• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Poddańczy hołd senatora Platformy

Piątek, 7 lutego 2014 (14:46)

Z Markiem Lewandowskim, rzecznikiem NSZZ „Solidarność”, rozmawia Izabela Kozłowska

 

Senator Platformy Obywatelskiej Jan Filip Libicki wystosował list do zarządu Lidla Polska, w którym wyraził swój pogląd na temat sporu między NSZZ „Solidarność” a władzami sieci handlowej. Znalazły się też w nim „wyrazy najwyższego uznania” za działania wobec związkowców oraz zapewnienie o dyspozycji i gotowości do pomocy...

– Czytając list senatora Libickiego ma się nieodparte wrażenie, że złożył on wiernopoddańczy hołd wielkiemu, potężnemu pracodawcy, który gnoi swoich pracowników będących przedstawicielami niedużej organizacji związkowej. Taka wypowiedź jest absurdalna i skandaliczna. To kolejny raz, kiedy ten polityk Platformy Obywatelskiej opowiedział się przeciwko NSZZ „Solidarność”. Wcześniej określał nas mianem „gangsterów”. Teraz stanął po stronie zarządu Lidla Polska. W swoim liście oddał hołd zarządowi tej sieci handlowej. Wypowiedź ta dyskryminuje tego polityka jako senatora i osobę publiczną. Senator został wybrany przez polskie społeczeństwo i przede wszystkim ma za zadanie być jego reprezentantem. Jako osoba publiczna mająca wpływ na prawo powinien chronić słabszych.

Jaki jest powód sporu z Lidlem Polska?

– Istotą sporu z Lidlem nie jest to, że postawiono zarzuty działaczom związkowym i chce się ich zwolnić. Podłożem konfliktu jest fakt, że szczególna ochrona przed zwolnieniem zawarta w Ustawie o związkach zawodowych w swojej intencji ma zabezpieczać działaczy przed szykanami ze strony pracodawców. Dopóki pracodawca nie udowodni winy związkowcom i nie otrzyma wyroku sądu, który jako jedyny może orzec winę, to nie ma prawa zwolnić działaczy. Każdy pracodawca, a szczególnie duży i bogaty, jest w stanie sfabrykować każde dowody i po byle jakim pretekstem wyrzucać liderów działaczy związkowych. Tak naprawdę ochrona działaczy zapisana w ustawie o związkach zawodowych jest fikcją. W naszym sporze pomiędzy „Solidarnością” a Lidlem chodzi o to, że przed zwolnieniem najpierw należy udowodnić winę. Władze Lidla Polska zarzuciły fałszowanie podpisów. Czy tego dokonano i popełniono przestępstwo, musi być rozstrzygnięte przez sąd, a nie pracodawcę. Proces z Lidlem potrwa dwa, trzy, a może cztery lata. W tym czasie ci pracownicy są bez pracy, pozbawiono ich środków do życia. Zostali wyrzuceni na margines. Zapisy w Ustawie o związkach zawodowych mają przed czymś takim chronić.

Bojkot sklepów Lidla to zapewne nie jedyna inicjatywa podjęta w związku z tą sprawą?

– Chciałbym zwrócić uwagę, że zanim rozpoczęliśmy bojkot sklepów Lidla, zostało przyjęte specjalne stanowisko potępiające działania zarządu tej sieci handlowej. Wówczas nie wzbudziło to zainteresowania mediów. Dopiero zachęcenie do bojkotu Lidla wywołało nagłośnienie w mediach. Dlatego przyniósł on już oczekiwane skutki. Miesięczny bojkot to dopiero początek. Planujemy przeprowadzić akcje ulotkowe i informacyjne przed sklepami tej sieci oraz kampanie informacyjne w mediach lokalnych. Chcemy dotrzeć do największej grupy klientów Lidla i uświadomić ich, jak traktowani są jego pracownicy. Możemy spodziewać się, że nasze akcje będą trwały długi czas, a to ze względu na długość procedowania w polskich sądach. Wiele akcji jest zaplanowanych, o wszystkich będziemy sukcesywnie informować.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska