uczciwym przedstawieniem swojej nieskomplikowanej historii, o tyle Putinowska Rosja postanowiła pójść w zupełnie oderwaną od rzeczywistości laurkę. Jeśli nawet widzowie tego przedstawienia byliby w stanie zgodzić się na prezentowaną wizję XIX-wiecznej Rosji jako kraju, który prowadził chrystianizację Azji i zasłynął rozpowszechnieniem cudownego baletu i chórów, o tyle następna część tej prezentacji wyglądała jak jedno wielkie kłamstwo. Zgładzenie rosyjskiej arystokracji przez bolszewicką rewolucję przedstawiono jako dziejową konieczność i w zasadzie zwyczajne następstwo przemysłowej rewolucji. W zasadzie cała epoka zbrodniczego leninizmu i stalinizmu została przedstawiona jako czas skoku przemysłowego i robotniczej pokojowej rewolty. No, ale czegóż się spodziewać, skoro głównym reżyserem tego przedstawienia był autor słów, iż upadek ZSRS był największą tragedią XX wieku.
Przez cały czas tej imprezy dało się odczuć, że to jednak polityka, a nie sport wybijają się na czoło medialnego przekazu. Obecni tuż obok Putina w lożach Janukowycz, Łukaszenka czy szefowie komunistycznych partii w Azji żywo reagujący na wydarzenia na arenie jasno wskazywali, jaki jest cel tego wydarzenia.
Podobny niesmak budziło wręczenie wszystkim reprezentantom chińskiej delegacji flag rosyjskich. Sportowcy z Chińskiej Republiki Ludowej, najwidoczniej przyzwyczajeni do wypełniania rozkazów z góry, karnie machali trójkolorowymi chorągiewkami, tylko co przytomniejsi wzięli w dłoń także swoją flagę. Wprawdzie każdy w miarę uważnie śledzący politykę międzynarodową doskonal wie, że te dwa kraje darzą się sympatią, jednakże taka jej manifestacja, i to w takim miejscu, zwyczajnie nie mogła się podobać.
Pomimo że są to najdroższe igrzyska w historii, także w ich wypadku nie obyło się bez wpadek. Największą z nich (która zresztą wywołała na twarzy Putina grymas podobny do tego, kiedy dowiedział się o zdradzie Litwinienki) było nieudane rozłożenie się jednego z kółek olimpijskich, które miało powstać ze śniegowych płatków. Równie niezadowolony szef państwa był wtedy, gdy artyści, którzy odpowiednio ubrani mieli stworzyć rosyjską flagę, ustawili się bardzo nierówno. Na tę chwilę nie wiadomo, jak skończą osoby odpowiedzialne za te dość spore wpadki… W związku z tym jednak, że w Rosji wszystko jest możliwe, mamy jednak nadzieję, że nie czekają na nich „wygodne” miejsca w obozach na Kamczatce, która zresztą również była mocno obecna w czasie inaugurującego show.
Drugą (dużo ważniejszą) naszą nadzieją jest to, że od jutra cały sportowy świat zapomni o Władimirze Putinie i jego aspiracjach i skupi się tylko i wyłącznie na sportowych zmaganiach.
Łukasz Sianożęcki