Ideologiczny dyktat
Środa, 5 lutego 2014 (02:00)Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie przeciwdziałania tzw. homofobii.
Raport, który już wielokrotnie był odrzucany przez europosłów, tym razem wrócił pod obrady PE w bardziej zakamuflowanej wersji. Pod pozorem walki z dyskryminacją w rzeczywistości dąży do wprowadzenia szeregu przywilejów dla środowisk LGBT. Rezolucja wzywa m.in. do przyznania osobom homoseksualnym prawa do zawierania małżeństw i adopcji dzieci. Postuluje także, by WHO wykreśliła zaburzenia tożsamości płciowej z katalogu zaburzeń psychicznych, oraz proponuje kryminalizację wygłaszania opinii, które mogą być uznane za homofobiczne.
– Parlament Europejski uzurpuje sobie prawo do tego, aby poszerzać kompetencję unijną w obszarze prawa rodzinnego. W szczególności realizuje na zamówienie lobbystyczne interesy mniejszości seksualnych, które są zainteresowane tym, aby możliwie dużo instytucji unijnych zajmowało się tą sprawą permanentnie – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” europoseł PiS Konrad Szymański.
Przyjęcie rezolucji zobowiązuje również kraje członkowskie UE do stworzenia instytucji administracyjnych, które miałyby stać na straży specjalnych praw przyznanych osobom LGBT. Przyjęty dokument zawiera szereg punktów, które budzą naturalny sprzeciw.
– Mamy tam m.in. do czynienia z kuriozalnym zapisem, że aż siedem agencji unijnych ma nieustannie zajmować się kwestiami mniejszości seksualnych, czego praktycznym efektem będzie olbrzymia dostępność funduszy wspólnotowych dla różnych organizacji pozarządowych związanych z tą społecznością – zauważa Szymański. Jak dodaje, proponowane zmiany umożliwią LGBT łatwiejszy dostęp do unijnych środków na realizację tzw. polityki równościowej.
Dokument wzywa m.in. do wzajemnego uznania konsekwencji prawnych związków – w tym związków homoseksualnych – we wszystkich krajach UE. Oznacza to presję na rządy krajów UE, by zmieniły przepisy prawa rodzinnego, uwzględniając żądania homoseksualistów.
– W tej materii należy tę rezolucję po prostu zlekceważyć, a jednocześnie przeciwstawiać się wdrażaniu jej w życie. Na szczęście PE nie ma kompetencji do wprowadzenia takich zmian. Natomiast oczywiście rezolucja pozostaje groźna, ponieważ apeluje do Komisji Europejskiej o podejmowanie działań, w tym w zakresie uznania konsekwencji prawnych wszelkich związków zawieranych na terenie UE. Co jest oczywistym nadużyciem – wyjaśnia Szymański.
– Będziemy się przeciwstawiali każdorazowo, gdy Komisja sięgnie po tę rezolucję, uzasadniając swoje działania prawne. Myślę, że KE zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli będzie chciała przekuć ten dokument w działania, to natrafi na opór, nie tylko grup politycznych, ale poszczególnych państw członkowskich, które nie mają ochoty słuchać „dobrych rad” Brukseli w takich kwestiach jak prawo rodzinne – podsumowuje polski europoseł.
Równie bulwersujące są inne kwestie raportu, w tym m.in. postulaty, aby wszystkie inicjatywy polityczne i podejmowane środki prawne zostały poddane formalnemu sprawdzeniu pod kątem ewentualnej kolizji z interesami homolobby. Jeszcze dalej idzie punkt zakładający, że wszystkie podmioty związane z aktywistami gejowskimi powinny zostać wyłączone spod rygoru jakichkolwiek ograniczeń tzw. swobody wypowiedzi i mieć nieskrępowaną możliwość seksedukacji dzieci w wieku szkolnym. Bruksela w sposób szczególny ma też pochylać się nad polityką zdrowotną wobec osób homoseksualnych: chodzi o objęcie ich ponadstandardową opieką medyczną i asygnatę dodatkowych funduszy na leczenie. Wszystkie te postulaty jednocześnie w zdecydowanej mierze wykraczają poza kompetencje traktatowe UE.
Przeciwko raportowi Lunacek zdecydowanie opowiedzieli się posłowie PiS w PE. Dokument poparła m.in. grupa EPP, do której należą eurodeputowani PO i PSL. 394 europosłów głosowało za przyjęciem tej rezolucji, 176 było przeciwnych, a 72 się wstrzymało.
Łukasz Sianożęcki