• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Polska PO państwem absurdów

Wtorek, 7 sierpnia 2012 (11:57)

Wskaźniki makroekonomiczne w Polsce nie są pozytywne. Następuje spadek koniunktury, konsumpcji, sprzedaży oraz lawina bankructw. Przy takich wskaźnikach sztucznie utrzymywany polski złoty bije kolejne rekordy swojej siły. W opinii ekonomistów, jest to zdecydowana zapowiedź kryzysu.

-Wszystkie wskaźniki makroekonomiczne zdecydowanie przygnębiają. Mamy spadek koniunktury gospodarczej, konsumpcji, sprzedaży, wpływów podatkowych do budżetu, lawinę bankructw. Jest to zdecydowana zapowiedź kryzysu, a przy takich wskaźnikach złoty bije kolejne rekordy swej siły w stosunku do zeszłego roku – wyjaśniał Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK, w programie „Polski punkt widzenia” w Telewizji Trwam. Tłumaczył, że złoty rośnie m.in. dlatego że wszyscy międzynarodowi spekulanci przybywają do nas jak do prawdziwego Eldorado. Przypomniał, że stopy procentowe w Polsce są jednymi z najwyższych w Europie i wynoszą prawie 5 procent.

Amerykański dolar, euro czy  frank szwajcarski napotyka więc  w Polsce bardzo dobre warunki, tj. wysokie oprocentowanie lokat i obligacji Skarbu Państwa.  Inwestorzy, dzięki wysokiej pozycji polskiej waluty, mogą zarabiać coraz większe sumy pieniędzy. Spekulanci wiedzą, że Rada Polityki Pieniężnej będzie musiała po swoich błędach w końcu obniżyć oprocentowanie obligacji, dlatego teraz masowo sprzedaje się zakupione papiery wartościowe.

Jak przewiduje ekonomista, tendencja ta jest jednak krótkotrwała i na jesieni sytuacja diametralnie się odwróci. Główną przyczyną będzie spadek wartości złotego oraz wrześniowe ustalenia kursu przeliczeniowego euro na złoty, na dopłaty wypłacane polskim rolnikom w ramach środków unijnych. Wówczas minister finansów sztucznie obniża kurs, żeby za dużo rolnikom nie zapłacić.

Komentując sytuację w Unii Europejskiej, Szewczak stwierdził, że jej los jest nieprzewidywalny i nie wiadomo jak długo jeszcze wspólnota przetrwa. Związane jest to z faktem, że nie tylko biedne kraje zastanawiają się o wyjściu z UE, lecz także bogate państwa zaczynają rozważać taką możliwość, żeby nie dopłacać do krajów słabszych. – Źle dzieje się także w europejskim sektorze bankowym. Bankowy Fundusz Gwarancyjny otworzył linię kredytową w NBP na wypadek kryzysu, aby mieć stały dopływ gotówki – powiedział gość Telewizji Trwam.

Odniósł się także do sytuacji związanej z firmą Amber Gold. - Zastanawiające jest to, że firma Amber Gold nie budziła tak zasadniczych konsternacji przez kilka lat. Banki przyjmowały pieniądze, a przecież to do nich należy, w razie jakiś wątpliwości, zgłoszenie natychmiast takiej informacji o transakcji do Głównego Inspektora Kontroli Finansowej – powiedział Szewczak. Uważa, że intrygujące jest to, dlaczego Amber Gold mogła spokojnie funkcjonować w Gdańsku. Posiadając firmę lotniczą musiała przecież dostawać różnego rodzaju zgody i pozwolenia. - Było na tyle dobrze, że nawet syn pana premiera tam pracował, co wszędzie na świecie mogłoby być legitymacją wiarygodności – kontynuował dodając, że jak najszybciej  należy podjąć działania, zmierzające do wyjaśnienia pogłębiających się niejasności związanych z firmą. 

Monika Niżnik