• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Wędliniarze u Kalemby

Środa, 5 lutego 2014 (20:40)

Przedstawiciele branży wędliniarskiej z Podkarpacia i Małopolski nie rezygnują z walki o złagodzenie przepisów dotyczących wędzenia produktów tradycyjnych. Są otwarci na negocjacje, ale nie godzą się, aby eksperci resortu rolnictwa uczyli ich, jak mają wędzić swoje wyroby.

Dzisiaj przedstawiciele producentów wędlin z województw podkarpackiego i małopolskiego spotkali się w Warszawie z ministrem rolnictwa i rozwoju wsi Stanisławem Kalembą, który zapewnił, że żaden zakład nie zostanie zamknięty. W spotkaniu roboczym uczestniczyli też przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia, Głównego Inspektoratu Weterynarii oraz Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Wędliniarze oczekują od polskiego rządu zdecydowanych działań w zakresie złagodzenia unijnych przepisów dotyczących wędzenia. W innym wypadku tradycyjne polskie wędliny zastąpią mięsne produkty malowane płynem wędzarniczym.

Grillowane – tak, wędzone – nie...?

– Wcześniej próbowano nas zbyć. Teraz, kiedy jesteśmy zrzeszeni, traktuje się nas jako partnera do rozmów – podkreśla w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl Fryderyk Kapinos, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów Wędzonych Tradycyjnie.

W jego ocenie, dzisiejsze spotkanie w ministerstwie rolnictwa było też okazją do zapoznania przedstawicieli polskiego rządu z tym, co niepokoi wędliniarzy. – Mam wrażenie, że nasze problemy, choć powinny, to nie do końca były znane min. Kalembie. Liczymy, że teraz, kiedy wprost wyartykułowaliśmy to, co nas niepokoi, z drugiej strony nie będzie już wymówek, a konkretne działania – dodaje Fryderyk Kapinos. Jego zdaniem, nie może być tak, że grillowane mięso w restauracji może mieć 5 mikrogramów benzo(a)pirenu, a wędzone w sposób tradycyjny drewnem drzew liściastych wędliny nie mogą.

Będą masowe badania polskich wędlin wędzonych tradycyjnie pod kątem nowych unijnych norm. W tym celu minister Kalemba zapowiedział uruchomienie większej sieci laboratoriów. To pierwszy rezultat dzisiejszego, roboczego spotkania. Badania na koszt państwa, przeprowadzone na zlecenie weterynarii mają potrwać do końca marca, najpóźniej kwietnia.

– Jeżeli potwierdzą się wyniki naszych badań właścicielskich, według których w starych normach mieścimy się, a w nowe przekraczamy tylko nieznacznie, to min. Kalemba zapowiedział, że wystąpi do Komisji Europejskiej z wnioskiem o złagodzenie limitu dla produktów tradycyjnie wędzonych – przekazuje Fryderyk Kapinos.

Znają swój fach

Podczas spotkania przepadł wcześniej sugerowany i nagłaśniany także dzisiaj przez ekspertów resortu rolnictwa pomysł z nauką prawidłowego wędzenia dla producentów wędlin, który miałby zapewnić utrzymanie się w unijnych normach.

– Większość wędliniarzy wędzi od kilkudziesięciu lat, a wcześniej robili to ich ojcowie. Dlatego traktowanie ich jak dzieci z I klasy jest dalece niepoważne – zauważa w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl prof. Władysław Migdał z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. – Mimo iż na uczelni posiadamy laboratoryjne wędzarnie, nie podjęlibyśmy się uczenia przedsiębiorców, którzy wędzą od pokoleń – dodaje.

Jutro jednomyślne stanowisko w obronie produktów tradycyjnie wędzonych ma podjąć Związek Województw Rzeczypospolitej Polskiej. Samorządy wszystkich 16 województw stoją na stanowisku, że w przepisach, które mają wejść w życie od września, należy bezwzględnie powrócić do starej – czyli aktualnie jeszcze obowiązującej normy, bądź wprowadzić ustępstwa dla wyrobów tradycyjnie wędzonych. – Powinien to być okres wystarczający do przeprowadzenia odpowiednich procedur i podjęcia rozmów z Komisją Europejską – wyjaśnia przewodniczący Kapinos.  

Przypomnijmy, że obecnie obowiązująca norma 5 mikrogramów benzo(a)pirenu na kilogram mięsa od września tego roku nie będzie mogła przekroczyć 2 mikrogramów. W ocenie wędliniarzy, którzy produkują swoje wyroby w oparciu o tradycyjne receptury, wymagania wyznaczone przez unijnych decydentów są zbyt restrykcyjne i praktycznie niemożliwe do spełnienia, a to mogłoby oznaczać koniec wielu małych i średnich firm z branży.

W ocenie prof. Migdała, ważne jest to, że branża się zjednoczyła, a silny głos środowiska sprawia, że rząd musi się liczyć ze stanowiskiem wędliniarzy. To z kolei otwiera drogę do załatwienia tej sprawy pozytywnie. – To nie są już pojedynczy producenci, ale potężne stowarzyszenie skupiające ponad sto firm z Podkarpacia i Małopolski. Liczy się także głos polskiego społeczeństwa, które wie, co dobre, i nie da się zbyć byle czym. Istotne jest także nagłośnienie problemu przez media, dzięki którym możemy dotrzeć do społeczeństwa – dodaje prof. Władysław Migdał.

Mariusz Kamieniecki